<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034</id><updated>2012-01-22T00:10:54.292+01:00</updated><category term='oczoust ustocz'/><category term='collage'/><category term='nasztaludze'/><category term='keats'/><category term='życie'/><category term='stachura'/><category term='st john'/><category term='myBrulion'/><category term='pestki'/><category term='kamienie'/><category term='linguini'/><category term='holidays'/><category term='życzę sobie'/><category term='hesse'/><category term='drewniana szuflada'/><category term='pechmann'/><category term='picasso'/><category term='wspomnienia'/><category term='olej na płótnie'/><category term='kino'/><category term='guggenheim'/><category term='witkacy'/><category term='dostojewski'/><title type='text'>dolina kamieni</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>138</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-5350665420798180430</id><published>2012-01-22T00:10:00.000+01:00</published><updated>2012-01-22T00:10:54.298+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pestki'/><title type='text'>Teatr w śniegu</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Patrzę i własnym oczom nie wierzę. Zmęczony jestem, niedospany, to nie może być prawda. Jamnik, długi i czarny, idzie po chodniku. Zatrzymuje się przy drzewach i leje. Spokojnie, filozoficznie, poważnie i odpowiedzialnie. Grzbiet i przednie łapki oplata mu skórzana obroża. Uwaga... na dwóch cienkich drucikach sterczy ponad sierścią dioda wielkości ziarenka grochu. Sterczy, mruga... raz na niebiesko, raz na czerwono. Jamnik oddala się ode mnie, a wciąż go widać. Zamykam oczy, przecieram dłonią zwiniętą w pięść. Czuję się jakbym wciągnął tyci ziołowego i trawiastego dymu...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"Bóg wie gdzie, Bóg wie gdzie..." śpiewają chłopaki w moim bezanteniastym, skrzeczącym radioodbiorniku. Siedzę pod drzwiami teatru i czekam. Kultura raczej do mnie nie wyjdzie. Ja na randki z Kulturą też nie mam ostatnio ochoty. Mam dziwne przekonanie, że zrobiła się bardziej służalcza względem Ciotki Komercji niż prowokująca jak nastoletnia młodzież w stosunku do świata i życia. Kontestuje dźwięki spadających miedziaków i szelest bezwartościowych papierków. Zostawia w spokoju kwestie wyborów moralnych, katalogów wartości czy woskowatość postaw. Ot taki dmuchany pop-corn z myśli szaro komórkowych i siorbnięty karmel gazowany z połączeń rybonukleinowych...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wiedza ogranicza murami pewności podobnymi do betonowych ścian. Pustka w głowie to bezkres aż po sam horyzont, tyle że z wilczymi dołami dawno odkrytych prawd. Setki książek ściśniętych na drewnianych półkach biblioteczek straszą świeżością. Kurz na ich grzbietach swą intensywnością odmierza czas wsteczny do chwili "chcę, muszę to mieć". Jeden przy drugim pułkownik tworzy całą armię dającą cień bezsilnemu intelektualiście. Herbata w kubku przypomina spowite we mgle wyspy. Ser w odcieniach niebieskiej pleśni, cuchnący w całym mieszkaniu, to czysta forma kubistycznej wizji trzech kolorów dawno zapomnianej rewolucji. Salceson z tłustą kaszanką na drewnianej desce, pewność solidnej klatki praw i norm, codziennie o poranku...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;...no to jak? Czesać grzebieniem z włosem, czy może jednak pod-włos?&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-5350665420798180430?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/5350665420798180430/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=5350665420798180430' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/5350665420798180430'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/5350665420798180430'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2012/01/teatr-w-sniegu.html' title='Teatr w śniegu'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total><georss:featurename>Juliusza Słowackiego 19A, Warszawa, Polska</georss:featurename><georss:point>52.26918160959701 20.97860813140869</georss:point><georss:box>52.26675260959701 20.973672631408693 52.27161060959701 20.98354363140869</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-1457909783555019358</id><published>2012-01-08T23:10:00.000+01:00</published><updated>2012-01-08T23:11:17.877+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Podróż-ny</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pokój dla palących? Nie, dziękuję. Rozumiem. Śniadanie? Tak, poproszę. Parking? Polecam, strzeżony, wie Pan jak to czasem w nocy bywa, tutaj niedaleko jest klub z dyskoteką. Tak, poproszę. Oczywiście, proszę ten dokument oddać na bramie. Trzecie piętro, pokój 312. Winda jest po prawej stronie. Zapraszam na śniadanie od 6:30, życzę miłej nocy...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Klucz dziurkowany zacina się, nie mogę wejść do pokoju. Wkładam, wyjmuję, wkładam i znów wyjmuję. Podobny klucz złamałem w zeszłym roku. Kłopot zrobił się dość poważny, połowa została w szczelinie zamka, połowa w mojej dłoni. Kiepskie tworzywo, przewidywalne efekty. Otwieram drzwi. Pierwsze wrażenie: cuchnie petami. Otwieram okno, wyłączam klimatyzację, do wanny leję gorącą wodę z płynem do kąpieli. Parując może choć trochę zmieni klimat w całym pokoju. Telewizor jest, internet na szczęście też. WiFi żąda hasła dostępu. Kładę się w ubraniu na równo zaścielone łóżko. Wstać, znów zejść do recepcji? Telefon? Szukam numeru w hotelowym przewodniku...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ichaa! Yahhooo! Ichaa! Wstaję, przekręcam blokadę pod klamką i zakładam łańcuch. Handlowcy w podróży, jeśli tak jest jak myślę to marne szanse na spokojną noc. Rozmowy słychać przez ścianę. Ciekawe, który pójdzie zaraz na stację benzynową po flaszki. Ha-ha-ha! Zdzisek, ...rwa! Dzwonimy po laski? Mam nadzieję, że nie starczy im ani odwagi ani kasy...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zmęczony jestem, bolą mnie oczy i coś w plecach. Powinienem napisać trzydzieści stron, a w głowie mam ledwie dwa może trzy zdania. Relaksacyjna muza z telefonu uspokaja nerwy, równoważy przepływy w szarych komórkach. Energetyk w samochodzie był zbędny bo serce wali jak po dobrej włoskiej kawie. Uprasuję koszulę, rano będę mógł sobie poleżeć w wannie i pomoczyć się jak hipopotam w Zoo. Czyszczarka do butów jest na korytarzu. Spodnie na wieszaku. Wieszaka nie można zabrać ze sobą, ma obcięty drut haka. Dwie nocne lampki dają światło podobne do świecy. Hotelowe klimaty, przestrzeń pomiędzy czymś co już było, a czymś co ma nastąpić...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-1457909783555019358?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/1457909783555019358/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=1457909783555019358' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/1457909783555019358'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/1457909783555019358'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2012/01/podroz-ny.html' title='Podróż-ny'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total><georss:featurename>Katowice, Polska</georss:featurename><georss:point>50.264353911483326 19.02355670928955</georss:point><georss:box>50.26181641148332 19.018621209289552 50.26689141148333 19.02849220928955</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-9221706566875567757</id><published>2011-12-24T00:39:00.000+01:00</published><updated>2011-12-24T00:40:15.916+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życzę sobie'/><title type='text'>Święty Mikołaj</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cześć. Cześć. Co robisz? Czytam. Hej, a co czytasz Święty Mikołaju? Książkę. Widzę, że książkę, ma jakiś tytuł? Ma... Hej, droczysz się ze mną, o czym traktuje ta książka? O wyborach, których dokonujemy w życiu. O wyborach? Ano, bo widzisz...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;...możesz czekać z radością i wiarą na święta, a możesz też oczekiwanie zagłuszać szukając sobie innych, tak w istocie nic nie znaczących zajęć. Możesz kupować drogie, nawet bardzo drogie prezenty dla bliskich, a możesz też zaprosić ich by wszyscy dla wszystkich, nawzajem takie prezenty zrobili sami. Możesz gonić za rybą, choinką, sprzątaniem, a możesz też zwyczajnie posłuchać kolęd. Możesz w samotności zapalać i gasić światło w oknie, a możesz też spotkać się z rodziną, bliskimi, przyjaciółmi i znajomymi. Możesz wściekać się na świat i na ludzi, że nie są tacy jak ty chcesz, a możesz też światu i innym pokazywać swoim przykładem czym jest otwartość, wiara w człowieka i miłość...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;...ups, mocna rzecz, Święty Mikołaju. Jak dla kogo... w tym co, a przede wszystkim jak czytasz i co z tego rozumiesz, też masz wybór. Widzisz, na stole stoi mała filiżanka, na białym spodku, z małą łyżeczką. Widzisz? Widzę. Co było w tej filiżance? Kawa! Piłeś przed chwilą espresso Święty Mikołaju! Weź filiżankę i przypatrz się dokładnie, poczuj zapach. Co to? Pachnie suszonymi śliwkami, jabłkami... toż to świąteczny kompot z suszonych owoców! Otóż to... nie wszystko co widzisz jest tym, czym sądzisz, że jest. Gdy na kołku przy drzwiach, jak płaszcz w jesienny i słotny dzień, powiesisz ocenę i własne doświadczenia, to być może w tym co straszy i brzydzi dostrzeżesz coś co rozwija samego ciebie. Święty Mikołaju, to raczej trudne...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;...a czy ktoś obiecywał, że będzie łatwo?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;...ups, mocno powiedziane, Święty Mikołaju. Widziałeś kiedyś motyla? Wiesz jakiej dokonuje zmiany w swoim życiu? Coś tam uczyłem się w szkole... bielinek kapustnik? Motyl to symbol odwagi, otwartości na samego siebie, determinacji i wiary. Motyl? Ta kruszynka z pyłkiem na skrzydełkach? Tak, ta kruszynka... otóż świat na zewnątrz kokonu jest zupełnie inny niż świat znany poczwarce siedzącej wewnątrz. Ten nowy świat wymaga korzystania ze skrzydeł. Ten nowy świat to zupełnie nowa perspektywa... Poczwarka musi dokonać wyboru pomiędzy tym czy chce chodzić czy latać. Pomiędzy tym co znane i tym co niewiadome. Motyl jest wolny od takich wyborów... motyl decyduje o tym gdzie i kiedy chce być...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;...no tak, a... Święty Mikołaju, bo ja muszę już iść, masz może dla mnie jakiś prezent? Mam. Hmm... a mogę go dostać od ciebie? Widzisz ten wielki wór z szarego płótna? Widzę! Proszę, sięgnij do niego i weź to co zechcesz... Super! Dziękuję Święty Mikołaju!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;...ho-ho-ho, poczekaj... nie tak prędko! Tak? Zanim sięgniesz... wiedz, że w moim worku są prezenty i dla Poczwarek i dla Motyli...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-9221706566875567757?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/9221706566875567757/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=9221706566875567757' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/9221706566875567757'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/9221706566875567757'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/12/swiety-mikoaj.html' title='Święty Mikołaj'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total><georss:featurename>Krakowskie Przedmieście 3, Warszawa, Polska</georss:featurename><georss:point>52.23911438446539 21.01680278778076</georss:point><georss:box>52.23789888446539 21.01433528778076 52.24032988446539 21.019270287780763</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-3922788349272141690</id><published>2011-12-18T13:08:00.000+01:00</published><updated>2011-12-19T00:35:20.210+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dostojewski'/><title type='text'>Dementorzy komerchy</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zwiadowcy dotarli do Doliny Kamieni. Odkryli przestrzeń ciągnącą się aż po sam horyzont. Spotkali ludzi, którzy dotykają swoich myśli, uczuć, emocji, skojarzeń i wspomnień. Zauważyli kolory tęczy, mieszaniny szarości... i statystyki wyrażane w bezdusznych układach liczb, liczbek i cyferek. Wykresy, potencjał, szansa...&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Miesiąc temu Pierwszy Zwiadowca. Jako-takim polskim, pewnie tłumaczonym przez translator, napisał list o ogromnym potencjale intelektualnym i twórczym autora bloga. Podkreślał licznymi przymiotnikami wartość dla kultury i sztuki, dla rozwoju wolnej myśli, dla ludzkości. Ostatnie zdania, jak mała gwiazdka na końcu oferty handlowej, tłumaczyły wszystko. Ostro nawiązując do wartości i po wartościach jadąc - zamieść na stronach swojego bloga reklamy naszego portalu pośrednictwa pracy. Pomożesz wielu ludziom w rozwoju osobistym i zawodowym. Przyczynisz się do wielu awansów... odpisałem zadając pytanie: Czy chcesz w Dolinie Kamieni urządzić komercyjne wysypisko śmieci? Zasypać przestrzeń myśli, emocji, skojarzeń i wspomnień migającymi reklamówkami?&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dwa tygodnie temu Drugi Zwiadowca. Tranlsator przetłumaczył z angielskiego na polski. Super ciuchy dla super ludzi. Celebryci, trendy, top model, jedyny z tłumu... zauważyłem twój blog, który... znów lista przymiotników. Proponujemy ci za umieszczenie naszych reklam 5% zniżki na zakup naszych towarów. Wow! Co ty na to? ...nic. Znacznie więcej zyskuję kupując dobre gatunkowo produkty...&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przypomniał mi się film "Niemoralna propozycja" z roku 1993 (reżyseria Adrian Lyne)... Robert Redford (John Gage), Demi Moore (Diana Murphy) i Woody Harrelson (David Murphy)... i nurtujące pytanie: za ile się sprzedasz?&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-3922788349272141690?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/3922788349272141690/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=3922788349272141690' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/3922788349272141690'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/3922788349272141690'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/12/dementorzy-komerchy.html' title='Dementorzy komerchy'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total><georss:featurename>Plac Defilad 1, Warszawa, Polska</georss:featurename><georss:point>52.23174224299105 21.00607395172119</georss:point><georss:box>52.21229674299104 20.966591951721192 52.25118774299105 21.04555595172119</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-378200547664921332</id><published>2011-12-16T17:13:00.000+01:00</published><updated>2011-12-19T00:34:34.938+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pestki'/><title type='text'>Trąmb-ydła</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzień to taki, to taki dzień, a jeśli jeszcze pada deszcz i jest zimno, a jeszcze gdy spada ciśnienie, to taki dzień... w którym miasto stoi w korkach. Trąbienia nawołują do ruchu, zmiany miejsca w przestrzeni, a uzyskują zupełnie odmienny efekt - stada aut zbierają się w jednym miejscu... jak przy wodopoju... siejąc zamęt i chaos. A właśnie, że się nie ruszę... baranie jeden! Taksiarz, krawężnik jeden na ropę, burak z kuchenką, słoma w oponach... blondi w furce jeździć nie umie, pewnie tatuś kupił. Co skrzyżowanie to monolog dramatyczny. Co przejście dla pieszych to polowanie na głupotę. Co dwa pasy ruchu to o trzy za dużo. Spokojnie wyciągam papierosa z paczki, a dym wędzi mnie jak świąteczną szynkę krakowską. Przypomina mi się latający po ekranie motylek, który każde zdanie zaczyna i kończy komentarzem "w dupie to mam, rozumiecie - W D-U-P-I-E!"&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Święta za pasem, a prezentów brak. Miejsc parkingowych również. Mikołaj nie ma jak wylądować swoim wozem to i Mikołaj nie będzie miał co dawać. Grzeczne i mniej grzeczne bachory dotknie nauka o nowej formie demokracji zamkniętej w konsumpcji - socjalipitaliźmie. Tandetność i chwilowość setek różnego rodzaju przedmiotów całkowicie bezużytecznych wprawia w osłupienie. Stoję i własnym oczom nie wierzę. Ramki na zdjęcia tworzące formy czystej abstrakcji, zegary chodzące wstecz, sex-kości, imitacje pomp do benzyny z lat 60-tych na piwo, gumowe cycki do komputera, zestawy do golenia, bombonierki bez czekoladek, szczekające pieski z diodami w oczodołach... promocje, oferty, niskie ceny, gratisy, bonusy... trzepoczę delikatnymi jak pergamin skrzydełkami i szepcę sam do siebie "w dupie to mam, rozumiecie - W D-U-P-I-E!"&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Trzymam w dłoni limitowaną serię parówek. Duety z najwyższej półki, dwie parówki jadące samochodem, przecięte lekko, rozmawiają ze sobą. Bohaterowie z filmów tworzących historię kina zamienieni w walcowate kołki koloru brązowego. Gość obok mnie gapi się na "Szczęki". Pytam: a to część pierwsza? Chyba tak... to niech Pan bierze, pierwsza była najlepsza. A Pan co ma? Ja wziąłem "The Blues Brothers", "Ojca Chrzestnego", "Wichrowe wzgórza" i "Deszczową piosenkę"...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-378200547664921332?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/378200547664921332/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=378200547664921332' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/378200547664921332'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/378200547664921332'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/12/tramb-yda.html' title='Trąmb-ydła'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total><georss:featurename>Puławska 427, Warszawa, Polska</georss:featurename><georss:point>52.14139007896415 21.026887893676758</georss:point><georss:box>52.13651757896415 21.017017393676756 52.14626257896415 21.03675839367676</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-4237581610133308306</id><published>2011-12-06T23:29:00.000+01:00</published><updated>2011-12-07T23:33:38.265+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życzę sobie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pestki'/><title type='text'>Łyżeczka</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzwonisz. Dzwonię. Przestań dzwonić, proszę. Proszę. Czarna kawa kapie gęstymi kroplami, jedna po drugiej, z łyżeczki na białą, papierową serwetkę. Zachowuj się, proszę. Proszę. Metalowy smak w ustach, przypominający protetykę dentystyczną na sztyftach. Co cię napadło dzisiaj? Nic. Łyżeczka już leży na porcelanowym spodeczku. Wygięta tuż za okrągłym lustrem czarki, smukła w kibici przewężenia, płaska w ozdobionym reliefem uchwycie. Leży i nic nie mówi. Drży w oczekiwaniu na zanurzenie. Drży w oczekiwaniu na dotyk ust. Drży na myśl o końcu w chemicznych oparach mgły wypełniających przemysłową zmywarkę...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nastrój mam zgoła podły. Siedzę na rozpadającej się wersalce i żrę czekoladową słodycz z wielkiego słoika. Zanurzam w nim niewielką łyżeczkę, okręcam w gęstej mazi i wyciągam szybkim ruchem skierowanym wprost do ust. Międlę miękkość raz po raz uderzając zębami o metal. Potykam się na ścieżce bezmyślnej słodyczy. Telewizor miga niebieskimi obrazami kryzysu, dramatu, bólu i pustki. Ludzie patrzą na siebie nie widząc nic poza tym co już dawno za nimi. Pilotem, małym bananem, na którym ktoś upchnął setkę pchlich guzików, zmieniam kanały. Wszędzie to samo, tu i tam inaczej podane, tam i tu inaczej zapakowane...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kwiaty zdechły. Ziemia sucha i wybebeszona. Nowe kupiłem w markecie, takie wsadzone w kubeczki po jogurcie. Pani ze stoiska z rybami powiedziała, żebym podlewał je raz na trzy dni. Łyżeczką drążę dziury, a czarne grudki spadające z parapetu na drewnianą podłogę zamieniają się w kosmiczny pył. Mało roboty, dużo sprzątania. Cieszę się na nową zieleń w oknach. Jutrzejsze słońce przywita nowe życie. Rysy na srebrze jak cień rewolucji. Bieda wkroczyła na salony i trwa w niemocy. Jak ogarnąć świat, którego już nie ma? Jak powiedzieć samemu sobie, że tradycja nie jest programem lojalnościowym o ujemnym wyniku finansowym?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Stefan uśmiecha się do każdego przechodnia. Olbrzymia taca, zrobiona z drewnianej stolnicy obszytej czarnym atłasem to jego królestwo. Obręcze na serwety z materiału, koziołki na sztućce, świeczniki zatrzymane w biegu, siodełka do jajek na miękko. Czyste srebro, owszem bywa, że powycierane, za to z niepowtarzalną, jedyną w swoim rodzaju duszą. Patrzę z zaciekawieniem na ile sposobów można powyginać długie i krótkie widelce. Stefan zagaduje, opowiada historie, wciska w nadziei, że może jednak kupię. Nie mam ochoty. Postrzępiony widelec, pozbawiony swej pierwotnej tożsamości, etycznie dwuznaczny w swej nowej roli nie może równać się memu uwielbieniu do pełni, którą odnajduję w łyżeczce...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzwonisz, potykasz się, witasz nowe życie. Dopełniasz konsekwencji wyborów, których sensu i przeznaczenia nie jesteś w stanie dzisiaj pojąć. Łyżeczki kształt i smak poczujesz głęboko w sobie jeszcze wiele razy. Drewniane pałeczki, sklejone ze sobą, wciąż będą leżeć na brązowym stole...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-4237581610133308306?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/4237581610133308306/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=4237581610133308306' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/4237581610133308306'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/4237581610133308306'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/12/yzeczka.html' title='Łyżeczka'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total><georss:featurename>Chęciny, Polska</georss:featurename><georss:point>50.79746564242387 20.459654331207275</georss:point><georss:box>50.79683814242387 20.458420331207275 50.79809314242387 20.460888331207276</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-672802957227088967</id><published>2011-12-02T23:06:00.001+01:00</published><updated>2011-12-02T23:11:03.784+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Kurak</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Doris chwyciła starą siekierę i odcięła łeb Leghornowi. Będzie rosół i nóżki. Główka spadła tuż obok drewnianego, starego pieńka. Oczko brązem patrzyło w niebieskie niebo. Dziobek rozwarty, zaczepiony o łodygę ostu wyrzucił z siebie ostatnie ko. Czerwony grzebień zwiądł jak pozbawiony wody koperek stojący w szklance na domowym parapecie w kuchni. Kurze ciało łopotało skrzydłami, fru fru fru. Anorektyczne nóżki skakały z lewej na prawą stronę ścieżki, a z miejsca, w którym jeszcze przed chwilą była głowa sikały brudne strzały krwi. Cały trawnik będzie upieprzony - znużonym głosem skomentował całe zajście Piotruś. Zdzicho zleje trawę wodą - odparła uradowana Doris. Idę nastawić gar wrzątku, pierze trza oskubać z tego rosołku i nóżek. Piotruś, wyrzuć do kosza główkę...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dotykam dłonią miejsca, w którym jeszcze dwa dni temu był zardzewiały gwóźdź. Paskudna dziura - powiedział lekarz wbijając igłę zastrzyku przeciwtężcowego. Proszę patrzeć co się będzie działo, jak zacznie się paprać proszę natychmiast do mnie przyjechać. Dobrze. Odpowiadam bez wiary, przecież i tak nie przyjadę. Ropa czy inne paskudztwo wylezie to zleję spirytusem. Wprost na ranę. Lepsze to niż medykamenty tego białokitlowca...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Myślisz o mnie czasem? Franek, nie łaź tam! Plac jest w potłuczonych butelkach, szkło wlezie ci w buty. Idę, idę, nie krzycz tak, widzę! Rozmawiasz z nimi? Tak. Widzisz ich? Czasami. Przecież ich nie ma? Daj spokój, są... w mojej głowie, w mojej wyobraźni, jaźni, w czym tam co mam wewnątrz kostnej puszki. Istnieją tak samo realnie jak ty teraz. Stuknięty jesteś, może czas iść na kozetkę? Chyba, że razem z tobą, sam nie idę. Wariat, twoje poczucie humoru dobija mnie, zrób coś z tym. Dobrze, zrobię, a z czym?&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-672802957227088967?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/672802957227088967/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=672802957227088967' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/672802957227088967'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/672802957227088967'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/12/kurak.html' title='Kurak'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total><georss:featurename>Pustków, Polska</georss:featurename><georss:point>50.1435371 21.4898946</georss:point><georss:box>50.1231846 21.4504126 50.163889600000005 21.5293766</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-2017134679613048944</id><published>2011-11-24T15:01:00.000+01:00</published><updated>2011-11-26T15:05:24.561+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='linguini'/><title type='text'>Bierhalle. Manufaktura</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Obsługa miła. Muza w tle, można spokojnie rozmawiać i nie słyszeć sąsiada za plecami. WiFi działa. Toalety czyste, w każdej kabinie "pupidupki" - papierowe ochraniacze na deskę sedesową.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kalmary (26,99 zł) soczyste, w smacznej panierce. Polędwiczki wieprzowe (33,99 zł) skromnej wielkości, za to podane z sosem podgrzybkowym współgrającym z placuszkami ziemniaczanymi. Sznycel cielęcy (39,99 zł) cudownie rozklepany na całą przestrzeń talerza. Dodatek sałatki ziemniaczanej zbędny. Pyry posklejane majonezową mazią, jak nakrętki śrub utopione w towocie. Bierhalle Weizen (8,00 zł) pszeniczne, poprawne. Tucher (13,99 zł) alkoholfrei, we właściwej pojemności połowy litra.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Swojsko, momentami w kwaśnych oparach warzonego tuż za szybą piwa. Drewniane stoliki, krzesła... i rachunek w sumie na tyle co w Delight andel’.s&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-2017134679613048944?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/2017134679613048944/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=2017134679613048944' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/2017134679613048944'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/2017134679613048944'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/11/bierhalle-manufaktura.html' title='Bierhalle. Manufaktura'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total><georss:featurename>Drewnowska 58, Łódź, Polska</georss:featurename><georss:point>51.780350354606675 19.446905851364136</georss:point><georss:box>51.78019685460667 19.446597351364137 51.78050385460668 19.447214351364135</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-2221421330937835951</id><published>2011-11-23T14:56:00.000+01:00</published><updated>2011-11-26T14:59:42.990+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='linguini'/><title type='text'>Delight w andel'.s</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Konsekwencja. Białe obrusy na stolikach, polerowane kieliszki i sztućce, finezyjnie złożone serwetki to perfekcyjny ład, porządek na pomocniku. Wylany na podłogę sok pomidorowy w czasie serwowania to przede wszystkim zaopiekowanie się gościem i upewnienie się czy jego ubiór nie został poplamiony. Nastrój budowany przez sączącą się muzykę i dyskretne oświetlenie to prywatność wolna od ciągłego dopytywania się "Czy wszystko smakuje?" i "Czy wszystko jest dobrze?". Maniera regulowania należności na podstawie rachunku wstępnego bez rejestracji na kasie fiskalnej... bez komentarza.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Bułeczki koktajlowe zimne i twarde. Masełka smakowe w tym samym klimacie. Piec konwekcyjny potrafi czynić cuda i warto o tym pamiętać. Starter na czekanie okazał się wyrazem czystej sztuki minimalizmu. Carpaccio wołowe z marynowanymi borowikami, oliwkami i pesto z rukoli (41,00 zł) akuratne. Oliwki trudno było znaleźć, kapary w bogatej reprezentacji. Mule duszone w emulsji z pomidorów pelati w towarzystwie śródziemnomorskich ziół (34,00 zł) więcej niż dobre. Emulsja, przypominająca gęsty sos do placków ziemniaczanych po węgiersku, dominowała. Cóż, mule jemy dla smaku, nie dla sytości. Pikantna zupa z mleka kokosowego, kurczaka i kolendry z orientalnymi grzybkami shitake (16,00 zł) wyśmienita. Kolor, kremowa gęstość, temperatura, ilości dodatków w perfekcyjnych proporcjach. Talerz, z szerokim rantem, aby dopełnić rozkoszy jedzenia, powinien być idealnie wypolerowany i wolny od aromatu kuchennej ściery. Panna cotta aromatyzowana rozmarynem, podana z grillowanym ananasem i dodatkiem Martini (17,00 zł) przyjemna. Cukrowa krata dla ozdoby zbędna. Mus z sera mascarpone o smaku pistacjowym, podany z owocami leśnymi (19,00 zł) na podniebieniu z ciekawym finiszem. Wizualnie jak trzy kozice wysoko w górach na białej przestrzeni skały, jak pesto rzucone na dżem z jagód. Koniec... a espresso choć z czekoladką, zimne i bez wody.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ogólne wrażenia pozytywne, w okolicach 4+, a plus za "zbrzytwienie" okruszków pieczywa ze stołu przed podaniem deseru. Jakość do ceny akceptowalna, zwłaszcza gdy sponsorem i gospodarzem jest ktoś mniej nam znany i niezbyt często spotykany.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-2221421330937835951?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/2221421330937835951/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=2221421330937835951' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/2221421330937835951'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/2221421330937835951'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/11/delight-w-andels.html' title='Delight w andel&apos;.s'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total><georss:featurename>Ogrodowa 17, Łódź, Polska</georss:featurename><georss:point>51.7786362 19.4486782</georss:point><georss:box>51.7774082 19.446210699999998 51.7798642 19.4511457</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-236443400861892181</id><published>2011-11-20T23:36:00.001+01:00</published><updated>2011-11-20T23:38:28.924+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='collage'/><title type='text'>Ananas</title><content type='html'>Żółte włókna promieni słońca&lt;br /&gt;zamknięte w grubym pancerzu&lt;br /&gt;żółwich skorup jutrzejszych wspomnień&lt;br /&gt;bez czasu i dat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczyt, a na nim przyłbicy pióropusz&lt;br /&gt;z zielonych rynien traw,&lt;br /&gt;po których krople rosy&lt;br /&gt;spływają do studni życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odcinasz ciepłym słowem płaszcz,&lt;br /&gt;którego tępy nóż codzienności&lt;br /&gt;nie może zdjąć&lt;br /&gt;od tylu już dorosłych lat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nagość w fałszywym wstydzie pożądania&lt;br /&gt;przyjmuje usta pełne słów.&lt;br /&gt;Powoli bierzesz w siebie ciągi zdań,&lt;br /&gt;nakładasz na kamerton by drgał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cisza w milionie punktów mlecznej drogi.&lt;br /&gt;Wymiar chaosu w równoległości dwóch ciał.&lt;br /&gt;Rytm ty-ja, ja-ty, my-my... tak-tak, trwa&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pytasz: nie wiem, a chcesz? nie powiem&lt;br /&gt;Żółtych włókien miedziany zwój.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-236443400861892181?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/236443400861892181/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=236443400861892181' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/236443400861892181'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/236443400861892181'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/11/ananas.html' title='Ananas'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total><georss:featurename>Rynek Główny 4, Kraków, Polska</georss:featurename><georss:point>50.061712298362735 19.938619136810303</georss:point><georss:box>50.06043829836273 19.9361516368103 50.06298629836274 19.941086636810304</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-6163202848737705314</id><published>2011-11-12T13:43:00.001+01:00</published><updated>2011-11-12T13:45:55.803+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kamienie'/><title type='text'>Dialog 20</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wstałem rano z bólem głowy, bruzdami na policzkach i nosem zapchanym od suchego powietrza. Wszystko na własne życzenie, prezent wczorajszego wieczoru od paczki papierosów. Wiem, ...i cóż z tego? Mroźny poranek za oknem. Twarda biel na szybach samochodów. Liście, choć rude i bez życia, bardziej przypominają kruchość starego pergaminu, a może papieru do wypieków, niż wilgotną miękkość skrawka kuchennej ścierki. Idę na spacer. Przewietrzę umysł i ciało. Uwolnię zatoki z resztek mgły siwego dymu...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gruby sweter, kurtka, białe sportowe skarpety. Absolutnie nie pasują do butów, w ogóle do niczego, poza trampkami do biegania. Ciepłe, są zwyczajnie ciepłe. Mam zamiar przejść się z godzinę może dwie. Chcę aby było mi dobrze, komfortowo, nie mam ochoty w połowie drogi sikać w krzakach czy na pochyłe drzewo. Chowam do kieszeni telefon i kupon lotto. Sprawdzam w portfelu pieniądze. Dwa złote, a na zakład potrzebuję trzy. Przejdę przez bankomat, który stoi na osiedlowym bazarku. Wypłacę dwadzieścia, nic więcej nie potrzebuję...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wzdłuż chodnika ciągnie się wysoki mur oddzielający świat fabryki od świata żyjących z niej ludzi. Beton pomalowany na zielony kolor. Słupy ze stali. Szklane wstawki z nalepionym orłem szybującym wysoko na niebie. Miejskie ptaki są aż tak durne? Jednoroczne zawiązki krzaków, trawa, korowa ściółka. Idealny krajobraz. Pewność, perfekcja wykonania, wszystko na swoim miejscu. Świat małego miasta gdzieś na niemieckiej, austriackiej czy szwajcarskiej ziemi. Słowiańska dusza, kochająca wolność przestrzeni, buntuje się w dziecinny sposób. Fruuu... kopnięty kamień przeorał ziemię pod czerwonym krzakiem i zatrzymał się na kolorowym papierku...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Stoję i patrzę. Kolory, kształty, cyfry... toż to jak nic złożony na pół banknot dwudziestozłotowy! Siedzi pod kawałkiem kory tak jakby go ktoś specjalnie tam wsadził. Dzień dobry Panu. Dzień dobry, odpowiadam. Mija mnie starszy pan z czarnym, kundlowatym pieskiem na żółtej smyczy. Stoję, patrzę, zastanawiam się czy to na prawdę jest dwudziestka. Dzyń, dzyń śmignął mi za plecami rowerzysta. Pach, pach... tuż obok przeszła energiczna starsza pani z kijkami. Brudny jest, mokry, może to reklama banku? Ma Pan zapałki? Nie mam, odpowiadam. Podnieść czy nie? A jak ktoś mnie uprzedzi? Mam białe skarpetki, mogę być zbieraczem... nad czym ja się tak zastanawiam? Nad tymi, którzy być może mnie teraz obserwują czy nad tym, jakie podejmę za chwilę zadanie? Biorę...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mijam bankomat śmiejąc się sam do siebie. Wyciągam z kieszeni dwudziestkę, otrzepuję z czarnej ziemi, wycieram z wilgoci o spodnie. Trochę poplamiony kawą ten nasz Chrobry, za to cały, bez żadnych poszarpań czy uszkodzeń. Wchodzę do sklepu, daję kupon, płacę. Pani w okienku wydaje mi 17 złotych reszty, dziesięć w papierku, pięć i dwie złotówki w monetach. Widocznie tak miało dzisiaj być... potrzebowałem 20 złotych i dostałem. Wychodząc mijam panią w średnim wieku. Czarny płaszcz, włosy spięte do tyłu głowy, identyfikator i biała puszka. Zbieramy na upośledzone dzieci z ośrodka... kręcę głową w wymownym "nie", nawet nie słucham skąd są te dzieci. Idę prosto przed siebie...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zatrzymuję się w jednej chwili. Chodzę do tego sklepu dobre kilka lat, nigdy nie trafiłem na kogoś, kto by zbierał pieniądze na cokolwiek! Stary Hindus kiedyś powiedział: jeśli masz cały bochenek chleba to przetnij go na pół. Połową podziel się z innymi. Połowę, która została w twoich rękach podziel znów na pół. Pół zjedz, jeśli jesteś głodny. Drugą połowę zostaw na czas, kiedy być może będziesz głodny. Rwa mać! Było zostawić ten papier w ziemi. Wracam. Ile mam dać do tej cholernej puszki? Papier? Piątkę? Piątki zbieram do porcelanowej świnki. Dwa złote? Złotówkę? Trochę mało... mało jak dla kogo? Baba co zbiera pewnie jest jakaś lewa... a jak nie? Dobrze, jak u Hindusa... podzielę się połową. Proszę, wkładam złożoną dziesiątkę do wąskiej szczeliny w wieczku. Miłego dnia... Dziękuję Panu bardzo, wszystkiego dobrego! Idę prosto przed siebie, trzeci raz po tych samych płytach chodnikowych...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeśli nie ma chleba, to na wsi mówią, że jest bieda czy że nie ma Boga w domu? Wysyłam sms-a z pytaniem. Odpowiedź - że gospodarz nie kupił przed świętem. Moja przygoda, moje zadanie, moje myśli, ja mam się czegoś dzisiaj nauczyć. Skręcam w stronę bazarku...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Stać po chleb w kolejce nie będę. PRL mi to przypomina, mam jakiś uraz nieuzasadniony z dzieciństwa. Wchodzę do eco-sklepiku, który sprzedaje "inne" chleby. Głównie ich "inność" polega na cenie. Rozglądam się, drogo i na kilogramy, a nie na sztuki. Pełne ziarna, naturalny zakwas, bakalie, orkisz ze zdrowych pól. Ostatnia półka na dole, jeden chleb w folii. Cena 4,50... trzy złote zapłaciłem za zakład, dziesięć poszło na dzieci, mam w kieszeni pięć i dwie złotówki, zostanie mi 2,50. Pan życzy sobie? Poproszę kawałek tego, kawałek tego ciemnego i ten jeszcze. Dziękuję, szesnaście złotych poproszę. Wyciągam stówę z portfela. Czuję się źle... myślałem inaczej, zrobiłem inaczej. Z jakiego powodu? Aż tak bardzo lubimy oceniać? Moja przygoda, moje zadanie, moje myśli, ja mam się czegoś dzisiaj nauczyć. Wychodzę z siatką pełną kawałków dziwacznego chleba...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gdybym kupił ten za 4,50, miałbym teraz w kieszeni dwie złotówki i pięćdziesiąt groszy. Mijam kościół rozmawiając ze swoimi myślami. Wyciągam z kieszeni monety. Obracam w palcach. Jedną czy dwie mógłbym teraz wrzucić do puszki czy na tacę. Coś by mi i tak zostało, na jutro, na za tydzień, na za czas jakiś. Krąg zdarzeń, pełny obrót, od początku do zakończenia...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pogubiłem się w wolności wyborów. Unosząc wzrok ku koronom drzew zatrzymuję się na słowach Vico, myśliciela i filozofa leżącego na półce w kiosku... "wyobraźnia jest tym potężniejsza, im słabszą jest zdolność rozumowania". Miałem kupić "Naukę nową" kilka dni temu, zapomniałem... aż sama mnie odnalazła w podróży, którą dzisiaj rano rozpocząłem...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-6163202848737705314?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/6163202848737705314/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=6163202848737705314' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/6163202848737705314'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/6163202848737705314'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/11/dialog-20.html' title='Dialog 20'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total><georss:featurename>Piazza Pio XII, Rzym, Włochy</georss:featurename><georss:point>41.90225308502382 12.458689212799072</georss:point><georss:box>41.901514585023826 12.457455212799072 41.90299158502382 12.459923212799072</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-610237197209883025</id><published>2011-11-11T00:37:00.000+01:00</published><updated>2011-11-12T11:52:18.247+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wspomnienia'/><title type='text'>Czerwony balonik</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Znacie? Podróż Czerwonego Balonika? Ktoś, nie mam pojęcia kto, dmuchnął w mały czerwony balonik, a ten wolny bardziej niż ptak podróżował sobie powietrznymi ulicami Paryża. Jeszcze taki delikatny sznureczek czy wstążkę miał... jak ogonek...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Siedzę w samochodzie. Patrzę na gościa w BMW, stary dziad, wierci paluchem w prawej dziurce nosa. Odwracam głowę, nie mam nastroju przyglądać się co będzie dalej. Dwa dzieciaki w fotelikach jedzą czekoladki. Matka za kierownicą rozmawia przez telefon, poprawia makijaż we wstecznym lusterku. Nic jej nie przeszkadza, nawet to, że auta, które stały przed nią już dawno pojechały do przodu. Mijam jedną przecznicę, cmentarz o zamkniętych bramach, skwer z suchymi drzewami. Zatrzymuję się tak jak inni przede mną. Radio gada ze mną bardzo niewyraźnie, lewy głośnik w drzwiach przestał drżeć nutami kilka lat temu. Myśli, moje wierne przyjaciółki, uleciały wraz z duszącymi spalinami ku niebu. Ruszam, staję, ruszam...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lekko, jak motyl obudzony śpiewem ptaków, ignorując toczące się koła i blachy, czerwony balonik leci wprost na mnie. Biała wstążka ciągnie się za nim, wygina jakby tańczyła. Balonik dotyka chodnika, odbija się od niego i przelatuje nad źdźbłami jeszcze wciąż zielonych traw. Krawężnik, kolejne odbicie... pac... śmieje się do mnie siedząc na środku srebrnej maski. Zsuwa się w promieniach światła reflektorów, chowa przed moim mechanicznym nosem. Stoję... boję się ruszyć... pac... wyskakuje z lewej strony, zagląda przez okno, unosi ponad dachy. Rozglądam się, nie widzę go, ktoś nerwowo trąbi. Pac... pac... szuuu... szuuu... jest nad moją głową... ślizga się jak narciarz na stoku pomiędzy rynienkami. Złapać go? Nie... ten filmowy był wolny. Wolny od wczoraj, wolny od dzisiaj i wolny od jutra...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rusz się wsiochu, baranie! Też pana kocham - odpowiadam w myślach. Czerwony balonik trochę przestraszony wraca skaczącym lotem na parking przed centrum handlowym. Chowa się gdzieś przed moim wzrokiem. Ruszam, mijam świecący zielenią sygnalizator...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-610237197209883025?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/610237197209883025/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=610237197209883025' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/610237197209883025'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/610237197209883025'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/11/czerwony-balonik.html' title='Czerwony balonik'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total><georss:featurename>31 Rue Saint-Louis en l&amp;#39;Île, Paryż, Francja</georss:featurename><georss:point>48.851712515429 2.3568034172058105</georss:point><georss:box>48.830815515429 2.3173214172058105 48.872609515429 2.3962854172058106</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-6204541744124485708</id><published>2011-11-10T00:46:00.000+01:00</published><updated>2011-11-12T11:51:48.606+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pestki'/><title type='text'>Logika prostego sznurka</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Względność postrzegania czasu działa na przykład tak: wsiadasz w Mińsku (Białoruś) do samolotu o 7:30. Samolot leci do Warszawy kilka minut dłużej niż 1 godzinę. Lądujesz na lotnisku, a po odebraniu bagażu, widzisz na zegarach 6:30... psssyk... otwieram puszkę piwa. Zimne. Blacha poci się kroplami lodówkowej rosy. Butelka jest lepsza, nie masz w ustach posmaku aluminium. Butelka była w sklepie mała, a ja chciałem duże... no to mam w puszce. Jakoś tak świadomie zrezygnowałem z jakości na rzecz ilości... za mniej więcej pół roku, wsiądziesz do samolotu w Mińsku (Białoruś) o 7:30. Samolot będzie leciał do Warszawy kilka minut dłużej niż 1 godzinę. Wyjdziesz do sali przylotów z bagażem w dłoni i na dużym zegarze zobaczysz 7:30...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czerwone światła samochodów stojących w miejskim korku przywołują z pamięci korale robione z jarzębiny. Porzeczki nie, bo była w kiściach, a ledowe światła są w sznurkach. Radio brzdąka muzyką jesienną. Ktoś trąbi na kogoś, ktoś drze się na kogoś innego, jakby ten okrzykiwany cokolwiek słyszał, zamknięty szczelnie w swoim klimatyzowanym blaszaku. Chłop włazi na pasy, ma w dupie, że jest jego czerwone. Matka szarpie dzieciaka za kurtkę, bo Szczyl kopnął kamień na jezdnię, tuż pod koła ciężarówki. Zakochana para całuje się na środku chodnika wnerwiając ledwie idącą straszą panią. Garnitur w płaszczu z teczką. Pani z siatami, święto będzie, sklepy zamkną. Pies sika na drzewo... czas płynie, ja stoję... stoję o metr dalej... stoję o dwa metry dalej... stoję, wskoczyło czerwone...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dawnymi czasy wystarczyło maturę zrobić i człowiek mógł zostać kierownikiem. Dzisiaj doktor chowa literki, żeby móc chociaż na kasie w markecie posiedzieć. Waciak i gumiaki niezmienne, a beret z antenką już nie bo go podwędziła problematyczna dla ZUS-u grupa społeczna. Łup! Dostałem siatą po reflektorze. Zamiast przejechać skrzyżowanie na czerwonym zatrzymałem się w połowie pasów. Budzę w sobie z wielkim trudem miłość do bliźniego, szerokim uśmiechem wyrażając akt skruchy i prośby o wybaczenie. Słyszę przez uchylone okno "ty ch...ju!". Patrzę na swoje odbicie we wstecznym lusterku. Uspokajam się, ludzie widzą we mnie w dalszym ciągu mężczyznę...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-6204541744124485708?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/6204541744124485708/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=6204541744124485708' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/6204541744124485708'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/6204541744124485708'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/11/logika-prostego-sznurka.html' title='Logika prostego sznurka'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total><georss:featurename>Rondo &amp;#39;Radosława&amp;#39;, Warszawa, Polska</georss:featurename><georss:point>52.254735071849545 20.98238468170166</georss:point><georss:box>52.099062071849545 20.66652768170166 52.410408071849545 21.29824168170166</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-4920280096447286154</id><published>2011-10-17T22:09:00.000+02:00</published><updated>2011-10-17T22:21:17.710+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wspomnienia'/><title type='text'>MS-DOS 6.22</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;System MS-DOS, którego pierwsza wersja pojawiła się w 1981 roku, od wielu już lat pozostaje najpopularniejszym systemem operacyjnym dla komputerów osobistych i nic nie wskazuje na to, aby w najbliższych latach miał zostać zapomniany (...). Połączenie MS-DOS z Windows stanowi bardzo interesującą propozycję dla użytkowników komputerów, którym nie jest potrzebny system wielodostępny z rozbudowanymi mechanizmami ochrony, ani szczególnie wyrafinowany system wielozadaniowy. Co by nie mówili jego przeciwnicy, MS-DOS działa stosunkowo pewnie i szybko, nawet na leciwych komputerach AT/286...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Trzy czarne dyskietki 3.5 cala do kompletu. Sztywne, z metalowym, przesuwanym okienkiem. Pamiętam jeszcze te giętkie, 5.25 cala. Koleżanka z pracy myślała, że przed włożeniem do stacji trzeba je wyjmować z opakowania. Wpychała jeden krążek celuloidu za drugim dziwiąc się, że nic nie działa. A wysuwana tacka na CD-ROM służąca za podstawkę do szklanki z herbatą? Inna epoka... wróćmy do mojej książki odnalezionej na dnie szafy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-U3lTe-jjkoA/TpyOAuYOooI/AAAAAAAAAlY/NoIdGUVIZ54/s1600/20111017_0001.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-U3lTe-jjkoA/TpyOAuYOooI/AAAAAAAAAlY/NoIdGUVIZ54/s1600/20111017_0001.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pliki wsadowe, strony kodowe, podziały pamięci... obszarów powyżej 1 MB oraz fragmentów pamięci o adresach pomiędzy 640 kB a 1 MB... dzisiaj moja karta graficzna ma coś około 2 GB, a przenośny dysk na kopie bezpieczeństwa 2 TB! Postęp technologiczny osiągający graniczne wartości dla kryształu krzemu i zastój intelektualny wyrażający się w stukaniu palcami dla powstania tego tekstu. Wiem, wiem, rachunki domowe można teraz prowadzić w arkuszu kalkulacyjnym, a spis majątku w bazie danych. Korzystając z internetu opublikować samego siebie na społecznościowych portalach i codziennie sprawdzać ilu starych znajomych, aktualnych znajomych i nowych znajomych wyrazi podziw i uznanie dla życiowych osiągnięć...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po co?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Absolut jest w każdym z nas. Im bardziej fizycznie zbliżamy się do niego, tym szybciej tracimy samych siebie...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mieć czy być?&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-4920280096447286154?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/4920280096447286154/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=4920280096447286154' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/4920280096447286154'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/4920280096447286154'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/10/ms-dos-622.html' title='MS-DOS 6.22'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-U3lTe-jjkoA/TpyOAuYOooI/AAAAAAAAAlY/NoIdGUVIZ54/s72-c/20111017_0001.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total><georss:featurename>Rondo Generała Charlesa de Gaulle&amp;#39;a, Warszawa, Polska</georss:featurename><georss:point>52.23179481161377 21.02081537246704</georss:point><georss:box>52.23149081161377 21.020198372467043 52.23209881161377 21.02143237246704</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-7921925789723193619</id><published>2011-10-16T23:24:00.000+02:00</published><updated>2011-10-17T23:26:09.920+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Korzonki w kocyku</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Siuuuup i gotowe. Mieszanka spóźnionego ciepła z wakacji i lodowatego wiatru z nadchodzącej zimy. Koszulka pod kurtką do góry, plecy lśniące spoconą skórą, poranek z okrzykiem bólu na ustach. Dzieeeń doobrrry, uech oj aaa...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wstałem z łóżka jak połamana sztacheta z drewnianego płotu. Sęki powypadały tworząc ogniskujące czerwonym bólem dziury. Łyka pęknięć po słoju kręgami paraliżują każdy ruch, nawet ten, który ruchem nie jest. Dwa gwoździe, zardzewiałe od deszczu, rude i tępe, drapią wzdłuż kości udowych aż po same kolana. Łazienka. Usiadłem na brzegu wanny. Patrząc jak dymiąca wrzątkiem woda leje się podobna do wodospadu, zastanawiam się czy coś mi ta kąpiel pomorze. Piwo podobno dobre jest na nerki, a na tak zwane korzonki? Co? Olejek kamforowy?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Starannie wycieram się bordowym ręcznikiem. Plecy tuż nad linią tyłka zwłaszcza. Ból na chwilę ustąpił. Pozory, bo wiem, że za kilka minut wróci z jeszcze większą siłą. Wkładam ciepłe, bawełniane gacie, gruby dres i obwiązuję się w pasie, jak szlachcic pasem kontuszowym, fioletowym kocykiem. Tydzień mam z głowy. Plecy trzeba zwyczajnie wygrzać i tyle...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-7921925789723193619?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/7921925789723193619/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=7921925789723193619' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/7921925789723193619'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/7921925789723193619'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/10/korzonki-w-kocyku.html' title='Korzonki w kocyku'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total><georss:featurename>Generała Bronisława Bohaterewicza 5, Warszawa, Polska</georss:featurename><georss:point>52.22963944703661 21.088857650756836</georss:point><georss:box>51.91971244703661 20.457143650756837 52.53956644703661 21.720571650756835</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-2096405215694501531</id><published>2011-10-04T19:09:00.000+02:00</published><updated>2011-10-17T22:19:47.850+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='linguini'/><title type='text'>Jajecznica... będzie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Deska i to drewniana. Tworzywa, a zwłaszcza te kolorowe zostawiamy tam, gdzie stały do tej pory. Deska drewniana musi być zagruntowana olejem. Olej z oliwek wylewam na deskę i wcieram w nią kawałkiem papieru. Toaletowy proszę zostawić tam, gdzie zazwyczaj u was w domu leży. Dokładnie, bez pośpiechu, uważnie i troską. Nasmarowaną olejem deskę odstawiamy przynajmniej na jeden dzień. Dzisiaj miała być jajecznica? Deska dopiero naoliwiona? Cóż, czekamy do jutra...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nóż to historia, legenda, opowieść. Zaprzyjaźniony kucharz pokazał mi swój nóż za kilka tysięcy złotych. Saraceńska stal, chłopie, ten nóż to moja dusza. Damasceńska już jeżeli, chłopie. Nie masz pojęcia o czym mówisz! Widać nie mam, a moja dusza jest we mnie. Zostawmy ten wątek, każdy ma inaczej i gdzie indziej. Mózg tnie się wszystkim, najbardziej głupotą. Zwykły nóż kuchenny, prośba tylko by był ostry...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cebula. Zbyt duże główki mają niesmaczne środki. Zbyt małe to robota Kopciuszka. Polecam średnie. Obieram je z pierwszej, czasem drugiej warstwy szeleszczącej złotą żółcią. Odcinam frędzlowatą krostę, przypominającą głowę uzbrojonego tasiemca. Odcinam więcej niż wskazuje na to logika. Następnie cebuliszcze ląduje w mojej lewej dłoni, a prawa uzbrojona w nóż dokonuje nacięć. Oczywiście, że od strony obciętej przed chwilą czapeczki. Przez całą cebulę, przez wszystkie warstwy. Najpierw w jedną stronę, robiąc kolejne nacięcia mniej więcej w odległości 4-5 mm, potem w drugą. Efekt końcowy ma przypominać kratę. Teraz cebula ląduje na desce, przypominam, że mamy już dzień za sobą. Tnę ją tak jak na talarki. Wcześniej zrobiona krata powoduje, że spadają gotowe sześcianiki cebulczane o bardzo regularnych, przyjemnych kształtach. Oczy czasem pieką, a znam takich, którzy tną cebulę przy kuchennym płomieniu. Mnie osobiście nic nie pomaga, stoję i ryczę. Poszatkowana cebula do szklanej miseczki...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Boczek, zeschnięta kiełbasa, plastry szynki - konserwowa mi jakoś nie pasuje, tak samo jak salami i parówki - może też być polędwica - tylko nie surowa. Wszelkie kindziuki, parmy i inne szlachetności suszone na wietrze polecam jako dodatek do makaronów. Jajecznica to święto jąder i basta! Znów deska, wciąż drewniana, ta sama co przy cebuli. Wędlinę tnę w kostkę, czasem w paski, rzadziej w trójkąty. Wszystko zależy od tego jaki mam humor. Zrobione, to do szklanej miseczki...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jaja. Liczę po dwa na głowę plus jedno w gratisie na wszelki wypadek. Razem wychodzi trzy na głowę. Znam kurki zielononóżki, wolny wybieg na ściółkę, ekologię w aromatach ziół, Mozarta z Beethovenem grających przy znoszeniu. Wszystko jest ważne, cena czyni cuda, dlatego szukam dużych i całych. Delikatnie, bo teraz skorupki słabawe i liche są tak jakoś. Myję bardzo dokładnie w bieżącej, ciepłej wodzie. Mężczyzn przewaga w tej czynności jest oczywista, wiedza i doświadczenie. Umyte jaja wbijam do trzeciej już szklanej miski. Zawsze sprawdzam, czy pachną, choć wiem, że jak któreś będzie zepsute to smród dotrze do nosa zanim oczy zrozumieją co się stało. Uwaga, żadnego mieszania! Żółtka mają sobie pływać w białkach, jak wiórki kokosowe w egzotycznym drinku. Zmęczyłem się, w rzeczywistości to wszystko trwa znacznie krócej. Komuś jajecznicy się zachciało...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zioła różne, co kto ma, w czym gustuje, co kto lubi, z zachowaniem umiaru i dobrego smaku. Torebka kolendry, wianek liścia laurowego, cały młynek pieprzu i kilogram soli jodowanej nad morzem w odległym kraju uczynią z jajecznicy sflażoną pacialachę, której ostatecznie i tak nikt nie tknie. Metaforycznie i pikantnie, bawełniane gacie intymnej randce nie służą, tak jak koronkowe stringi w marszu przez góry. Gotowe, zioła na stole...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oliwa z oliwek, im lepsza tym lepiej. Wiem, też ten film oglądałem, podstawą kuchni francuskiej jest masło, masło i jeszcze raz masło. Ostatnio masło widziałem w 76 na wiejskich wakacjach u babci. Wieczorem krowy schodziły z pola. Kuzynki siadały w oborze na drewnianych zydlach, ciągnęły za cycki, a białe strzyknięcia wypełniały metalowe kubły. Mleko stygło i nie wiem co dalej się z nim działo. Wiem, że kradłem śmietanę z chłodnej ziemianki i jadłem ją potem na pajdzie chleba posypaną cukrem, ukryty w gęstych krzakach. Powtarzam, moje jaja smażą się na oliwie z oliwek, pierwsze tłoczenie na zimno, wyłącznie mechanicznie...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gotowe. Patelnia żeliwna, kuta przez Cyganów, odziedziczona w spadku po babci. Biżuteria poszła na wykupienie wuja z obozu przejściowego w Pruszkowie. Prawdę mówiąc może być dowolna. Ceramiczna, teflonowa, ze stali. Smażę na gazie, nie mam pojęcia jak moja jajecznica wyjdzie na kuchniach elektrycznych, indukcyjnych, ultradźwiękowych. Napiję się teraz białego wina... za chwilę show time!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-2096405215694501531?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/2096405215694501531/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=2096405215694501531' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/2096405215694501531'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/2096405215694501531'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/10/jajecznica-bedzie.html' title='Jajecznica... będzie'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total><georss:featurename>Rondo Generała Charlesa de Gaulle&amp;#39;a, Warszawa, Polska</georss:featurename><georss:point>52.23178166946391 21.02085828781128</georss:point><georss:box>49.74440466946391 15.96714728781128 54.719158669463916 26.07456928781128</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-767873184132688569</id><published>2011-10-03T15:18:00.000+02:00</published><updated>2011-10-04T19:06:06.598+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='linguini'/><title type='text'>Chicago's. Bar &amp; Grill</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;We Can Do It! Amerykańska pin-up w niebieskiej koszuli, z czerwoną chustką na włosach pokazuje "gest Kozakiewicza". Elvis uśmiecha się spod sufitu. Traktory firmy John Deere. Buy Pepsi-Cola Today! za 5 centów tuż obok Welcome Pause, Ice Cold, Coca-Cola. Gitara. 853Y Wyoming. Nalewak do piwa w kształcie saksofonu. Danger Men Drinking. Dwie kelnerki w czarnych koszulkach. Dwóch Amerykanów oglądających sport w komputerze. Drewniane wysokie krzesła, boksy przypominające przedziały drugiej klasy przedwojennej kolei. Yeeechhh! Ukochana drużyna zdobyła punkt. Legal Action. Czuje się różnice kulturowe. Kawa znośna, jak na mój gust na 4. Muza skacząca. WiFi za free, choć przy jednym logowaniu tylko na 30 minut. Jak się dobrze postarasz, przy niezłej wyobraźni, siedząc z dala od rodaków możesz poczuć smak tandetnej, krzykliwej Ju-Es-Ej. Do It! Do It! Go! Mam zdecydowanie brak empatii dla emocji kibiców.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-767873184132688569?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/767873184132688569/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=767873184132688569' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/767873184132688569'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/767873184132688569'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/10/chicagos-bar-grill.html' title='Chicago&apos;s. Bar &amp; Grill'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total><georss:featurename>Żelazna 41, 01-001 Warszawa, Polska</georss:featurename><georss:point>52.230322866646965 20.993285179138184</georss:point><georss:box>52.230018866646965 20.992668179138185 52.230626866646965 20.993902179138182</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-4453575964024582990</id><published>2011-10-02T14:15:00.001+02:00</published><updated>2011-10-02T14:16:54.162+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Sauna</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sucha czy mokra? Nie wiem. Wchodzę do suchej. Zamykam za sobą drzwi i siadam na drewnianej ławce. Duszno. Pusto. Półmrok. Kamienie stękają w metalowym kuble. Mija pierwsza minuta, druga, trzecia. Czuję żar powietrza wciągany przez nos do płuc. Wychodzę. Wchodzę do mokrej. Zamykam za sobą drzwi, siadam na drewnianej ławce. Duszno i wilgotno. Pusto. Półmrok. Czuję się na tyle dobrze, że przekręcam szklaną klepsydrę wiszącą na ścianie. Piętnaście minut przesypuje się leniwie piaskiem z góry na dół. Kamienie drżą w metalowym kuble. Leję na nie zimną wodę z drewnianego kubka. Stękają, wiercą się, skrzeczą, wysychają w oka mgnieniu. Mija ledwie pięć minut. Przenoszę się wyżej, na drewnianej pryczy drewniany podgłówek. Zdechnę zanim minie dziesiąta minuta. Pot spływa z ramion na piłkowaty brzuch. Sączy się dalej, mija uda, kolana, wreszcie kapie tworząc kałużę. Kałuża paruje w oka mgnieniu. Gorące powietrze pali gardło, tchawicę, płuca. Zasłaniam dłonią twarz. Człowiek to pokręcona istota, trzeba było zostać w pokoju i leżeć bezmyślnie na hotelowym łóżku...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Można? Otwieram oko i patrzę przez palce. Nagi babsztyl z białym tyłkiem pcha się na deski tuż obok mnie. Proszę... odpowiadam bardziej z grzeczności niż z woli zaproszenia. Teraz będę topił się w tym ukropie do samego końca, do ostatniej minuty. Kobieta układa się na plecach. Piersi, wielkie jak wrześniowe dynie, z czerwonymi knotami przypominającymi małe marchewki. Brzuch bliżej galaretowatej konsystencji z dziurką podobną do studni zagubionej gdzieś na środku jałowego pola. Uda ciężkie w proporcjach, surowe i monumentalne, żywy obraz doryckich kolumn. Wielkie, mięsiste stopy ozdobione tatuażem z wijącego się bluszczu, zakończone szponami w kolorze śliwki węgierki. Dwanaście minut. Wytrwam dla potomności, na chwałę męskiego bohaterstwa, na przekór wyzwolonemu feminizmowi. Trzynaście. Ręcznik panu spadł, mmm... Dziękuję, mój czas dobiega końca. Doprawdy? Proszę jeszcze zostać, kilka minut pana nie zbawi. A jednak, kwadrans to tutaj bardzo dużo. Czternaście. Mogę przeprosić? Ja się nie ruszam, jest mi cudownie, proszę przechodzić. Nad panią? Piętnaście. Nie ma pan wyjścia... może pan jednak zostanie? Człowiek to pokręcona istota, trzeba było zostać w pokoju i leżeć bezmyślnie gapiąc się w migający telewizor...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-4453575964024582990?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/4453575964024582990/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=4453575964024582990' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/4453575964024582990'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/4453575964024582990'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/10/sauna.html' title='Sauna'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total><georss:featurename>Falenty, Polska</georss:featurename><georss:point>52.1457092672272 20.91573715209961</georss:point><georss:box>52.1359652672272 20.89599615209961 52.155453267227195 20.93547815209961</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-5985450858096721609</id><published>2011-09-30T23:30:00.000+02:00</published><updated>2011-09-30T23:31:30.015+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pestki'/><title type='text'>Pustożyć</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wysuszony jestem na wiór. Jak coś co hebel ściął z deski. Leżę na białej pościeli i piję hotelową wodę wprost z butelki. Górska natura, pierwsza była z gazem, druga jest niegazowana. Woda źródlana w butelce zwrotnej. Kapselek nadający się do wyścigów kolarskich na trasie malowanej kredą na czarnym asfalcie. Kto dzisiaj tak się jeszcze bawi? Wirtualne samochody pędzą przez realnie-wirtualny świat. Kapsle wymagały wysiłku i koncentracji. Wyobraźni przy tworzeniu trasy. Odwagi w wyborze miejsca. Samochody jedynie prądu w gniazdku i ekranu przed nosem…&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Woda wydobywana z ujęcia, chronić przed, najlepiej spożyć przed, przebadana przez. Brzuch mam w wadze i kształcie piłki lekarskiej. Zupa była pewnie z gastronomicznego proszku, a mięso w uszlachetniaczach z części tablicy Mendelejewa. Kucharz jest dobry, wszystko co zostanie przetwarza. Nic się nie marnuje, choć niestety jest mocno przewidywalny w tym co będzie następnego dnia. Zjadłem ciemny chleb do żurku wieczorem, uszka z barszczem na obiad, kiełbaski w cebulce na śniadanie. Czekoladę na początek dnia, kompot w środku, wino czerwone na koniec. Pieczyste raz, dwa, trzy, bez ziemniaków, pyz i ryżu bo wiadomo, że tuczą. Owoce i sery w ciągłym trawieniu. Piwo. Mam ochotę na szklanicę zimnego piwa. Jest w nocnym barze. Tylko czy chce mi się po nie iść?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zasypiam. Siedzę jeszcze patrząc na migające obrazy. Dźwięk wyłączyłem, napisów nie ma bo to nie kino tylko zwykły telewizor. Boli mnie reumatycznie noga, drapię się jak prawdziwy piłkarz na meczu o znaczące trofeum. Kwintesencja bezmyślności. Stan totalnego zawieszenia pomiędzy światłem i ciemnością, pomiędzy słowem i myślą. Myślą? Kto? Oni? Nie ma szans, trwają w pustożyciu...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-5985450858096721609?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/5985450858096721609/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=5985450858096721609' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/5985450858096721609'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/5985450858096721609'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/09/pustozyc.html' title='Pustożyć'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total><georss:featurename>Falenty, Polska</georss:featurename><georss:point>52.145393243265936 20.916166305541992</georss:point><georss:box>51.83308424326594 20.284452305541993 52.457702243265935 21.54788030554199</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-7423046729887377911</id><published>2011-09-07T00:33:00.000+02:00</published><updated>2011-09-07T00:33:03.853+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='linguini'/><title type='text'>Alchemia</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Drewniane stoły, krzesła i lada. Świece cieknące stearyną, muza trochę jak dla mnie za głośna choć wpadająca w ucho. Bar trochę jak z epoki średniowiecza, a może wyszynków w przydrożnych zajazdach. Jednym słowem czysty klimat... do siedzenia, rozmyślania, umawiania się ze znajomymi, tworzenia, wiecznego gadania. Wódka oleista, dobrze zmrożona. Piwo mimo upału równie zimne. Herbata z zimnym mlekiem? Oczywiście, czemu nie, co kto lubi. Ceny normalne... znaczy jest więcej niż dobrze. Ochroniarz trochę smętny, za to widok na ulicę i ludzi z zapiekankami... bezcenny.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-7423046729887377911?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/7423046729887377911/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=7423046729887377911' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/7423046729887377911'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/7423046729887377911'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/09/alchemia.html' title='Alchemia'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total><georss:featurename>Plac Nowy 10, 30-001 Kraków, Polska</georss:featurename><georss:point>50.05216526439633 19.94495987892151</georss:point><georss:box>50.05152826439633 19.94372587892151 50.05280226439633 19.94619387892151</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-145410088364405660</id><published>2011-09-05T00:27:00.000+02:00</published><updated>2011-09-07T00:30:41.328+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='linguini'/><title type='text'>Endzior</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Endziorowe kotlety ponoć były rewelacyjne. Robiła je z wielkim wyczuciem smaku Żona Endziora. Sprzedawane w okrąglaku na krakowskim Kazimierzu. Opisane przez Makłowicza... i tyle. Dzisiaj to fast-food z zapiekankami, po który nie wiedzieć czemu ustawia się przez całą dobę kolejka. Chciałem bułę z pieca bez pieczarek, nie można. Chciałem z salami i bez sera, też nie można. Dziwię się zupełnie niepotrzebnie. Zaprzyjaźniony taksówkarz z radością wytłumaczył mi, że przecież ten cały interes jedzie na przywożonych w folii bułach... postałem w kolejce, posłuchałem ludzi i poszedłem po całkiem smaczną pizzę w kawałkach. Koniec legendy... teraz komercha za kilka złociszy... na zdrowie!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-145410088364405660?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/145410088364405660/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=145410088364405660' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/145410088364405660'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/145410088364405660'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/09/endzior.html' title='Endzior'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total><georss:featurename>Plac Nowy 8, 30-001 Kraków, Polska</georss:featurename><georss:point>50.05175192998385 19.94490623474121</georss:point><georss:box>50.051114929983854 19.94367223474121 50.05238892998385 19.94614023474121</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-672156412966261468</id><published>2011-08-27T12:18:00.002+02:00</published><updated>2011-08-27T12:18:53.575+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Biblioteka</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wykonuję tak zwaną czynność biblioteczną. Każdą książkę odkurzam i kartkuję. Czytam w dowolnym, przypadkowym miejscu akapit lub jedno zdanie. Sprawdzam czy jest wpieczętowany ex libris. Odkładam na bok tworząc stosy z nazwisk autorów lub tematów, jeśli są to pozycje naukowe. Piję herbatę wprost z dwulitrowego dzbanka. Kaszlę od kurzu i pyłu. Ocieram pot wierzchem dłoni. Zaprzyjaźniona bibliotekarka zdradziła mi sekret ustawiania książek na regałach. Każda pozycja, niezależnie od autora, tytułu, tematu, wydawnictwa dostaje numer. Kolejny zwykły numer składający się z kilkunastu cyfr. Zgodnie z tym numerem ląduje na półce. Regały oznaczone są tabliczkami informującymi o przedziale numerów od do. Proste. Nie ma znaczenia ile nowych książek pojawi się w bibliotece. Ustawiane są po prostu jedna za drugą. Nic nie trzeba przestawiać, przesuwać, układać od nowa. Jedyne o czym trzeba pamiętać to o dokładnym opisaniu numeru książki. Wyobrażam sobie znalezienie czegokolwiek gdy zabraknie fiszek w katalogach...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Regał grzmotnął o podłogę. Kurz spomiędzy desek spowił szarą mgłą wszystko dookoła. Trzy stosy książek wysypały się jak ustawione na stole, w rzędzie, klocki domino. Kożuch zapomnienia przykrył bursztynowe lustro napoju w dzbanku. Obraz spadł ze ściany roztrzaskując barokową ramę. Mucha, tłusta i czarna, bzykając radośnie poleciała w stronę otwartych drzwi balkonowych. Zastygłem w bezruchu...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-TOUw0oJzumw/TljEOggYmrI/AAAAAAAAAko/V9GsE5in6o0/s1600/20110825_0003.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-TOUw0oJzumw/TljEOggYmrI/AAAAAAAAAko/V9GsE5in6o0/s1600/20110825_0003.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-672156412966261468?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/672156412966261468/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=672156412966261468' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/672156412966261468'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/672156412966261468'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/08/wykonuje-tak-zwana-czynnosc.html' title='Biblioteka'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-TOUw0oJzumw/TljEOggYmrI/AAAAAAAAAko/V9GsE5in6o0/s72-c/20110825_0003.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total><georss:featurename>Śródmieście, 01-001 Warszawa, Polska</georss:featurename><georss:point>52.23792192549725 21.03133675702213</georss:point><georss:box>52.210738925497246 20.98956125702213 52.26510492549725 21.07311225702213</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-7327184632095143523</id><published>2011-08-24T23:24:00.000+02:00</published><updated>2011-08-24T23:24:01.200+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kamienie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='myBrulion'/><title type='text'>Welon</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wyszła za mąż, w samym środku tygodnia, w kościele, w białym welonie biegnącym wokół czoła zmęczonego czekaniem. Siwe tu i tam włosy przykryła farba, gorset nadał idealny kształt dla skrzywionej codziennością kibici. Strzeliste obcasy pozbawiły ramion ciężaru wszystkich tych doświadczonych, licznych rozczarowań. Nikt o niczym nie wiedział. Mgła tajemnicy osunęła się na kamienne podłogi dopiero wczesnym rankiem dnia następnego. Podpis złożony atramentem na urzędowym dokumencie, niczym cyrograf, przypieczętował stan, którego doświadczają kobiety o dekadę młodsze... Zapoczątkował wyścig po ostatnie ludzkie spełnienie...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;„&lt;i&gt;Oczy jego pożerają wszystko, na co spoglądają, a powieki zaciskają się jak szczęki pochłaniające wszechświat, który bezustannie się odnawia wskutek zabiegów jego wyobraźni, gdzie przepływają, obnażając się do najmniejszych szczegółów, ogromne i karmiące go światy&lt;/i&gt;”&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Guillaume Apollinaire&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Bolą mnie plecy. Tydzień noszenia paczek z regałami, szafkami i biblioteczkami wystawił wreszcie rachunek. Wstaję rano, zbieram się jak drewniana marionetka, której ktoś przez noc złośliwie poplątał sznurki - zbieram się powoli. Wynająłem samochód, duży i pakowny. Czeka mnie ponad tydzień w podróży, w ciągłym ruchu, na czas i na styk. Wynająłem za namową Anioła, który dzisiaj uchronił mnie przed wypadkiem na rondzie. Dziękuję, kimkolwiek byłeś...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Deszcz przypomniał mi zapach tataraku. Wilgotny wodą i gorący słońcem. Trawiasty w barwie, rześki jak poranek nad mazurskim jeziorem. Ostry w nucie wieczoru, lekko przełamany rybią łuską na szczęście. Ściśnięty wstydem przed ciemnobrązowym aksamitem kołyszącej się tuż obok pałki...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;„&lt;i&gt;Był również bóstwem i z jednej myśli potrafił odtworzyć na nowo świat i rzeczy... Ziemia pękała pod naporem jego wyobraźni... Wywierał nieporównany urok... Miał w sobie intensywny płomień i ukazywał swoje myśli w całej ich żywiołowej prawdzie... Był bezmiernie i szczerze czuły - i był epikurejski w prostym traktowaniu codziennego życia&lt;/i&gt;”&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Andre Rouveyre&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-7327184632095143523?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/7327184632095143523/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=7327184632095143523' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/7327184632095143523'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/7327184632095143523'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/08/welon.html' title='Welon'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total><georss:featurename>Śródmieście, Warszawa, Polska</georss:featurename><georss:point>52.238638067917684 21.01135966427921</georss:point><georss:box>52.21145506791768 20.969584164279212 52.265821067917685 21.05313516427921</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-5695913066846922479</id><published>2011-08-22T20:14:00.000+02:00</published><updated>2011-08-22T20:14:10.179+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='keats'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pestki'/><title type='text'>Tic-Tak wskazań brak</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzwoni, przeraźliwie hałasuje, budzi, stawia na równe nogi. Łapię kubik z okrągłą tarczą, nieprzytomnym palcem wciskam czerwony przycisk, opószkiem palca wskazującego przekręcam karbowany talerzyk na 15 minut plus. Opadam wyczerpany na pachnącą snem poduszkę, mam jeszcze kwadrans...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Stoję, chłód lodówki bije w piłkowaty brzuch, światło i puste półki. Cytryna z żółci przeszła w szarość. Boczek wędzoną sprężystość przeistoczył w kamień skórzanej podeszwy wojskowego buta. Biały ser poniekąd holenderską krocząc tradycją stał się równie cuchnący i ślimaczany jak szlam serwatkowy zżerany przez drożdże. Koszyczek na drzwiach świeci łysiną trzech kurzych jaj. Wolny wybieg, ściółka czy ekologia? Duże... kurze... gotowane... nastawiam minutnik na 15 minut. Miękkie i po wiedeńsku w szklance precz. Dzisiaj na twardo, z majonezem, szczypiorkiem, pieprzem i solą. Mam jeszcze kwadrans...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pewnym krokiem, przed siebie, z teczką pełną dokumentów. Rzeczowy raport okazał się wyjątkowo korzystny dla klienta. Marynarka męczy, ściąga zgarbione ramiona. Koszula grzeje prasowana promieniami sierpniowego słońca. Samochód w garażu bo do centrum prościej dojechać metrem. Piętnastominutowy marsz z domu do stacji. Czas na rozgrzanie myśli. Mam jeszcze kwadrans...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przepraszam, nie mam pojęcia gdzie to jest? Patrzę na kartkę z adresem. Zatrzymuję bieg własnych spraw, wchodzę w świat Nieznajomej. Znam to miejsce, wiem jak najszybciej się w nim można znaleźć. Uśmiecham się, tłumaczę spokojnie, krok po kroku. Pytam na wszelki wypadek czy wszystko jasno wytłumaczyłem. Dziękuję panu, dam już sobie radę. Proszę, miłego dnia. Patrzę na zegarek, 15:15...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Turek wita mnie herbatą. Ostro? Baranina? Placek? Śpieszysz się? Opowiada mi o wczorajszym gościu, który popijał wódą z termosu faszerowaną paprykę. Dałem mu mięsa... za ciepło, mało klientów, mówię ci jest coraz gorzej, ludzie nie jedzą. Ciesz się, że lodów nie sprzedajesz. Pięć minut słuchania, pięć minut jedzenia, pięć minut na słodko. Zapłaciłem, uścisnąłem męską, mocną dłoń na pożegnanie. Mam jeszcze kwadrans...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pieczywo tekturkowe, kostka masła, włoska suszona szynka, trzy duże butelki piwa. Wystarczy na wieczór, wystarczy na śniadanie. Wie pani co, jeszcze papierową torbę poproszę. Obok, na taśmie przy kasie numer 15, serek zero procent tłuszczu, płatki śniadaniowe, woda mineralna, butelka czerwonego wina, pudełko tamponów. Elegancja samotności w zmarszczkach skrzętnie ukrywanych przed samą sobą. Biżuteria, lakier, drogie perfumy, patyna makijażu. Dżin już chyba z tej lampy nie wyskoczy. Pakuję zakupy do torby. Mam jeszcze kwadrans...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Siedzę w fotelu. Patrzę na jaskółki tnące szare niebo. Gacie w kolorowe kwiatki przypominają łąkę tuż za drewnianą chałupą babci. Piję wprost z butelki. Bursztynowy smak chmielu i jęczmienia wije się jak strumień obracający koło Staszkowego Młyna. Posiedzę tak sobie tu na tym miejskim balkonie. Poczekam na srebrny blask pierwszej dzisiaj gwiazdy. Mam jeszcze kwadrans...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;i&gt;Litości - zmiłowania - miłości! - tak, właśnie&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;i&gt;Miłości - miłosiernej, takiej, co nie mami,&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;i&gt;Nie zna, co to wahania, wątpliwości, waśnie,&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;i&gt;Szczera, jawna, widzialna - a nic jej nie splami!&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;i&gt;O, bądź moja bez reszty - cała - cała należ&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;i&gt;Do mnie! Całą postacią, urokiem, słodyczą&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;i&gt;Ust całowanych, dłońmi, cudem oczu - ależ&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;i&gt;Nie przecz! - tej piersi bielą ciepłą i dziewiczą,&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;i&gt;Całą sobą - swą duszą - zmiłuj się, bo pali&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;i&gt;Mnie pragnienie - a jeśli zatrzymasz choć atom,&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;i&gt;Umrę; albo żyć będę w tej niewoli dalej,&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;i&gt;Lecz zapomnę, przybity poniesioną stratą,&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;i&gt;Po co żyję - umysłu podniebienie straci&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;i&gt;Zmysł smaku, a ambicja wzrokiem to przypłaci&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;John Keats&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-5695913066846922479?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/5695913066846922479/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=5695913066846922479' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/5695913066846922479'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/5695913066846922479'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/08/tic-tak-wskazan-brak.html' title='Tic-Tak wskazań brak'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total><georss:featurename>Śródmieście, Warszawa, Polska</georss:featurename><georss:point>52.2266219550904 21.0131911761963</georss:point><georss:box>52.1994389550904 20.9714156761963 52.2538049550904 21.0549666761963</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-6780884169905741372</id><published>2011-08-07T21:11:00.001+02:00</published><updated>2011-08-11T21:18:30.310+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='linguini'/><title type='text'>U Fryzjera</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Śliwowica mocna, 72%, wali ostrym destylatem po nozdrzach. Piwo Perła zimne, za to podane w ciepłej, prosto ze zmywarki, szklanicy. Menu podzielone na koszerne, znaczek świecznika i na nie-koszerne, przekreślony znaczek świecznika. Stylizowane trochę na przedwojenną gazetę codzienną. Tego dzisiaj już nie ma, to niestety kucharz zrobi dopiero za dwie godziny. Chlebek się skończył, a to i tak tylko ozdoba, dodam panu jeden zraz więcej i będzie z kaszą? Drewniany stół, krzesła, a na ścianach mieszanka PRL-u, Kazimierskich Żydów, sanacji i jeszcze nie wiadomo czego. Rachunek na trzy stówy za żarcie w standardzie dworcowego baru. Kartą płacić nie można bo coś nie działa. Smakosze nikotyny zatruwają wejście do lokalu dymem. Reasumując... trzeba było iść na karkówkę po drugiej stronie rynku.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-6780884169905741372?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/6780884169905741372/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=6780884169905741372' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/6780884169905741372'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/6780884169905741372'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/08/u-fryzjera.html' title='U Fryzjera'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total><georss:featurename>Stanisława Ignacego Witkiewicza 2, Kazimierz Dolny, Polska</georss:featurename><georss:point>51.3229834 21.946616800000015</georss:point><georss:box>51.321307399999995 21.942968800000017 51.3246594 21.950264800000014</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-3177719221538709582</id><published>2011-08-04T23:57:00.000+02:00</published><updated>2011-08-04T23:57:47.567+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Saturator</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Saturator? Stało toto na ulicy, na dwóch kółkach, ciągnęło wodę z chodnikowego hydrantu, ssało dwutlenek węgla z butli jak cygaro torpedy. Pytanie było proste: ze sokiem czy bez? Dwa szklane cylindry, szklanka-musztardówka na łańcuszku i mycie polegające na płukaniu zimną wodą. Ciekawi mnie czy dzisiaj zacny Sanepid wydałby zgodę na ustawienie saturatora ulicznego i serwowanie napojów ze sokiem czy bez...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;...prawda, były też saturatory uliczne samoobsługowe. Protoplaści dzisiejszych "wendingów" stojących wszędzie tam, gdzie tylko pojawia się czekanie, zdenerwowanie i zapotrzebowanie wszelakie na zapicie czy zagryzienie pojawiających się, a trudnych w przyjmowaniu - emocji...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kupiłem, czy też może nabyłem w drodze transakcji zakupu, kilka kartonów z różnymi sokami. Jabco s miętą, porno-marańcz, winne-grono oraz multi-multi-witaminkę. Wszystkie w objętości prawie hurtowej, bliskiej amerykańskiej troski o klienta - każdy po dwa litry. Zadowolony zapakowałem zakupy do ekologicznej torby z identycznego z naturalnym lnu i wyszedłem na jasność ulicznego dnia. Przeszedłem dwa skrzyżowania, skręciłem w prawo, jeszcze trzysta kroków i stanąłem na winklu. Arteria dla potencjału sprzedaży... przecięcie trasy pieszej do marketu, ze ścieżką rowerową, duktem do metra i chodnikiem do domu po ciężkim dniu pracy. Wydobyłem z toreb zakupy i ustawiłem na ledwo trzymającym się poziomu stoliczku turystycznym pozostawionym tuż obok śmietnika przez rozwijającego się w swej pasji globtrotera. Chwilę później poczułem na plecach słońce i lejący się z nieba żar. Okoliczności utwierdziły mnie po raz kolejny w genialności wcześniej podjętej decyzji...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Flamastrem zwędzonym wieczorem z biurka dzieci namazałem na kartkach co mam do zaoferowania:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Single Mały (o smaku)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jabco z miętą, Porno-marańcz, Winne-grono, Multi-multi-Witaminka - 6.50 zł.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Single Mały Premium (limitowana seria kubeczków jednorazowych) - 8.50 zł.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Relacyjny Łyk z Dziobka (o smaku)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jabco z miętą, Porno-marańcz, Winne-grono, Multi-multi-Witaminka - 10.50 zł.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Relacyjny Premium (limitowana seria kubeczków jednorazowych) - 12.50 zł.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mix na Wieczór (przed zmrokiem)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jabco z miętą z Porno-marańcz z Winne-grono z Multi-multi-Witaminka - 3.50 zł.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mix Premium (limitowana seria kubeczków jednorazowych) - 5.50 zł&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zajarałem szluga. Uśmiechnięty, w oczekiwaniu na pierwszych klientów stałem się na chwilę marczajdajzerem dbającym o profesjonalny i zorientowany na klientów widok mojej oferty... idą pierwsi... kupią?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wie Pan, dzisiaj klient jest świadomy, wyedukowany, oczekuje innowacyjności i jednostkowości oferty, byle czego i za byle kasę nie kupi. Sprzedaż to misterium, a zakupy to wydarzenie. Liczą się głębokie i szczere relacje, uczciwość i niska zawartość cukru. Proszę Pana, o kaloriach dżentelmani tacy jak my nie mówią...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zajarałem szluga. Uśmiechnięty, w oczekiwaniu na drugich klientów stałem się na chwilę manedżarem dbającym o portfolio, stan na stoku i przepływ targetowy potencjalnych klientów... idą drudzy... kupią?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Biznes to walka, wyścig o to kto będzie pierwszy. Wie Pan ile trzeba dać za takie miejsce jak to? Widzi Pan, to jest przewaga konkurencyjna, dostrzeganie tego czego jeszcze nie zauważyli inni. Proszę Pana, o notowaniu na konekcie porozmawiamy... proszę się dopytywać kiedy...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zajarałem szluga. Uśmiechnięty, w oczekiwaniu na trzecich klientów stałem się na chwilę prezesem. Nalałem soku z winogron do kubka i wypiłem za jednym razem do dna. &amp;nbsp;Poprosiłem panią prezes od warzyw stojącą dziesięć płyt chodnikowych ode mnie, żeby rzuciła okiem na mój biznes, sam w tym czasie poszedłem się zwyczajnie odlać... idą trzeci... kupią?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sejm proszę Pana, rządzenie, parlament europejski, to takie miejsca dla mnie i dla Pana. My rozumiemy czego ludzie potrzebują, wiemy jak to zrobić, mamy w sobie energię do wprowadzania zmian, do wychodzenia poza sztywne schematy, ramy krępujące myślenie innych...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zajarałem szluga. Czekając na tych, którzy i tak nie nadejdą stałem się na chwilę człowiekiem. Usiadłem na trawie, wyciągnąłem przed siebie zmęczone nogi, uwolniłem stopy z tanich trepów. Przez zamknięte powieki resztki promieni zachodzącego słońca malowały w moich myślach wciąż nie namalowane obrazy. Serce waliło jak oszalałe, a dusza rwała się na rozśpiewane latem zielone łąki. Wszystko było możliwe, proste i tak o, na wyciągnięcie ręki. Gorący czerwienią popiół spadł na spodnie. Przechodzień z teczką potrącił mój ledwo trzymający się poziomu stolik turystyczny. Oferta pociekła kolorowym strumieniem do miejskiego szamba... ktoś rzucił wytartą złotówkę...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przecież wiesz, każdy z nas najlepiej zna cudze życie...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-3177719221538709582?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/3177719221538709582/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=3177719221538709582' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/3177719221538709582'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/3177719221538709582'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/08/saturator.html' title='Saturator'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total><georss:featurename>Śródmieście, Warszawa, Polska</georss:featurename><georss:point>52.23178517995007 21.02082172735311</georss:point><georss:box>52.20460217995007 20.97904622735311 52.258968179950074 21.06259722735311</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-7053589341223006501</id><published>2011-07-30T09:13:00.003+02:00</published><updated>2011-08-12T20:19:41.864+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='linguini'/><title type='text'>Nova. Resto &amp; Bar</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wstajesz, przecierasz oczy, z radością witasz słońce na niebieskim niebie. Myjesz co trzeba i golisz gdzie trzeba, a do pełni porannego szczęścia brakuje ci jedynie... śniadania. Hotel pieczywo z masłem, kawę, herbatę, sok oraz dodatki zbożowo-mięsne ma w cenie pokoju. Hostel zazwyczaj nie. Głód mobilizuje umysł, a ciało burczeniem w brzuchu dopomina się o swoje jakże cenne kalorie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Stromymi schodkami do góry, przez coś na kształt werandy do wnętrza o ciepłych kolorach żółci, pomarańczy, czerwieni i brązów. Koła i kółka jako motyw przewodni, portrety a'la Modigliani, muza stonowana choć energetyczna. Kelnerka o urodzie modelek mistrza wie co jest w karcie, i co chyba w gastronomii najważniejsze - myśli.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mój wybór to śniadanie angielskie z espresso affogato. Wybór oczywisty... nigdy nie jadłem śniadania angielskiego, a nie raz widziałem w hotelach przed gośćmi ten dość specyficzny zestaw: jajka, grillowana kiełbaska, fasolka w sosie pomidorowym (!), grillowany boczek i pomidor, smażone pieczarki oraz koszyczek z pachnącymi bułeczkami. Paskudztwo! Masakra dla estetyki i smaku!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wyciskam angielską musztardę, ketchup, wyławiam jajka z pomidorowego sosu fasolek i przegryzam kiełbaskę, kończąc lekko posoloną pieczarką na kęsie cudnego boczku. Zamykam oczy, muzyka przenosi mnie do Paryża. Modi szepce do ucha coś o Salonie Niezależnych. Ostatnią połówką bułki wycieram talerz do sucha... 15 złotych za śniadanie dopełnia stan absolutnego spełnienia...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Serce krakowskiego Kazimierza. Brulion, pióro lub ołówek. Klimat, atmosfera, przestrzeń, śniadanie i Nova energia do życia...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-7053589341223006501?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/7053589341223006501/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=7053589341223006501' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/7053589341223006501'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/7053589341223006501'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/07/nova-resto-bar.html' title='Nova. Resto &amp; Bar'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total><georss:featurename>dzielnica I Stare Miasto, Kraków, Polska</georss:featurename><georss:point>50.0515262 19.94560619999993</georss:point><georss:box>50.033540699999996 19.92736619999993 50.0695117 19.963846199999928</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-4518763433892273741</id><published>2011-07-29T23:50:00.003+02:00</published><updated>2011-08-11T23:54:19.986+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='linguini'/><title type='text'>Wentzl</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rynek Główny 19 w Krakowie, wieczorem, w lipcu, ludzie, rozmowy, radość... czysta poezja. Stolik w ogródku, wiklina, gapienie się na przechodniów… życie. To minie, jak mawia mój przyjaciel i ma rację. Trzydzieści cztery złote za chemiczną kulkę lodów w pucharku, cappuccino z brudną od fusów pianką, torcik będący wszystkim poza tym czym miał być. Brudny po poprzednich klientach stolik rekompensuje celebrycki lans uprawiany na froncie ogródka. Składane przez obsługę parasole zwiastują wolność od koszmaru tandety jadącej na historycznej marce. "Witajcie w restauracji Wentzl! Tu geniusz sztuki i stołu w jednym stoją domu"... WEź No To Złotówki Lecą... od naiwnych turystów...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-4518763433892273741?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/4518763433892273741/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=4518763433892273741' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/4518763433892273741'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/4518763433892273741'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/07/went.html' title='Wentzl'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total><georss:featurename>dzielnica I Stare Miasto, Kraków, Polska</georss:featurename><georss:point>50.0607772 19.9370404</georss:point><georss:box>50.042791699999995 19.918800400000002 50.0787627 19.9552804</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-861216324231317499</id><published>2011-07-09T15:00:00.002+02:00</published><updated>2011-07-09T15:00:59.773+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życzę sobie'/><title type='text'>Poniekąd widzi on</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zażądano ode mnie bym był w słowach i opisach różnych historii "pozytywny". Pozytywizm w szkole zakończył się dla mnie wyjątkowo negatywnie. Zażądano bym krzywe zwierciadło odwrócił w stronę ciemności, a lupę skierował w stronę słońca. Promienie mam skupiać aż powstanie wielki płomień. Książki dawnymi czasy tak palono na stosach. Zamiast kłaść się w progu Rejtanem i nagi tors obnażać, drwić i szydzić z dwórek i dworzan ubrany w szaty Stańczyka, mam iść wyprostowany trzymając w jednej dłoni kaganek oświaty, a w drugiej pochodnię olimpijskiego zwycięstwa. Przerwać tutaj muszę, czas wywiesić pranie bo pralka swój program skończyła i zamieszać w dużym garze bulgocącą zupę...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zgoda, przyjmuję żądanie. Palenia i picia ze smokami zaniecham. Uganianie się za zdrowymi chłopkami wstrzymam. Mięso krwawe porzucę na rzecz trawiastych warzyw i wodnistych owoców. Spać będę przykładnie w nocy, za dnia pracując w pocie czoła na &amp;nbsp;chwałę wszystkich, którzy tutaj mieszkają i żyją. Zaorane, niedługo żniwa...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mucha, Pan Leoś, po szybie łazi. Zapewne chce mnie zainspirować do sprzątania, zmywania i trzepania dywanów. Wnioskując po trzepocie pergaminowych skrzydełek mam też w plan wpisać podlewanie kwiatków i prasowanie koszul. Pościel i obrusy do magla wyniosę. Okna są czyste, a Leoś nóżkami je brudzi. Zwrócić mu wolność to jak na śmierć posłać. Niebieskie niebo ze wszystkich stron tną szybkie jaskółki. Niech gnida siedzi, może bzykać bezczelnie nad głową nie będzie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pozytywnie, z radosnym w oku płomieniem, mądrze, z treścią na wieki. Amen, nie mam pomysłu jak do tego dzieła się zabrać. Idę napój herbaciany zaparzyć, może mnie myśl głęboka jakaś oświeci, może muza gwałtownie natchnie pomiędzy lodówką, a stołem kuchennym. Zaraz wrócę. Przemiany jak motyl dokonam, z niezdarnej gąsienicy w błękitnoskrzydłego motyla...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-861216324231317499?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/861216324231317499/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=861216324231317499' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/861216324231317499'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/861216324231317499'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/07/poniekad-widzi-on.html' title='Poniekąd widzi on'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-8481626164983746840</id><published>2011-07-02T12:01:00.002+02:00</published><updated>2011-07-02T12:01:58.390+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Zupka</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Krewetkowa, tajska, błyskawiczna z makaronem na ostro. Gościu, ty takie rzeczy jadasz? Jadam i ze smakiem. Biorę zieloną miseczkę z glinkowej porcelany kupioną na kilogramy w supermarkecie. Gotuję wodę bo musi być wrzątek. Mam taki czajnik elektryczny za kilkanaście złotych, promocyjny produkt będący nagrodą za kupienie czegoś tam w nadmiernej ilości. Czekam cierpliwie gniotąc w dłoni makaron. Czekam przegryzając foliową torebkę z maziowatym rosołem. Drugą skromnie wypełnioną proszkiem z ziół, ostrych przypraw i zmielonych krewetek. Bulgocącą wodą zalewam wszystko na raz, tak do półtora centymetra od krawędzi. Przykrywam spodeczkiem, który został po dawno temu zbitej filiżance. Czekam wyrzucając do kosza otwarte torebki. Idę sprawdzić pocztę, włączyć pralkę, zmienić płytę w gramofonie. Wracam do kuchni. Spodeczek ląduje w kuchennym zlewie. Zawsze tak robię, a on nigdy się nie tłucze. Odsuwam szufladę, grzebię chwilę i radosny wyciągam łyżkę, mocno już pokrytą patyną wielu lat używania...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dumny kroczę do pokoju zwanego salonem telewizyjnym. Dwa regały z książkami, sosnowa szafko-wnęka z telewizorem, długa półka z papierami pod oknem ciągnąca się od jednej ściany do drugiej. Siadam na starej rozkładanej wersalce, biorę pilota i czekam aż na ekranie pojawią się gadające głowy, biegające zwierzątka, strzelające dymem spalin ciężarowe maszyny. Biorę głęboki oddech, moszczę się z miską na brzuchu, zaczynam spożywać. Czasem kropla spadnie błyskawicznie na moją koszulkę. Bywa, że rozpuszczona krewetka ucieknie po brzegu naczynia. Niekiedy kichnę trzęsąc się cały za sprawą aromatów trudnych do określenia. Drobiazgi, istotą i sensem jest krewetkowa, tajska z makaronem na ostro...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Obudziłem się tuż przed świtaniem. Poszedłem do kuchni. Stół nakryty lnianym obrusem, fantazyjne podkładki z cienkiego jak pergamin filcu w kolorach żółtym i zieleni. Wazon ze śmiesznie wygiętą łodyżką. Włączyłem porcelanowy, zdobiony secesyjnymi wzorami czajnik. Wszystko jest dzisiaj elektryczne. Wyłączy się kiedy przyjdzie na to właściwy moment, gwizdać jak dróżnik na peronie nie będzie. Zaglądam do lodówki. Wędliny, sery, kilka różnych owoców, dwa jogurty i naście jajek koniecznie od kur zielononóżek z wolnego, ekologicznego wybiegu...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Stefek, k...wa, idziesz? Czekaj no, czekaj... rypki weznę... Spoglądam przez kuchenne okno. Rusztowanie przy bloku po drugiej stronie ulicy. Bloki styropianu, bele siatek i wiadra z zaprawą. Dwóch mężczyzn siedzi na drewnianych podestach. Piją wprost z termosu kawę czy herbatę, nie wiem, z tak daleka nie widać i nie czuć, na starej gazecie układają kromki białego chleba, puszki z rybkami, kilka kiszonych ogórków. Palą papierosy...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-8481626164983746840?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/8481626164983746840/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=8481626164983746840' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/8481626164983746840'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/8481626164983746840'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/07/zupka.html' title='Zupka'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-6119196930258884193</id><published>2011-05-01T13:23:00.000+02:00</published><updated>2011-05-01T13:23:05.198+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pestki'/><title type='text'>1 Maja</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mój świat staje do góry nogami. Głową bije w ziemię. Porządek rzeczy, spraw i ludzi chwieje się, kiwa to w lewą to w prawą stronę. Jedyne czego mogę się spodziewać, to tego, że nic co dzisiaj jest znane i poukładane takim też pozostanie również i w bliższej czy dalszej przyszłości. Święto ludzi pracy, dzień 1 maja, które pamiętam ze wspólnych z ojcem pochodów, w tłumie robotników, aparatczyków na trybunach, młodzieży wiwatującej na cześć aktualnej władzy, przy czerwonych sztandarach i dźwiękach socjalistycznego grania dzisiaj jest wielkim świętem błogosławienia JP2. Ojcze Miłosierny w tym jeszcze nie tak dawnym, czerwonym kraju, zagłusza okrzyki tych, którzy kościoły zamykali, a portret własny stawiali ponad jakąkolwiek religią. Pokolenie wojennych dramatów dzisiaj wspólnie celebruje na watykańskim placu. Papież Niemiec wynosi na ołtarze Papieża Polaka. Orzeł, który wreszcie odzyskał swoją historyczną i dziejową koronę wisi na ścianach urzędów, szkół, szpitali niżej od krzyża, z którego w zadumie i trosce spogląda na ludzi Chrystus. Pada deszcz, a zawsze w ten dzień świeciło słońce. Flagi uszyte z białego i czerwonego materiału obowiązkowo dyndały na balkonach i w oknach przy każdej, nawet najmniejszej ulicy. Teraz gdy wyglądam przez okno widzę jedynie biało-żółte. Proletariusze wszystkich krajów, którzy mieli łączyć się w walce z wrednym kapitalizmem dzisiaj siedzą przed plazmami podłączonymi do cyfrowych kablówek słuchając B16 mówiącego łamaną polszczyzną. Ci, którzy nieśli sztandary robotnicze, rzucali goździki w stronę trybun, złorzeczyli pod nosem na planową gospodarkę i centralne zarządzanie modlą się teraz w kościołach prosząc o wstawiennictwo w intencji spłaty kredytu. Zawsze w ten dzień widziałem pijanych, śpiących na trawnikach ludzi w garniturach i białych, wykrochmalonych koszulach. Jadłem z wojskowej kuchni polowej grochówkę, fasolkę po bretońsku, a czasem nawet kiełbasę smażoną z cebulą. Dostawałem łyk piwa z butelki, wódę z grubo szklanych kieliszków walili tylko mężczyźni, i kolejny znaczek do wpięcia w koszulkę. Dzisiaj siedzę w domu, jem jogurt zero procent wymieszany z granulowanymi otrębami ze śliwką, nie kupuję pieczywa, a piję tylko soki warzywne i to robione przez samego siebie. Zamykam się przed tłumem ludzi we własnej małej twierdzy zwanej apartamentem na strzeżonym osiedlu i udaję, że jestem wysyłając deklarację podatkową internetem...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-6119196930258884193?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/6119196930258884193/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=6119196930258884193' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/6119196930258884193'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/6119196930258884193'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/05/1-maja.html' title='1 Maja'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-1819033084913184603</id><published>2011-04-18T00:03:00.002+02:00</published><updated>2011-04-18T00:03:46.422+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Zasypiam w dowolnej pozycji</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Moi drodzy, pytanie jest co każdy z was wnosi do naszej wspólnej pracy? Zaangażowanie. Otwartość. Ciekawość. Wolę nauki... Co jeszcze? Inteligencję. Maniuś, no chyba nie ty? Pytanie było, co każdy osobiście wnosi. Ja wnoszę to co mam...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Miesiąc mija, a ja wciąż nie mam czasu na to by: dokończyć trzy zaczęte obrazy, zaprojektować ex libris, naszkicować logo firmy. Trafia mnie każdego dnia rano, zawsze gdy się golę, to samo pytanie i ta sama refleksja. Co ja wciąż i wciąż pieprzę, że tkwię jak kołek w płocie w tym samym od lat punkcie? Kiedy odkryję, że to co robię dba o coś, czego nie widzę... a co jest na tyle ważne, bym nie robił tego co chcę...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wielki pająk biegnie po dywanowej podłodze w hotelu. Jest wielkości dłoni małego dziecka. Rzucam w niego kapciem. Kapeć tutejszy, ze standardu. Zbyt lekki i zbyt giętki by pozbawić pająka życia. Zniknął pod szafką na buty i walizki. Trudno, zasnę szybko to może nie poczuję jak zacznie ganiać po mojej twarzy...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Piję wodę niegazowaną z zielonej butelki. Źródło Marii, 1894, Ostromecko, 300 ml. Internet mam z kabla ugotowanego w czajniku elektrycznym. Telefon nie działa. Gniazdko jest, aparat ze słuchawką też, nie ma tylko tego co by złączyło cienką nicią porozumienia oba te przedmioty. Zasypiam w dowolnej pozycji. Stanie, siedzenie, leżenie, nie ma znaczenia...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-1819033084913184603?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/1819033084913184603/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=1819033084913184603' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/1819033084913184603'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/1819033084913184603'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/04/zasypiam-w-dowolnej-pozycji.html' title='Zasypiam w dowolnej pozycji'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-7331294417146569840</id><published>2011-04-17T13:16:00.003+02:00</published><updated>2011-04-17T13:17:03.241+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pestki'/><title type='text'>nie-Przyjaciel</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Słodycz uzależnia. Słodzenie jest w cenie. Robi dobrze w ciele, nieco gorzej w umyśle, a już całkiem tragicznie w sercu. Cukier zabija dwoistość stanów, dualizm doświadczeń, mnogość odczuwania i zwykłego bycia sobą. Wyżera wszystko co jest przeciwieństwem dla przyjemności i dobrostanu. Życie nierozerwalnie związane jest ze śmiercią, a śmierć z życiem. Smutek to punkt wyjścia dla radości, a radość niekiedy prowadzi do smutku. Tragedia rodzi szczęście, które jak feniks powstaje z popiołów. Szczęście spopiela się w ogniu egocentryzmu nawożąc ziemię pełną tragicznych ziaren. Miłość tak wielka i czysta stoi tuż obok nienawiści. Nienawiść, jeśli dobrze jej się przyjrzeć, jest nader bliska sąsiedniej miłości.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak to możliwe? Miłość, nienawiść... Otóż, zadaj sobie dość proste pytanie: jak bardzo trzeba być z kimś związanym aby tak mocno, przez całe swe życie, konsekwentnie, każdego dnia i każdej nocy, tego kogoś tak szczerze i oddanie nienawidzić?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Biel i czerń. Góra i dół. Ciepło i chłód...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przyjaciel to nie kostka cukru. Przyjaciel to też nie pastylka zwana słodzikiem. Żaden taki brązowy czy biały gość w papierowej saszetce. Przyjaciel to sól...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sól zatrzymuje wodę, woda lubi parować. Sól kruszy twardy lód, lód chłodem wymraża ziemię. Sól dba o świeżość, bo świeżość karmi pleśń. Sól zatrzymuje słowa, dla których czyny tracą sens...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zmierzchem, nocą przy lampionach z gwiazd, świtaniem spowitym w mgłach idzie ostrożnie przez las młoda łania. Obok niej dwa durne cielaki. Skaczą, łamią suche gałązki, budzą tych, którzy jeszcze spać potrzebują. Znacznie dalej, po prawej stronie, między sosną i świerkiem, dojrzała klacz. Słyszała zeszłego lata krzyk daniela zapędzonego przez watahę wilków pomiędzy Ślepe Skały. Nie miał żadnych szans. Ona już zna smak radości rodzenia i smak słonych łez cierpienia po stracie bliskiej osoby w stadzie...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czują sól wyłożoną w lesie, w drewnianym paśniku ustawionym przez ludzi. Znajdą tam też siano, pachnące łąką i śpiewem ptaków. Siano, kora zmarzniętych drzew, pędy w letargu uwięzione w twardej ziemi... to jest dzień po dniu... a sól to życie...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przyjaciel to sól. Czasem ostry ból w poszarpanej ranie, innym zaś razem pytanie, którego nikt inny ci nie postawi. Przyjaciel to sól... pamiętasz? Te słowa? Jak one brzmiały? Ach, tak... już wiem... sól ziemi...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-7331294417146569840?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/7331294417146569840/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=7331294417146569840' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/7331294417146569840'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/7331294417146569840'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/04/sodycz-uzaleznia.html' title='nie-Przyjaciel'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-1899699250406980734</id><published>2011-04-02T01:58:00.002+02:00</published><updated>2011-04-02T01:58:45.760+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Tik pUK pAk</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No nie wiem... no nic qrwa, nie przychodzi mi do głowy. Przestrzeń pozbawiona wypełnienia. Jedynie mocno zaśmiecona obecnością innych ludzi. Dzieciak drze swój prześliczny buziol. Mężczyzna w trampkach cmoka na widok idącej tuż obok samicy na łowach. Starsza pani próbuje zebrać w wartość kilka trzymanych w dłoni monet. Tik pUK pAk, Tik pUK pAk, sączy się z ukrytych tu i tam głośników. Zacięła się płyta czy artysta był w stanie zaparcia jelitowo-trawiennego?&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Smutny klon, w niebieskim kombinezonie popyla na pojeździe sprzątająco-myjąco-czyszczącym powierzchnie płaskie, wewnętrzne. Jego mrówcza robota ma większy sens niż moje sranie literami na recyclingowy papier. Chce mi się spać. Mój osobisty wskaźnik energii życiowej świeci się czerwonym odbiciem rezerwy.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dwa olejne obrazy stoją w kącie pokoju. Rozmawiają ze sobą pewnie o tym, który pierwszy zostanie namalowany do końca. Chce mi się spać, już o tym pisałem, boli mnie głowa, o tym jeszcze nie. Wczoraj padał deszcz. Dzisiaj świeciło słońce. Qtasy i Cpki, od czasu do czasu jakiś nie zdecydowany obojnak. Drażni mnie ruch. Postrzegam go jako absolutne marnotraswtwo energii. Baba ubrana w czarny sweterek idzie z prawej strony na lewą. Facet w mokasynkach z sieciówki idzie z lewej na prawą. Pach! Po środku, pomiędzy prawą, a lewą, a może lewą i prawą, siedzę sobie ja. Gapię się i wkurzam. Spokój oznaczałby przeznaczanie energii na myślenie, no a mnie, qrwa, nie przychodzi nic do głowy...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-1899699250406980734?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/1899699250406980734/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=1899699250406980734' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/1899699250406980734'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/1899699250406980734'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/04/tik-puk-pak.html' title='Tik pUK pAk'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-8910755479522905670</id><published>2011-04-02T01:16:00.000+02:00</published><updated>2011-04-02T01:16:02.096+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dostojewski'/><title type='text'>Next Day</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Co będzie jutro? Wierzę w Was... dobrze wiecie... następny dzień. Rodzice siedzieli przed telewizorem oglądając durnowaty serial. Czekali na mnie w okienku, że wystąpię na żywo, że coś powiem, że będę przez kilka minut ważny. Ojciec zorientował się pierwszy. Sąsiadka chciała w samej koszuli nocnej biec na taras ratować posadzone ostatniego dnia marca, kolorowe bratki. Śnieg, gdzie ten śnieg? Zamknęła drzwi z trzaskiem. Znajomy uwierzył, że jestem w dalekiej Szwecji na spotkaniu z Olafem Bjorgundstem. Zapytał kiedy wracam. A wyjechałem? Tego Bjorgundsta też na oczy nie widziałem, nawet nie wiem czy żyje. Kilka innych osób wybrało się na otwarcie wystawy, której miałem być współtwórcą. Gratulowali talentu i odwagi. Wieczorem byli już mniej życzliwi. Ona siedziała w kawiarni czekając aż przyjdę. Technika tak potrafi omamić zmysły i obudzić duszę, że to co najbardziej niedorzeczne w dniu 1 kwietnia staje się prawdą ponad wszelkie wątpliwości. Faktem, który tak mocno bije w nas samych...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czytam listy i wpisy. Smutek, niedowierzanie, radość. Każdy bierze coś dla siebie, a może przegląda się w samym sobie, jak w lustrze? Bardziej otwarcie i szczerze, tego dnia kiedy uchodzi największa głupota, durnowatość i absurd...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zastanawiam się nad tym, czym jest i czym może być żart, kawał, dowcip. Wpływa jedynie na nasze otoczenie czy może też na nas. Buduje czy burzy? Otwiera czy zamyka relacje? Odpręża czy spina?&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czego nauczyłem się 1 kwietnia 2011 roku? Być może ktoś mi o tym opowie...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;ps.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przyjaciele, Wierni Towarzysze podróży słownych, Drodzy Czytelnicy, Ludzie, którzy tu bywacie... pierwszy dzień kwietnia to wspaniały czas, żeby pomyśleć o sobie dla siebie...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-8910755479522905670?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/8910755479522905670/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=8910755479522905670' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/8910755479522905670'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/8910755479522905670'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/04/next-day.html' title='Next Day'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-5054258099935860593</id><published>2011-04-01T00:11:00.001+02:00</published><updated>2011-04-01T00:11:56.554+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dostojewski'/><title type='text'>Komunikat</title><content type='html'>Przyjaciele,&lt;br /&gt;Wierni Towarzysze podróży słownych,&lt;br /&gt;Drodzy Czytelnicy,&lt;br /&gt;Ludzie, którzy tu bywacie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jestem w tym miejscu, w tej przestrzeni zero-jedynkowej od nie wiem już sam jak dawna. Bywały dni, gdy pisałem słowo za słowem. Bywały dni, gdy milczałem. Znam tych, którzy odnajdują szczególną radość w pisanych przeze mnie słowach. Znam też tych, których moje słowa mocno irytują, drażnią, budzą z komfortowego snu codziennej rutyny. Wszystkich Was serdecznie pozdrawiam...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czuję się w obowiązku poinformować Was, że podjąłem decyzję o zamknięciu tego bloga. Prawdę mówiąc żaden dzień, żadna pora roku, czas dnia czy nocy nie jest dobrym na takie decyzje. Dzieją się one zwyczajnie, w bliżej nie określonej chwili po prostu następuje "przeskok iskry" i już... reszta pozostaje jedynie ciągiem zdarzeń, zaplanowaniem, konsekwencją...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dziękuję Wam za cierpliwość, wyrozumiałość, otwartość dla czasem dziwnych moich pomysłów. Dziękuję za humanizowanie moich słów. Dziękuję za wsparcie w dni deszczowe i słoneczne. Dziękuję za naparzone herbaty, słodkie ciasta, aromatyczne kawy, miękkie poduszki, lniane prześcieradła, muzykę, kwiaty, zapachy, kształty... za wszystko... zwłaszcza za to co pozostało na zawsze jeszcze nie dane...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nara... jak zwykł mówić mój kolega górnik, rzucając dźwięk przez ramie, idąc w swoją stronę...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oj tam, oj tam... jak mówią dzisiaj prawie wszyscy, w sytuacjach jak ta adekwatnych...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Co będzie jutro? Wierzę w Was... przecież dobrze wiecie :-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-5054258099935860593?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/5054258099935860593/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=5054258099935860593' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/5054258099935860593'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/5054258099935860593'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/04/komunikat.html' title='Komunikat'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-3894397349445548347</id><published>2011-03-27T20:36:00.000+02:00</published><updated>2011-03-27T20:36:22.186+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Rura od Henia</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Okopałem się i siedzę cicho w kuchni Dziadylmana. Czekam na rurę, setkę jak powiedział pan w szmacianych ogrodniczkach i flanelowej, kraciastej koszuli. Przybywajcie z odsieczą! Trwam godnie na stanowisku bojowym. Walczyć będę zaciekle, ile sił starczy. Chwała kuchni rzecz święta, żaden kurz ani pył na kiełbaskę pieczoną w winie dla synka nie spadnie.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czuwaj na stanowisku synku, podbudowuj siły kiełbaskami. My po śniadaniu ruszamy do Rydzyny, a potem na lotnisko do hangaru. Tatko zabrał ze sobą wszystko co potrzebujemy. Zajmij się naszym domem, pamiętaj, żeby kolanko od zlewozmywaka było podłączone dokładnie tak samo jak jest teraz. Oczywiście, o wszystko zadbam jak należy.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Chopin i Słowacki byli ponoć słabego zdrowia. Otworzyłem piwo znalezione w lodówce. Puszka, nie lubię z puszki. Lepszy rydz niż nic. Wyciągnąłem paczkę papierosów i położyłem na kuchennym blacie. Matka dobrze, że tego nie widzi. Słup soli, jak nic, no i foch co najmniej na tydzień. Zapaliłem benzynową zapalniczkę, żar na końcu papierosa, a w chwilę później siwy dym. Usiadłem na podłodze trzymając na kolanach papierową teczkę z kartami lekarskimi, moimi oczywiście. Biografowie będą mieli trochę pracy. Jaki wpływ na twórczość artysty miały doświadczenia z czasów dzieciństwa? Angina, rocznik 1971 i 1972. Pamiętam, to był dobry rok. Ospa z 1972 i Świnka z 1973. Strasznie się bałem, ktoś powiedział, chyba jakaś ciotka, że po śwince mężczyźni nie mogą mieć dzieci. Odra, choroba, a nie rzeka, z roku 1974. Zapalenie płuc w tymże samym roku. Jeszcze jeden papieros, a niech tam, na zdrowie. Łyk przeciągły piwa z puszki. Angina tym razem w roku 1974. Zapalenie oskrzeli w 1974. Ten siedemdziesiąty czwarty to jakiś chorobiany był, pfu. Zapalenie oskrzeli, 1975 i grypa jakaś normalna, wtedy ptasiej i świńskiej jeszcze nikt nie znał, w 1977. Następna karta. Czytam, wodzę palcem po nieczytelnym piśmie. Odkładam na bok. Kolejna, też na bok.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zamykam na gumkę papierową teczkę. Nie mam już chęci uruchamiać wehikułu czasu, wracać do miejsc, zdarzeń i ludzi z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Teraz jest XXI wiek, panowie od rury zaraz przyjdą, zrobią co trzeba i mam nadzieję skończy się zalewanie pralki ściekami. Pralka w łazience? Gdzie? Tam mieści się tylko sedes i wanna!&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To my przyszliśmy. Widzę. Ta kuchnia to gdzie? Tam, proszę wejść. Heniek, dawaj sprzęt! O, widzę, że pan w dobrym nastroju. Dziękuję i owszem, może po piwku? Panie, tak to ja robiłem w PRL-u, teraz płacą mi za zrobione, a nie za godziny. Dyszkę na piwko może pan dać, wieczorem po robocie z Heniem sobie wypijem. Pójdę po portfel, proszę robić co trzeba. Pan będzie spokojny, czysto, szybko i na wieki wieków... amen, dodałem będąc już w telewizyjnym pokoju.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-3894397349445548347?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/3894397349445548347/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=3894397349445548347' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/3894397349445548347'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/3894397349445548347'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/03/rura-od-henia.html' title='Rura od Henia'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-8985487348674692008</id><published>2011-03-27T00:17:00.002+01:00</published><updated>2011-03-27T00:17:47.048+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='myBrulion'/><title type='text'>Wierzę w papieru</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wydaje mi się, że skrajnym idiotyzmem jest przekonanie, które upatruje profesjonalizmu twórczej inspiracji w piórze wiecznym i notesie z czarną okładką oraz wytłoczonym na niej napisem Moleskine. A jednak dla owego zeszytu, zapakowanego w trzy sztuki razem, przeszedłem dzisiaj z buta prawie pół miasta. Księgarnia na rogu, Czuły Barbarzyńca, skład książek z wiecznie nieprzytomną obsługą. Czasami mam wrażenie, że ludzie, młodzi ludzie, którzy tam pracują są siłą wyrwani ze świata idei i bohaterów, po to tylko by nieznana siła wtłoczyła ich w realia współczesnego miasta oraz zbiurokratyzowanego systemu kultury. Przeciwko samym sobie, przeciwko umiejętności życia w krainie wiersza i prozy, wegetują w warunkach przypominających martwą dżunglę skropioną ciężkimi kroplami cuchnącego napalmem deszczu.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mam swoje pióro. Stalówka w rozmiarze F. Atrament granatowy. Lubię moje pióro. Całe czarne ze srebrną obrączką tuż ponad linią skuwki. Mam swój jakże markowy, snobistyczny zeszyt by Moleskine. Czarna okładka, kartki w kratkę. Zapach inteligentnych myśli, głębi i sensu, wolnego od szamania fast-foodów i gonitwy za złotym cielcem. Znajoma skończyła 35 lat. Piękna, dumna kobieta. Wolna, bezdzietna. Bogata we wszystko poza szczęściem i miłością. Dramatyczny obraz człowieka dążącego do perfekcji we wszystkim. Dosłownie we wszystkim, absolutnie bez wyjątku, w sraniu na kiblu i smarkaniu nosa złapanego grypą w jesiennej słocie. Mam owe mam, oznacza gwałtowny przypływ słów możliwych do zapisania piórem na kartkach w Moleskine. Przychodzi na myśl scena z filmu. Pokój, właściwie gabinet, w nim stosy zapisanych, identycznych zeszytów. Papierowa wieża z jednej strony, papierowa wieża po stronie drugiej. Niskie piramidki wszędzie dookoła. 11 września, bum, wszystko wywraca się do góry nogami. Stoliczku nakryj się... a stoliczek na to: A po co?&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sączę coca-colę z bąbelkami gazu. Wolną od destylatu. Destylat przezornie ukryłem na samym końcu szafki pod zlewozmywakiem. Gdy czuję się tak jak dzisiaj wiem, że nie dam rady schylić się, wyciągnąć dłoń i złapać za szyjkę butelki. Ona tam, ja tutaj. Wiemy oboje o istnieniu siebie nawzajem. Każde z nas żyje tuż obok siebie. Dzisiaj nawet łzawy deszcz i czarna noc nie będzie w stanie połączyć nas w jedno. Całe szczęście bo jutro oznaczałoby długi monolog w porcelanie...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Cieszę się, jedna kartka, ot tak, na kolanie zapisana... pierwsza...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-8985487348674692008?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/8985487348674692008/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=8985487348674692008' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/8985487348674692008'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/8985487348674692008'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/03/wierze-w-papieru.html' title='Wierzę w papieru'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-4472831527655620360</id><published>2011-03-18T22:58:00.000+01:00</published><updated>2011-03-18T22:58:41.626+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Amerykanin w Warszawie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wpieprzam kanapkę. Wielką, płaską bułkę z jasnego pieczywa. Ogórek ze skórką, zielona sałata, nawet nie chcę jej oglądać; ser a'la mozzarella kupiony pewnie przez restauratora gdzieś w makro lub innym kombinacie, spożywczych hurtowych pokarmów, tylko z nazwy przypominających to co jest w środku opakowania. Kelnerka, do ikeowskiej szklanicy ze szkła tak grubego, że przypomina PRL-owskie kubki na łańcuchach przykute do ulicznego saturatora, wsadziła czarną plastyczaną słomkę. Wkurzają mnie słomki bo są absolutnie niezatapialne. Napój bąbelkuje, cytryna pływa jak kra, a wredne słomiszcze niczym spławik wyskakuje całą swoją długością ponad lustro płynu. Promocyjny zestaw uzupełniłem kawą latte. Latte? Tak wygląda latte? Ćwierć litra ciepłego mleka z brązowym kleksem kropli naparzonej pod ciśnieniem z fusów. Nowa kampania reklamowa; trawnik zimą pokryty białym śniegiem z tym czymś, o czym zapomina beztrosko chyba większość właścicieli psów na osiedlach mieszkaniowych. Amerykanin w Warszawie. Pokolorowane zdjęcia nabierają mocy, przestają być historią, przeszłością tak szczególnie zapomnianą, a stają się obrazem dnia powszedniego. Dreszcze przelatują po plecach. Wyobraźnia mnoży pytania... Jak wtedy żyli ludzie? Gdzie kupowali chleb? O czym rozmawiali? Jaki smak miały łzy? Jaki blask towarzyszył uśmiechom? Wszystko przemija... nawet wojna. A pokój? Co oni sypią do tych bułek? Pali moje usta ostry smak palonej gorczycy. Kanapka włoska, smak mocno węgierski...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-4472831527655620360?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/4472831527655620360/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=4472831527655620360' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/4472831527655620360'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/4472831527655620360'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/03/amerykanin-w-warszawie.html' title='Amerykanin w Warszawie'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-562396462756008196</id><published>2011-03-17T23:04:00.000+01:00</published><updated>2011-03-17T23:04:33.756+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kamienie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Wegetacja czy zaoranie?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Irytują mnie durne baby. Lustro, są jak lustro, widzisz w nich samego siebie, to co widzisz jest tym co irytuje ciebie. Stary to takie proste? Widzisz, żadna filozofia. Mój ty drogi przyjacielu, miło słyszeć takie słowa. Tracę wzrok. Chyba coś z tym trzeba jednak zrobić. Okulista? Okłady z herbaty na kosmetycznych wacikach? Więcej czasu na otwartej przestrzeni? Leniwe ósemki przed nosem? Komputer? Okulary, mocniejsze szkła bez refleksów? Strach czy świadomość zbliżającej się starości? Starość? Przecież to dopiero połowa życia! Medycyna ma apetyt na nieskończenie długie przedłużanie! Zęby, kondycja, trawienie, regeneracja sił... cóż za budujący wizerunek herosa, naturalistyczny listing spraw i rzeczy. Pfu!&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzisiaj dostałem wiadomość. Umarł król, niech żyje król! Prosta prawda, rewolucjonistów zazwyczaj jest mniej niż przeciętnych zjadaczy chleba. Pierwsi niosą sztandary, na których widnieją hasła braterstwa, życiowych i ludzkich wartości, miłości w nadchodzącej, nowej przyszłości. Drudzy sztandary już dawno pochowali w drewnianych komórkach, uśmiechają się i robią beznamiętnie dalej swoje. Czasem coś krzykną, gdzieś się ostentacyjnie oburzą, generalnie wegetują jak rośliny w jeszcze nie zaoranej ziemi. Któregoś dnia być może wyrosną, być może staną się tylko lub aż, nawozem.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wiadomość jak wiadomość, krótki i rzeczowy sms, trzy godziny później e-mail. Czytam, zastanawiam się czy rozumiem, czytam po raz drugi, trzeci, czwarty. Fakty i tylko fakty. Nawet cienia, szarego i słabego, wątpliwości. Kwantowy przeskok z wiejskiej, gminnej drogi na szeroką, czarną i z białymi pasami, autostradę międzymiastową. Kurz i smród trwania w miejscu na wiatr we włosach, na skrzydła u ramion. Grymas przymusu na uśmiech wolności... to dobrze. Żyć trzeba w zgodzie z samym sobą.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Piję wodę, przegotowaną, schłodzoną w lodówce. Zawsze fascynuje mnie jej smak, którego nie ma; zapach, którego też nie ma i patrzenie na nic, bo i też nic nie ma, no może poza przezroczystością wykrzywiającą wszystko dookoła. Dwie szklanki, bez łyżeczki, to nie herbata; bez spodeczka bo to nie biuro; bez plastyczanego koszyczka bo to wiek ten, nie przeszły. Sterta służbowych papierów na biurku. Karteczek wyrwanych z notesów, żółtych post-itów lepiących kurz do siebie. Wartość i sens sam w sobie. Dobrze, ze jeszcze mam czym oddychać...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-562396462756008196?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/562396462756008196/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=562396462756008196' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/562396462756008196'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/562396462756008196'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/03/wegetacja-czy-zaoranie.html' title='Wegetacja czy zaoranie?'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-5975881690074705320</id><published>2011-03-12T22:20:00.002+01:00</published><updated>2011-03-12T22:20:24.674+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pestki'/><title type='text'>Wolne w suszarni</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ma pani wolne miejsca w suszarni? Zapraszam na piętro. Dziękuję. Drewniane krzesła. Ława. Ciemny brąz. Ciężkie, klocowate i nadzwyczaj spokojne. Pekińskie dźwięki sączą się z głośników ukrytych w czerni sufitu. Biała serwetka, dwie duże drewniane pałeczki. Zima za oknem. Przez oszkloną ścianę widać ludzi na przystanku autobusowym. Ludzi idących z pracy do domu. Szarych, kolorowych, dużych i małych, w towarzystwie, samotnych. Przypomniała mi się kobieta, wczoraj, ta ze sklepu. Kupiła dwa banany, małą paczkę prażynek i pięć litrów wody mineralnej. Singielka? Chuda była strasznie, taki patyczak złapany na zielonym źdźble trawy. Wiercą się i kręcą, ludzie, tam za oknem, na zimnym świecie, w miejskiej przestrzeni, takie karaluszki w chitynowych pancerzykach przyzwyczajeń rytmu dnia powtarzalnego. Trzy piętra ponad ich głowami za podobną do mojej, szklaną szybą, biegną w miejscu antyczni herosi i przyszłe boginie korporacyjnego ładu. Klub dobrego samopoczucia. Pot leje im się z ciał, a markowe metki dyndają to tu to tam, jakby od niechcenia. Ostry zapach zmęczonych mężczyzn i kobiet snuje się niczym mgła pomiędzy tymi, którzy właśnie przyszli, a tymi, którzy już szczęśliwi wychodzą. Wiem na co mam ochotę. Młoda dziewczyna nawet nie sili się na odrobinę orientu w menu. Pokazuje palcem, kiwa głową na znak zrozumienia i akceptacji, znika szeleszcząc wyświeconymi od żaru żelazka, czarnymi spodniami. Kręcę loki z krótkich włosów, bezwiednie, bez sensu, ładu i celu. Zastygam w oczekiwaniu na coś, co być może wytrąci mnie ze słowiańskiego, tuczonego schabowym z ziemniakami i surówką, poczucia niespełnienia, marazmu, zniechęcenia. Pieką mnie oczy, usta mam suche i pocięte wiatrem, dłonie szorstkie od trwania w miejscu. Oddech płytki, szarpany, taki jak wtedy gdy czułem, że stracić mogę wszystko. Myśli w pogoni za własnym końcem kręcą się i wiercą nie mogąc znaleźć drogi rozwiązania. Stopy oparte o zimny kamień podłogi drżą jakby chciały uciec gdzieś nie wiadomo gdzie, może przed, a może za siebie. Drewniana miseczka z fikuśną łyżeczką. Mostek z deseczek, a na nim drobne walczyki z ryżu, przeplecione, wypchane, nadziane rybą, warzywami, mięsem. Trzask rozrywanych sztućców. Układam je w prawej dłoni, zaczynam od złapania jednego ziarenka brązowego ryżu...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-5975881690074705320?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/5975881690074705320/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=5975881690074705320' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/5975881690074705320'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/5975881690074705320'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/03/wolne-w-suszarni.html' title='Wolne w suszarni'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-8930968876274211621</id><published>2011-01-25T21:09:00.000+01:00</published><updated>2011-01-25T21:09:45.203+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Rura</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wyłączyli mi wodę w bloku. Odkręcam rano kran i słyszę gulgotanie powietrza w pustej rurze. Golenie to pikuś, elektryczna maszynka wody nie potrzebuje. Ząbki i szczoteczkę zasilę z czajnika, na szczęście wieczorem zawsze zostawiam dopełniony. Ot taka nauka, która swój początek ma w czasach dzieciństwa i chowania przez babcię, aż nazbyt dobrze pamiętającą naloty, czasy okupacji i Powstania Warszawskiego. Gorzej jawi mi się perspektywa siedzenia na sedesie. Sikon jeszcze ujdzie, ale kupon? Uśmiecham się sam do siebie. Gówniarzem jeszcze wtedy byłem gdy razem z matką podawaliśmy siostrze strajkującej na Uniwersytecie Warszawskim jedzenie i cudem zdobyte słodycze. Stała przy ogrodzeniu od ulicy Oboźnej, zaraz za hotelem Harenda, miała szczęśliwe ogniki w oczach i zmęczoną twarz. Brudna, śmierdząca, z głową napchaną myślami wzniosłymi i przyziemną potrzebą większej ilości "sikonów" i "kuponów" - strajkowicze wypróżniali się w uczelnianych kiblach, do których wstępu broniły reglamentowane kartki.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zbieram śnieg leżący na balkonie. Biały, puchaty, delikatny jak jedwab. Wypełniam nim jeden, potem drugi garnek. Zimno, bo stoję bosymi stopami na betonie i w cienkich bokserkach na tyłku. Gdzieś we mnie głęboko zakodowana jest myśl, czy może raczej zwyczaj, ograniczenie czy rama myślowa, że jak się nie umyję to ubrać się nie mogę. Marznę, zbieram śnieg szufelką, dygocę z zimna i przypominam bardziej świra niż zdesperowanego lokatora pozbawionego chwilowo wody. Zapalam zapałkę i niebieskie ząbki tańczą dookoła czarnego talerzyka fajerki. Goście, którzy wspinają się na najwyższe góry świata pewnie w ten sam sposób zdobywają wrzątek na herbatę...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-8930968876274211621?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/8930968876274211621/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=8930968876274211621' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/8930968876274211621'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/8930968876274211621'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/01/rura.html' title='Rura'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-5757950544372848886</id><published>2011-01-12T18:00:00.000+01:00</published><updated>2011-01-12T18:00:32.192+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wspomnienia'/><title type='text'>Idź, a potem wypij</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Szzz... szzz... szzz... od samego rana, od świtu bez słońca, od hotelowego śniadania bez kiełbasek i bez kawy. Rozpuszczalnej nie piję, przypomina mi wynalazek z cykorii, który wzbogacony o jakąś chemię podwali nam przez wszystkie dni zasadniczej służby wojskowej, żebyśmy o dupach nie myśleli. Inne czasy i inne klimaty, wtedy za krzyż można było dostać kilka dodatkowych dni służby na obieraku. Dzisiaj krzyż wisi w każdej sali na równi z orłem, który też inny bo już w koronie. Wojtuś, chłopak z Katowic, wpadł na genialny pomysł, że pójdzie do kościoła w mundurze. Poszedł, w niedzielę, a jak wrócił to w poniedziałek czekało na niego wielkie pudło kompanijnej radiostacji. Szeregowy Wojtuś, nazwisko wyleciało mi z pamięci, dymajcie z meldunkiem do kapitana Wasiaka, że za pół godziny będzie alarm lotniczy. Zrozumiano? Tak jest, obywatelu chorąży... pobiegł, z tym pudłem na plecach, gibającą się anteną, na drugi koniec koszar. Obywatelu kapitanie, szeregowy Wojtuś... i tu cała dalsza część litanii wzbogacona o jakże cenną informację o zbliżającym się nalocie. Kapitan zasępił się, pewnie miał inne plany na dzień, wreszcie przemówił władczym, mocnym głosem - szeregowy Wojtuś, zapierdalajcie do obywatela chorążego z meldunkiem - nalot z opryskiem, wojsko w pogotowiu z OP-1 - zrozumiano? Tak jest obywatelu kapitanie... pobiegł, z tym pudłem na plecach, gibającą się anteną, do nas z powrotem, w sumie też na drugi koniec koszar, z aktualnej perspektywy patrząc. Zaliczył jeszcze trzy takie trasy... mocny był, miał praktyki jako uczeń zawodówki w kopalni, zanim wreszcie zdobył się na pytanie: obywatelu chorąży, a to nie można z tej radiostacji nadać meldunku? Pewnie, że można - odpowiedział chorąży - widzicie, wy szeregowy Wojtuś, ni chuja nic nie rozumiecie, no... to jak jeszcze jeden melduneczek do kapitana Wasiaka czy wam starczy tego łażenia do Jezuska? Zrozumiał, przez następne dwa tygodnie chodził jakiś taki nieobecny, a po miesiącu wrócił do normy. Potem dostał ten cholerny list od panny. Dziewczyna znudziła się czekaniem i poszła w tany z jego kolegą czy może nawet przyjacielem, chłopak był mądrzejszy i miał bogatszych rodziców, załatwił sobie kategorię "niezdolny do służby wojskowej". Wojtuś zgłosił się na ochotnika do służby wartowniczej przy garażach. Oficer polityczny nie miał pojęcia co było nagryzmolone w liście. Dostał kałacha, 20 pestek, otworzył drzwi chłodni, usiadł wygodnie, ustawił przełącznik na "serię", przyłożył lufę tuż pod brodą i pociągnął za spust. Księżyc gapił się na niego całą swoją okrągłą buzią, nawet wtedy gdy go już nie było, nawet wtedy gdy wszystkie jego myśli o duszy, raju i dziewczynie spływały po ścianach chłodni. Rano odwołali nam wszystkie zajęcia, dostaliśmy na śniadanie po dwie prawdziwe parówki, słodką herbatę i pączka, a w południe przyjechało kino z jakimś wesołym filmem...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Szzz... szzz... szzz... wieje od morza. Spacer przypomina wyprawę polarników na biegun. Fale wpadają pieniście na zmarzniętą plażę. Białe plastry lodu pokrytego puchatym śniegiem kręcą się i wiercą zmuszając ptaki do startu i lądowania. Sprytniejsze przeniosły się na mały daszek smażalni ryb, zaspanej w nieróbstwie i oczekiwaniu na pierwsze oznaki późnej wiosny. Większe zajęły miejsca na drewnianych palach wbitych w dno dla ratowania wydm i sosnowego lasu. Idę wpatrzony w piach, szukam miodowych bursztynów...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-5757950544372848886?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/5757950544372848886/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=5757950544372848886' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/5757950544372848886'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/5757950544372848886'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/01/idz-potem-wypij.html' title='Idź, a potem wypij'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-1577061163317820666</id><published>2011-01-11T21:17:00.002+01:00</published><updated>2011-01-11T21:17:51.529+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Bursztyn zimowy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Trzy białe, dostojne ptaszory, stojące na bryle zamarzniętej słonej wody. Zima nad morzem ma w sobie tyle samo uroku co lato latem. Idąc przez las w stronę morza natknąłem się na sarnę. Biały tyłek, wielkie oczy, cienkie cztery nóżki. Spojrzała na mnie, wciągnęła mój zapach i wróciła do swoich spraw - obgryzania ześwirowanych pędów, które pomyliły pory roku. Szum wody, a fal brak... wiatr zimny tylko od strony lądu. Cisza i spokój. Przede mną linia horyzontu, absolutnie wolna od czegokolwiek. Piach na lewo, ciągnący się aż do spotkania nieba z morzem, w kolorze brązu i bieli, pusty i co najważniejsze bez ludzi. Piach po stronie prawej, łukiem zachodzący w bananową czerń, równy i pusty, zakłócony tu i tam punktami drepczących mew i rybitw. Cztery strony podobne do metaforycznego spojrzenia na życie. Las za plecami to gąszcz spraw pilnych i ważnych, problemów a i szans na nowe, wrogów powyginanych przez wiatry historii i strzelistych przyjaciół wiecznie ciągnących w stronę słońca. Horyzont na wprost, malowany cienką linią morza tnącego niebo, nieba swym błękitem wlewającego się ufnie w granat zieleni to ucieczka w przyszłość, w przestrzeń marzeń, a czasem złudnej obietnicy sączącej się wraz z nutami pieśni śpiewanej przez syreny. Droga serca w grząskim brązie i delikatnej bieli to podróż w głąb siebie, po stronie lewej, a czarna szarfa raz za razem dziurawiona przez rozpędzone punkty przypominające cząstki atomowe to dzień powinności określanych rozumem, po stronie prawej...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Portowy smród oleju napędowego, zapomnianych ryb wyciągniętych dawno z wody, lin cumowniczych sztywnych jak słone paluszki z fabryki lajkonika i drewna, które rozpada się włókniście w falach przypływu i odpływu. Siwy dym, trzech rybaków w kurtkach i wełnianych swetrach. Cztery kufle piwa, żeby dwa razy nie chodzić i paczka papierosów, aby mieć swój wkład w życie kulturalno-polityczne miasta. Nie mam ochoty na żadne bliższe czy dalsze znajomości. Mam zapotrzebowanie na wytrącenie gonitwy myśli z ulubionego przez nie toru poruszania się w moim mózgo-głowiu.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-1577061163317820666?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/1577061163317820666/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=1577061163317820666' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/1577061163317820666'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/1577061163317820666'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/01/bursztyn-zimowy.html' title='Bursztyn zimowy'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-7847774237680824098</id><published>2011-01-06T00:31:00.000+01:00</published><updated>2011-01-06T00:31:26.843+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='witkacy'/><title type='text'>Zryw</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Aby halucynacje były możliwe, konieczne jest istnienie naszego ciała... Witkacy. Dodam, że jeszcze może przydać się iPhon z Inception i słuchawkami. Butelka piwa wzmocni lub osłabi, Hefeweissbier Dunkiel, w brązie z mocą na poziomie 5%, płynnie zainspiruje. Fajki dzisiaj zostają w kieszeni. Kioskarz wściekły zmianą przepisów vat, złorzeczy, wyzywa rząd i wylicza każdemu kto kupuje poranne gazety czy bilety do metra, ile to kasy będzie musiał dołożyć z własnej kieszeni. Wie pan, kupiłem je w zeszłym roku, mają na pudełkach nadrukowaną cenę, za którą muszę je sprzedawać. Tyle, że vat jest inny i teraz inaczej kosztują. Napisałem wyższą cenę to klienci robią awantury, że na paczce co innego. Skaner mi nie działa, wszystko muszę ręcznie wpisywać na kasę, wie pan ile to roboty... tak, co tam będzie? Acha, filozofowie, gazeta i kupon lotto. Proszę, co taki długi ten kupon? No wie pan, dla dużego jelenia duży kupon, tylko bez obrazy proszę... takie mam poczucie humoru; mama mówiła, że od urodzenia... Dziękuję, zapraszam...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Białe słuchawki, kapselki w uszach, nie lubię mieć nic w uszach, kolczyki to co innego, w uszach nie, nic. Guzik, odblokuj, start... fortepian... nuta za nutą, spokojnie, jakby ktoś wprawki robił, nieśpiesznie, z namysłem, słuchając każdego brzmienia do samego końca, do zamierającego wibrowania struny. Trzy czerwone strzałki... inducting... it is quiet... still dream... miesza się wszystko jak w barmańskim shakerze. Czerwony, poziomy znaczek nieskończoności... bicie serca, cisza, echo dalekie, gdzieś poza głową... może z tyłu jak cień? a może gdzieś ponad jak złoty talerz aureoli świętego na jarmarcznym odpuście? Echosonda duszy szuka przestrzeni do zakrzywienia, do odwrócenia biegunów, kierunków, stron, odcieni kolorów... Szszszszzzzz cholera! Pociąg! Szybki, turkoczący stalowymi kołami po napiętych jak struny szynach. Kroki... kroki kobiety, drobne, krótkie, stukające szpilkowatymi obcasami po deszczowej kostce ulicy. Ktoś biegnie, śpieszy się, jest w czarnym płaszczu, ma postawiony kołnierz, nie widzę jego twarzy, cała jest w mroku... Grzechotka ogoniastego węża... taki uliczny pyton tygrysi... dyszy biedak, pewnie ma zaawansowaną astmę. Deszcz wciąż pada, a po lewej stronie ktoś kaszle, może wypalił dzisiaj o jednego papierosa za dużo... nie mam pojęcia, co mnie to obchodzi, jego płuca... Uuughrrrr... wow! Z samego nieba wprost nade mną, olbrzymi B-52 na szczęście z już opróżnionymi lukami bombowymi. Pewnie dokonał zrzutu i teraz wraca do bazy... Szszszszzzzz... a ten pociąg to podmiejski? Gitara, taka zwykła, akustyczna, drewniany taboret na samym środku oświetlonej punktowcem sceny. Dookoła siedzą ludzie i w napięciu czekają na pierwsze dźwięki... Zagram najlepiej jak potrafię, dla niej, dla niebieskiego blasku w jej oczach, dla rozrzuconych przez wiatr włosów, dla ramion lśniących smakiem słodkiej pomarańczy i dla ust... karminowych, pełnych, drżących za każdym razem gdy tylko trzepot motylich skrzydeł przenikał z głębi duszy do chaosu wszechświata...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-7847774237680824098?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/7847774237680824098/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=7847774237680824098' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/7847774237680824098'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/7847774237680824098'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/01/zryw.html' title='Zryw'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-745993051405245563</id><published>2011-01-05T23:30:00.001+01:00</published><updated>2011-01-05T23:31:06.486+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='myBrulion'/><title type='text'>Dziedziniec pozorów</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Poznałem kiedyś dawno, dawno temu przesympatyczną dziewczynę. Nie dość, że rozsądną życiowo to jeszcze pełną naturalnego poczucia humoru i zdrowego, zaraźliwego uśmiechu. Nasze kontakty na początku zdawkowe i nic nie znaczące z czasem przerodziły się w głębszy związek. Ostatecznie poprowadziły nas do wspólnego poznawania siebie już nie tylko na płaszczyźnie intelektualnej. Owa fizyczna bliskość zapadła mi szczególnie w pamięci. Dlaczego? Po latach zastanawiałem się nad tym wielokrotnie i doszedłem do wniosku, że owa pamięć, owe wyrycie w świadomości wynika z faktu, że już nigdy później, ani też nigdy wcześniej nie było mi tak dobrze z kobietą jak właśnie z nią. Podobno nie powinno porównywać się swoich partnerów ale gdy różnica, której się doświadcza jest aż nadto znacząca owe porównania samoistnie się pojawiają i z czasem kładą się cieniem na każdym nowym związku. Nasz kontakt urwał się tak samo gwałtownie jak się zaczął...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wyszedłem. Głowa bolała mnie coraz bardziej. To ten ból w postaci rozpalonej do białości, stalowej kulki, w czaszce nad okiem. Wsiadłem do samochodu. Zrobiło mi się niedobrze. Posiedziałem trochę, a może nieco dłużej. Uruchomiłem silnik i pojechałem. W drodze do domu zasnąłem dwa razy, na światłach. Z czerwonego zrobiło się zielone, a ja spałem. Klaksony wyły jak zwariowane. Idiotyczne uczucie tak się obudzić. Wynalazek miasta - korki. Nawet jak się nie chce to i tak człowiek zasypia. W domu zapakowałem się do wanny. Gorąca woda. Zrobiłem hipopotama. Położyłem się na dnie i tylko nos miałem wystawiony ponad powierzchnię. Niesamowite. Spałem na dnie przez 25 minut! Jak ja się wody nie opiłem to nie wiem, obudziła mnie lodowata woda...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jem kawałek żółtego sera. Przegryzam cebulowymi krążkami i popijam lemoniadą. W biurze była sałatka z fetą, oliwkami i słodką cebulą. Tyle razy było mówione: bez czosnku, bez cebuli. Jak po takim obiedzie iść na spotkanie? Na dziedzińcu pełno ludzi, siedzą, chodzą, stoją parami, rozmawiają. Kolega patrzy na ładną, smukłą, opaloną, w białym polo, uśmiechniętą kobietę. Włosy rozwiewa jej wiatr...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;- fajna?&lt;br /&gt;- owszem...&lt;br /&gt;- podoba ci się?&lt;br /&gt;- jak cholera!&lt;br /&gt;- nie gap się tak!&lt;br /&gt;- a co mam robić?&lt;br /&gt;- podejdź. Powiedz, że masz ochotę się z nią pieprzyć w magazynie...&lt;br /&gt;- jasne! Świetny pomysł...&lt;br /&gt;- jak nie spróbujesz, to się nie przekonasz...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;...pół godziny później spotykam kolegę przy barze. Stoi, nic nie mówi. Ludzie, którzy byli na dziedzińcu już poszli. Kobiety w bieli nie ma. Kolega najwyraźniej wściekły... pytam dla rozładowania emocji:&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;- i co? Zapytałeś?&lt;br /&gt;- tak...&lt;br /&gt;- ???&lt;br /&gt;- powiedziała, że nie chce w magazynie tylko na dziedzińcu...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-745993051405245563?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/745993051405245563/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=745993051405245563' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/745993051405245563'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/745993051405245563'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/01/dziedziniec-pozorow.html' title='Dziedziniec pozorów'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-5622585070610722374</id><published>2011-01-03T23:54:00.000+01:00</published><updated>2011-01-03T23:54:03.221+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wspomnienia'/><title type='text'>Nie leci, nie płynie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zarzut okazał się bardzo konkretny - nie leci, nie płynie, znaczy stąpa ciężko po ziemi, każdy twój tekst ostatnio pisany. Zajrzałem do drewnianej komórki stojącej tuż obok starej jabłoni. Dechy zmurszałe, zawiasy brązowe od rdzy, ciemno, zimno, a do belek wspierających sufit poprzyczepiane kilometry siwych, pajęczych nici. Wśród tekturowych pudeł i kartonów odszukałem ten jeden jedyny z czerwonym napisem "nie otwierać". Szarpnąłem raz, mocniej drugi, aż włókna papieru rozpruły się ukazując to co przed laty schowane było przed wścibskimi oczami sąsiadów. Pamiętniki stryja Stanislava Marii Lechovskiego, herbu Pilawa...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;...śpieszę ci donieść, przyjaciółko moja, że hrabia przybył dzisiaj późnym wieczorem do majątku. Służba była cokolwiek zaskoczona, podobnie jak stryj i stryjenka. Udali, że śniegi i mrozy, panujące w okolicy od ponad trzech tygodni, zmęczyły ich na tyle, że niekontenci chodzą ze wszystkiego i wszystkich. Hrabia, zmęczony podróżą, wypił dwie butelki czerwonego wina, wykąpał się w studziennej wodzie i zasnął półnagi na szezlągu. Podsłuchałem, gdy trzeźwy jeszcze rozmawiał ze stryjem, że zabawi w okolicy co najmniej do końca tego miesiąca. Sam nie wiem co o tym wszystkiem teraz myśleć. Mam jednak pewien koncept w głowie. Spiszę go krótko i zwięźle, zalakuję, ukryję w okładkach książki i przyślę do ciebie, przyjaciółko moja, chłopcem stajennym. Nie obawiaj się, panują mrozy, wszyscy będą myśleli, że chłopak po owies na pożyczkę dla koni przyjechał...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;...wiejskie dziewczyny zawsze miały wzięcie we dworze. Rosłe, jędrne w piersiach, twarde w biodrach, odziane w proste koszule i szerokie spódnice, pachnące ciężką pracą w polu, z włosem zaplecionym w grube warkocze. Inaczej niż panny z majątków. Suche jak chrust w lesie, z ciałem miernym, opiętym na sterczących kościach, zawsze cierpiące z powodu globusa, wiatru, deszczu, a nawet słońca. Odziane w falbaniaste spódnice, gorsety, pończoszki, sznurowane trzewiki, wstążki i kapelusze chroniące bardziej przed życiem niż przez klimatem wiejskiego podwórka. Nic zatem dziwnego w tym, że hrabia wolał spędzać wieczory we wsiach, karczmach i na potańcówkach, aniżeli przy herbatce, z tomikiem poezji przed nosem, wydanym za grosze przez umierającego poetę. Bawił się i pił do samego rana, a i dziewkom lubiał zaglądać odważnie pod spódnice. Rzecz jasna nikt o tym nie mówił, choć cała okolica szemrała, że niejedno dziecię bawiące się w gnoju czy ganiające durnowate kury w obejściu powinno nosić jego szlachetne nazwisko. Któż mógł spodziewać się zatem, że tej zimy sprawy potoczą się zgoła inaczej. Jagna znana była z tego, że paniczyk, syn hrabiego, czy sam hrabia zaglądali do niej nocami, i z tego, że lubiła mieć otwarte okno też dla swoich, mocnych chłopów z majątku i pobliskich wsi. Nie inaczej, musiało to się wcześniej czy później tak właśnie skończyć - wizytą doktora z miasta. Szanowanego, zwłaszcza przez panów szlachetnie urodzonych, za oszczędność, żeby nie powiedzieć wręcz ubogość w wypowiadaniu opinii, komentarzy i konkludowaniu przyczyn prowadzących do choroby. Spotkanie obu panów trwało, przy zamkniętych drzwiach sypialni, ponad trzy godziny. Doktor wychodził dwa razy, raz prosząc o dzban gorącej wody i drugi raz, gdy zażądał dwóch butelek spirytusu. Odjeżdżając zostawił wielki, zrobiony z ciemnego szkła słój, w którym była maść cuchnąca takim odorem, że nawet sam hrabia nie był w stanie trzymać jej w domu...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;...dlaczego wszystko, co sprawia nam radość; wszystko, czemu przypisujemy urok piękna; wszystko, co odziewamy w szaty ideału, kończy się czymś brudnym, głupim, nędznym lub śmierdzącym. Dlaczego nietrwałość jest cechą absolutu, a wzniosłość i triumf nie są jego finałem? Miłość kona w znudzeniu, upodleniu lub zazdrości. Dobroć w spektakularnych filantropiach. Książka w składzie makulatury. Poezja w oceanach szkolnych belfrów. Konie wyścigowe w jatkach rzeźników. Demokracja w tłumie, a wolność w ZOO. Sława w megalomanii, wiedza w pysze, cacka na śmietniku...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-5622585070610722374?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/5622585070610722374/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=5622585070610722374' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/5622585070610722374'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/5622585070610722374'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/01/nie-leci-nie-pynie.html' title='Nie leci, nie płynie'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-4586948688318448508</id><published>2011-01-01T22:44:00.000+01:00</published><updated>2011-01-01T22:44:35.997+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życzę sobie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pestki'/><title type='text'>NR 2011</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Coś by wypadało maznąć, skrobnąć piórem na czerpanym papierze. Rok nowy jakby nie patrzeć mamy od kilku już godzin, dwie jedynki, jedna dwójka i Zero. Piję szwedzki napój korzenny wymieszany z francuskim winem, proporcja jeden do jednego. Mam w nim kilka plastrów cytryny, pomarańcze zjadły dzieci w święta, kilkanaście kwiatków goździka i dwie łyżki miodu, dla poprawy słodkości. Wszystko razem zagrzane w garnku. Piję, bo lekarstwa ani na płuca, ani na gardło, ani tym bardziej na kaszel i gorączkę nic nie pomagają. Gruźlik prychający ze mnie i tyle, piękna końcówka starego i jeszcze śliczniejszy start nowego roku. Ot co, coś by wypadało maznąć, skrobnąć atramentem na pergaminie...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wstałem. Sunąc kapciami po zimnej podłodze dojechałem jak narciarz biegowy do łazienki. Golarka elektryczna to zacne urządzenie. Wibruje, masuje i ścina włosy na brodzie. Czasem też na policzkach, jak coś wyrośnie, i na uszach, jak zakrzaczy czernią sztywnych źdźbeł starości. Goląc się spostrzegłem paskudne zaniedbanie. Uniesione ramię ukazało w odbiciu lustra kroczącą w stronę klatki piersiowej tajgę, bór słowiański, amazońską dżunglę. Pfu! Krzyknąłem zawstydzony! Chwyciłem drugą maszynkę, zdolną do walki z gęstym lasem i nacisnąłem niebieski guzik, oczekując aż ciężkie ostrze noża rozpocznie swoją pracę. Cisza, ani drgnęło. Akumulatory straciły energię, a silnik chęć do jakiejkolwiek ruchu. Trudno, cisnąłem przedmiot na wiklinowy kosz z ciuchami do prania, uniosłem drugą ręką golarkę i zacząłem strzyc jak góral owcę na hali. Cudnie, skonstatowałem efekt, prawie jak Apollo stojący z włócznią na kamiennym postumencie. Ot tak, coś by wypadało maznąć, stuknąć palcami po czarnej klawiaturze z literami wyskakującymi na białym ekranie...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kościół równie zimny jak świat na ulicy. Różnica jedynie w twarzach, te na ulicy jakby zmęczone przełomem dnia i nocy, te na ścianach w spokoju uniesienia, bez względu na czas dzielący dzień przeszły od przyszłego. Usiadłem w drewnianej ławce, tuż za kamienną kolumną, bardzo z boku, na końcu wyślizganej płaszczami, deski. Zamknąłem oczy. Zwolniłem rytm uderzeń serca, myśli zebrałem wokół jednego tematu. Kim jestem? Gdzie kres mojej drogi? Co wkrótce dane mi będzie zobaczyć, czego doświadczę? Poczułem zimne krople łez na policzkach, spokój w całym mym ziemskim bycie i pewność jedności... z samym sobą i z otaczającym wszechświatem... litery składają się w słowa, te tworzą zdania...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kupi mi Pan coś do jedzenia? Kupię. Gorącej herbaty? Panie Kierowniku, mu tu zbieramy na ważny cel, chcemy sprowadzić Smoka Wawelskiego Syrence do towarzystwa, rozumie Pan? Pod murem wieży widokowej, ubrane w czerwone płaszcze i czapki z pomponem, Mikołaje. Sprzedają świecące kolorami tęczy miecze z chińskiego, ryżowego plastiku. Grupki turystów strzelających błyskami zimnego światła, zbierające cyfrowe pamiątki zdarzeń. Idę, krok za krokiem, po topniejącym, błotnistym śniegu. Wiatr szarpie moje włosy, wciska się lodowatym dotykiem pod sweter. Czuję jak zapadam się w pustkę... poczucie humoru jest niezbędnym czynnikiem sukcesu, słowa w zdania...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzień zaczął się w łazience i tutaj też skończył. Ból w miejscu gdzie ramiona wychodzą z tułowia, ból dokładnie tam gdzie rano góral strzygł owcę, robotnik najemny wycinał amazońską puszczę. Unoszę dłonie ponad głowę. Spalona krwistą czerwienią skóra, pulsująca, nabrzmiała głupotą porannego rytuału. Każda rzecz, przedmiot ma swoje przeznaczenie... każdy z nas ma talent, dar do tego by w zgodzie z nim wypełniać swoje przeznaczenie... zdania w treści, które zapładniają myśli...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-4586948688318448508?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/4586948688318448508/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=4586948688318448508' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/4586948688318448508'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/4586948688318448508'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2011/01/nr-2011.html' title='NR 2011'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-4013993249908166730</id><published>2010-12-31T01:20:00.000+01:00</published><updated>2010-12-31T01:20:16.183+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pestki'/><title type='text'>Chomikowanie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niesamowite! Fascynujące! Znalazłem w szafce dyskietki z MS-DOS 6.22, ARJ-ota, Telix-a, instalki Windows 3.11, 98, CE, NT i kilkanaście 2000! Archiwa wypalone na CD-ROM-ach z roku 1999! Projekty, zdjęcia, budżety, pisma urzędowe, koszty i przychody z prowadzonych biznesów. Notatki, komentarze, skany faktur, fragmenty pisanych opowiadań, jednym słowem - historia - życia, pracy, czasu wolnego, przyjaźni, wrogów, refleksji, mocnych postanowień, podróży poza linię horyzontu...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sidiki kruszą się przy najmniejszym wygięciu. Strzela w powietrze srebrno-złoty pył, odpryski tworzywa wbijają się w kolana i stopy jak włókna szklanej waty. Moje zamiłowanie do nauki języka angielskiego odnajduję w pokaźnej kolekcji płyt wydawanych przez dzienniki i tygodniki. Komercyjne słowniki, kursy podstawowe, zaawansowane, TellMeMore... ostatni nabytek, który przestał działać nim na dobre zacząłem czegokolwiek się uczyć. Encyklopedia seksu. Zbiór najpopularniejszych gier świata. Papież w znaczkach Poczty Polskiej. Fakturowanie. Zbiór przepisów prawa pracy. Starożytny Egipt w multimedialnych, czterech odsłonach...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cztery torby foliowe pociętych płyt, podartych winiet i połamanych dyskietek. Instrukcje instalacji, przewodniki i dwa pudełka wizytówek. Książki o tajemnicach arkusza kalkulacyjnego i edytora tekstów. Pachną farbą drukarską, i o ile dobrze pamiętam, ani razu do nich nie zajrzałem. Stały grzecznie na półce zbierając kurz i czekały, aż je wreszcie wyzwolę...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wydarte z kalendarza cytaty sławnych ludzi. Miałem je przepisać... spięte czerwoną gumką wyglądają jak paczuszka, cegiełka z zestawu Bob Budowniczy. Kilka listów w szarych kopertach. Ach nie... to wyniki badań lekarskich. Wywalam do kosza, nie mam dzisiaj ani nastroju ani ochoty wracać myślami do białych fartuchów i pielęgniarskich czepków...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-4013993249908166730?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/4013993249908166730/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=4013993249908166730' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/4013993249908166730'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/4013993249908166730'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/12/chomikowanie.html' title='Chomikowanie'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-5942980282731883252</id><published>2010-12-30T09:13:00.000+01:00</published><updated>2010-12-30T09:13:23.757+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pestki'/><title type='text'>Wiatr</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wstaję obolały, z piaskiem w oczach, bólem głowy, przemarznięty do szpiku kości. Trzęsąc się i ciężko dysząc idę do drugiego pokoju, czuję chłód coraz większy. Drzwi balkonowe otwarte, śnieg na podłodze, parapet też biały, kwiatki sztywne. Wiatr wiejący wprost na szybę otworzył stare zamki w drewnianej futrynie. Przez pół nocy, aż do samego rana, Królowa Śniegu biegała po moim mieszkaniu mrożąc swym oddechem wszystko co tylko miało odrobinę dodatniej temperatury. Teraz na serio poczułem się chory...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czas rozliczyć kończący się rok, moje pięć silnych postanowień. Mam je zapisane w czarnym notesie. Pierwsze, namaluję 12 obrazów olejnych na płótnie. Jeden zaczęty, drugi i trzeci też. Trudno to nazwać "namalowaniem". Drugie, napiszę i przygotuję do wydania książkę. Otwieram szufladę i szary karton. Wszystko jest na swoim miejscu, niezmiennie od kilku lat. Trzecie, zacznę uczyć się angielskiego. Płyty, które mam nie działają. Nowy program, który chciałem kupić jest za drogi. My name is Peter Wilson, how are you? Czwarte, zadbam o kondycję fizyczną. Coś się wydarzyło w tym temacie. Codziennie rano robię 20 pompek, takich uczciwych, pełnych, bez żadnej ściemy. Piąte, nauczę się sprzedawać. Stan konta w banku i ilość długów świadczy o czymś absolutnie odwrotnym...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Idziesz na kawę? Nie! Chcę zostać w domu, pobyć z własnymi myślami, uwolnić się od gwaru miasta, pośpiechu ulicy. Chcę odpowiedzieć sobie na pytanie, jak to się stało, że moje pięć silnych postanowień na 2010 rok pozostało w sferze marzeń...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-5942980282731883252?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/5942980282731883252/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=5942980282731883252' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/5942980282731883252'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/5942980282731883252'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/12/wiatr.html' title='Wiatr'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-3417584674084739472</id><published>2010-12-30T00:28:00.000+01:00</published><updated>2010-12-30T00:28:37.393+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kamienie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Na biało wieje</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cieknie mi z nosa coś co dzieci zwykły nazywać gilem lub glutem. Oczy mam w stanie szparki w drewnianym płocie, obolałe od patrzenia na lśniący śniegiem dzień. Skronie pulsują jak rybie skrzela, a na policzkach malują się odcienie szarej czerwieni podobnej do gnijącego w supermarkecie pomidora, a może miękkiej już marchewki. Kaszlę jak stary gruźlik, seriami po kilka bezdechów, aż do krwawej flegmy rzucanej w porcelanową michę umywalki. Trzydzieści dziewięć czarnych kamieni gniecie moje płuca przy każdym, nawet najdrobniejszym ruchu. Mięśnie bolą i pieką jakby pozbawione były skóry przez wiejący szaleńczym pędem, gorący i suchy wiatr pustyni. Jednym słowem czuję się mocno do dupy, czyli konkretnie jak?&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Konkretnie jak? A skąd mam wiedzieć? Jedyny punkt odniesienia, realny i namacalny to ręcznik papierowy do nosa, kilka kołder w łóżku, porcja cukierkowo wyglądających pastylek lekarstw wszelakich i kubek z herbatą, zimną już niestety, a i bez cytryny, która raczyła potoczyć się gdzieś pod kaloryfer.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Roman zadzwonił w porze obiadowej. Znalazł kupca na jeden z moich obrazów. Cena, którą podał ubawiła mnie na tyle, że zaproponowałem aby klient zrobił sobie zdjęcie u mnie w pracowni z wybranym obrazem lub, jeśli ma mało czasu, poszukał fotki w internecie. Agnieszka wysmarowała do mnie list, w którym doczytałem się, iż jest dotknięta moją obojętnością, brakiem empatii i zrozumienia dla jej wrażliwej i delikatnej osobowości. Sąsiad po raz kolejny postawił pod moimi drzwiami upieprzone w błocie buty, a na pytanie "co one robią na mojej wycieraczce" odparł "stoją i czekają aż je ktoś umyje". Pani w sklepie chwyciła mnie za tyłek. Przeprosiła tłumacząc "myślałam, że to główka kapusty". Chciałem zapytać, czy będzie szukać zielonych długich ogórków na mizerię, w ostatniej chwili ugryzłem się w język. Kasjerka trzy razy policzyła mi węgierską suszoną kiełbasę, choć w koszyku miałem tylko jedną. Zorientowałem się dopiero w domu. Święta i Nowy Rok, czas, w którym wszystko zdarzyć się może...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-3417584674084739472?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/3417584674084739472/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=3417584674084739472' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/3417584674084739472'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/3417584674084739472'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/12/na-biao-wieje.html' title='Na biało wieje'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-6248133570378780632</id><published>2010-12-12T13:23:00.000+01:00</published><updated>2010-12-12T13:23:12.234+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Dzik</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pijem. Pijem. Pijem czerwone wino. Pijem. Pijem białe wino. Pijem. Jem. Jem. Jem dzika. Dzika, taką leśną świnię. Pijem. Pijem czerwone wino. Jem. Jem pikle. Piskle siedzi na wiosnę czy latem w gnieździe. Ja jem pikle, warzywa różne w zalewie octowej. Jem korniszony. Cebulkę taką małą. Patisony, które przypominają statek kosmiczny czy może bardziej fryzurę mojej sąsiadki spod 6. Dynię w kubikach. Kubik, sześcianik, inaczej taki kwadrat co ma sześć ścian, a każda z nich w innej płaszczyźnie. Paprykę. Czerwoną. Czerwoną z natury, bo zalewa octowa jest bezbarwna jak woda. Wódy nie pijem. Pijem wino. Czerwone jak papryka z octu, co to obok dzika leży na talerzu. Białe, jak środek patisona czy cebuli, też obok dzika, jak trawy zielonej kępy w lesie, po którym zwierz ten jakiś czas temu jeszcze biegał...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie mogę już pić. Pijam sok z aloesu i herbatę. Pijam zieloną, bo zdrowsza podobno od czarnej. Smak ma wiejski, szumiący złotymi łanami żyta, lepkiej od deszczu czarnej ziemi i dymiących w małych ogniskach ziemniaków na jesieni. Deszcz jak łzy, płynie po małym stoku tuż za drewnianą stodołą, ślizga się od szczytu, aż po bruzdy w ziemi, od rzęs i spod powiek, aż po kąciki ust w grymasie i urwistą przepaść jabłkowo-kulistej brody...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-6248133570378780632?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/6248133570378780632/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=6248133570378780632' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/6248133570378780632'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/6248133570378780632'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/12/dzik.html' title='Dzik'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-6284879127635783741</id><published>2010-11-13T19:31:00.000+01:00</published><updated>2010-11-13T19:31:04.736+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Garnek do mleka na jaja</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kupiłem garnek. Garnek do mleka, tak jest napisane na karteczce, którą producent umieścił w środku, na samym dnie. Garnek jest w kolorze srebra, można się w nim przeglądać jak w kiepskim lustrze. Fajnie, bo twarz rozjeżdża się jakby była z folii naciąganej na świątecznego indyka. Garnek ma czarną, wygiętą rączkę i grube denko, pewnie specjalnie tak zrobione, żeby mleko nie przywierało w czasie gotowania. Moja mama gotowała mleko kładąc na dnie stalowego garnka szklany talerzyk. Specjalny szklany talerzyk. Dudnił i skakał na kilka chwil przed wyskokiem mlecznej piany na kuchenkę. Zapach przypalonego mleka o świcie pamiętam do dzisiaj...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Garnek umyłem. Babcia wszystko co przynosiła do domu myła, dezynfekowała lub opalała nad płomieniem z kuchenki. Wszystko, dosłownie wszystko, no cóż, faktem też jest, że chodziła nawet w lecie w rękawiczkach. Damą herbową była, chowaną w domu ze służbą jeszcze przed pierwszą wojną światową. Narodziła się w czasach świec. Dorastała w świetle odbitym z lamp naftowych. Umarła na szpitalnym korytarzu, w blasku świecących świetlówek. Widziała w telewizorze lądowanie pierwszego człowieka na Księżycu, grała ze mną w tenisa na ZX Spectrum - pierwszym domowym komputerze. Cieszyła się życiem jak nikt inny, bo znała jego smak, barwę i zapach. Zawsze powtarzała, że trzeba znać język swoich wrogów, czyli "niemczurów" i "ruskich"...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Odnalazłem na dnie garnka takie oto napisy: "high quality stainless stell". No jak "high quality" to warto było zapłacić 32,95 zł. Znalazłem też rysunki: gas, electric, ceramic, halogen, induction i dishwasher safe. Człowiek jaskiniowy i harcerz, gotował nad ogniskiem, mył gary w strumieniu i żył wolny od wzdęć. Ja muszę umieć czytać, żeby kupić właściwy do mojego domowego ogniska garnek, na dodatek po to tylko, żeby ugotować sobie dwa jaja z wolnego wybiegu na miękko i na śniadanie...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Znalazłem coś jeszcze, otóż mój garnek ma wewnątrz na ściance nakreśloną podziałkę ilości tego co się do niego wleje - od pół litra do półtora. Ciekawe, bo na dennej karteczce było dużymi cyframi - pojemność 1.8 litra. Faraon też inaczej spodziewał się, że wyglądać będą piramidy. Ostatecznie nawet nie wie, w której komnacie złożono jego zmumifikowane ciało...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-6284879127635783741?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/6284879127635783741/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=6284879127635783741' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/6284879127635783741'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/6284879127635783741'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/11/garnek-do-mleka-na-jaja.html' title='Garnek do mleka na jaja'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-6822690024071947390</id><published>2010-11-05T17:08:00.000+01:00</published><updated>2010-11-05T17:08:56.715+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życzę sobie'/><title type='text'>Tic-Tac-Toe</title><content type='html'>Konkurs! Konkurs z nagrodami! Znalazłem taki oto tekst:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"&lt;i&gt;Nie musisz mieć wszystkiego i nie możesz mieć wszystkiego&lt;/i&gt;"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czuję się smutny i przyparty do muru. Sądziłem, że świat stoi otworem, że wystarczy "bardzo chcieć" i wszystko będzie mi dane. Wyobrażam sobie "wszystko" i jeszcze to, co znaczy "mieć". Wyobrażam sobie, bo przecież żeby czemuś zaprzeczyć poprzez słowo &lt;span class="Apple-style-span" style="color: orange;"&gt;NIE&lt;/span&gt; to trzeba najpierw to zobaczyć. Jeśli czegoś nie ma lub coś pozbawione jest dla mnie sensu czy znaczenia to potrzeba zaprzeczenia nie ma racji bytu. Musisz mieć wszystko... znam swoje ograniczenia, wiem że nierealne jest to bym miał wszystko. No tak, a słowo musisz?&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie możesz... strzał prosto między oczy! Leżę załamany na podłodze. Przed chwilą doznałem olśnienia, że "wszystko mieć" jest nierealne, poza zasięgiem i tu pojawiło się magiczne "nie możesz". Dlaczego? Dlaczego nie mogę? Jestem jakiś gorszy czy pozbawiony szczególnych talentów? Ułomny w zdolności do osiągania osobistych czy zawodowych celów?&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Beznadzieja. Chciałem zassać nieco pozytywnej energii, chciałem poczuć w sobie sprawczość w tym co robię. Myślałem, że przecież drobiazgi składające się na moje życie mają wartość, stanowią siłę do &lt;span class="Apple-style-span" style="color: orange;"&gt;MOJEGO&lt;/span&gt; bycia w każdym nowym, nadchodzącym dniu - paliwo wyczerpało się, a stacja benzynowa oblepiona została kartkami &lt;span class="Apple-style-span" style="color: orange;"&gt;NIE MA&lt;/span&gt;! Szukałem tego co mnie może wzmocnić, znalazłem to co ciągnie mnie w dół...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Konkurs, konkurs z nagrodami! Zapraszam wszystkich do pracy nad tekstem. Zapraszam do przeformułowania słów:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"&lt;i&gt;Nie musisz mieć wszystkiego i nie możesz mieć wszystkiego&lt;/i&gt;"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;...na takie, które zamiast zniechęcać dodają sił. Wiem, przekonałem się ostatnio osobiście, że zadanie to wcale nie jest proste. Wymaga wysiłku intelektualnego, chwili zastanowienia czy może wręcz refleksji, przystanięcia nad tym... właśnie... nad czym? Być może nad tym, że to jak mówimy jest poniekąd tym jak myślimy...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Moja propozycja to: &amp;nbsp;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: orange;"&gt;Zadbaj o to czego chcesz i powiedz o tym.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A Wasze propozycje? Konkurs to nagrody! Pierwsza... i jedyna nagroda niespodzianka... ufundowana przeze mnie... wręczona zostanie autorowi słów, które będąc najbliżej tekstu oryginalnego, będą wolne od &lt;span class="Apple-style-span" style="color: orange;"&gt;NIE&lt;/span&gt; i zawartej w nim "energii ściągania" i jednocześnie najbliżej treści - mam nadzieję w intencji pozytywnej - którą miał na myśli ten co to napisał...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-6822690024071947390?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/6822690024071947390/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=6822690024071947390' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/6822690024071947390'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/6822690024071947390'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/11/tic-tac-toe.html' title='Tic-Tac-Toe'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-5292616978766126771</id><published>2010-10-28T11:30:00.000+02:00</published><updated>2010-10-31T21:21:59.499+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='holidays'/><title type='text'>Chinook CH-47</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Uwielbiam latać stojąc mocno na ziemi. Gdy śnię latam równie dobrze jak jastrząb, orzeł czy koliber. Latam jak Superman, wysoko i szybko, robiąc w powietrzu koziołki, obroty, strzeliste wznoszenia i kamienne opadania. Marzę o tym by zostać pilotem. Latać śmigłowcem. Lat temu naście służyłem w wojskach lotniczych. Nam, szeregowym żołnierzom z poboru nie wolno było latać razem z zawodowymi. Nasz udział w lataniu polegał na wyciąganiu sprzętu z hangarów, myciu kół i skrzydeł, wymienianiu akumulatorów i strojeniu radia. Czasem trafiała nam się misja specjalna - odciąganie paliwa lotniczego do kanistrów - poczciwy F-126p chorążego śmigał na tym jak Porsche. Pewnej nocy dogadałem się z pilotem i razem z kolegą poszliśmy na nocny lot ćwiczebny. Warczące Mi-6 sprawiało wrażenie, że zaraz się rozleci. Wszystko drżało, stukało, wibrowało, a widok wysokościomierza wskazującego ponad 200 metrów przyprawiał o szybsze bicie serca. Siedzisz na nędznym krzesełku ze stalowych rurek i tyle, bo do śmigłowców i tak nie ma sensu brać spadochronu. Myśli zakłóca hałas rotoru. Słowa utykają w gardle. Ściskam mocno dłońmi pasy i patrzę. Miasto w nocy to widok przepiękny, a te miliony skrzących się jak gwiazdy światełek! Kolorowe łuny w odcieniach barw tęczy! Jastrząb, orzeł, koliber, Superman. Pilot okazał się człowiekiem z wielkim poczuciem humoru. Rzucił jednym szarpnięciem sterów śmigłowiec pionowo w dół na płytę lotniska. Patrzyłem jak zbliża się beton mając szeroko otwarte usta. Zawiśliśmy w powietrzu, w bezruchu na 10 metrach. Kolację zatrzymałem ostatkiem sił w przełyku...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Park rozrywki i wesołe miasteczko zawsze ma coś tak kretyńskiego jak karuzela. Siedzi człowiek na foteliku wielkości ledwie starczającej na dupsko i kręci się dookoła pionowego słupa. Słup czasem, tak jak ten w Hansa Park, służy do tego by ramiona trzymające krzesełka unosiły się i opadały w czasie ruchu obrotowego. Cztery cienkie łańcuchy to jedyna gwarancja bezpieczeństwa. Szybuję na uwięzi, słońce mam raz na plecach raz na twarzy i drę się ile mam tchu w płucach - chcę k...a zleźć już z tego! Pomyśl o tym, gdzie w ciele umiejscowiony masz lęk, zlokalizuj go i poczuj, a wtedy zniknie. W dupie mam lęk! Chcę k...a zleźć już z tego!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dostałem na urodziny wojskowy śmigłowiec - CH-47 Chinook - model sterowany radiem. Ma dwa rotory, cztery kółka, jest długi jak jamnik i cały w kolorze matowej, zgniłej zieleni. Załadowałem baterie do konsoli sterującej i naładowałem akumulator napędzający silniki. Siedzę wygodnie w fotelu i patrzę, jak Chinook unosi się pionowo z podłogi. Dźwignia do przodu i leci w stronę okna zasłoniętego firanką. Dźwignia w tył, wraca, przelatuje nad głową i wpada pomiędzy książki. Misja zakończona katastrofą. Start ze stołu. Obrót w powietrzu, obniżenie pułapu, znów obrót, kilkanaście centymetrów do góry, zawiśnięcie. Rotory wpadają w rezonans, Chinook kręci się wokół własnej osi i spada na dywan. Misja zakończona katastrofą. Szybki start z regału, spirala w dół, zatrzymanie, powoli pionowo w dół, lądowanie i wyłączenie silników. Lampka zaczyna migać na czerwono. Czas na ładowanie, CH-47 wraca do hangaru, uwielbiam latać... stojąc mocno na ziemi...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-5292616978766126771?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/5292616978766126771/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=5292616978766126771' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/5292616978766126771'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/5292616978766126771'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/10/chinook-ch-47.html' title='Chinook CH-47'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-3554202652157615715</id><published>2010-10-07T01:42:00.002+02:00</published><updated>2010-10-07T01:42:54.956+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kamienie'/><title type='text'>System</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Co wspiera? Co ogranicza? Co stwarza zagrożenie dla systemu? Wolna myśl... palmy książki, wypychajmy trzewia "junk food'em", rozwijajmy szare komórki jałową i pustą treścią płynącą z telewizorów, szukajmy rozrywki... treści, sensu życia w agresji i nienawiści, a przede wszystkim czujmy się zwolnieni z odpowiedzialności za myślenie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Budujmy wartości na fundamentach pożyczek i kredytów. Pakujmy marzenia w szczelne, foliowe reklamówki. Uczmy nasze dzieci, że cnota, honor, miłość i wiara w człowieka to tylko śmieci, wrzody i rak na lśniącym, zdrowym... i tak pięknym Złotym Cielcu. Żyjmy każdego dnia tak, by troszczyć się o MIEĆ, pilnie wymazując z pamięci słowa: BYĆ, CZŁOWIEK, JA, TY, MY...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sokratesie! Zostaw w spokoju ludzkość! Uwolnij nas od stawianych przez ciebie pytań. Zły Duchu wolnego myślenia... uwolnij nas wreszcie od ciężaru odpowiedzi; od treści, które podsycają ognie publicznych stosów. Pozwól nam żyć w dobrze znanym smrodzie i cieniu głupoty; w prawie do obwiniania o wszystko innych... i bycia Bogami dla samych siebie...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-3554202652157615715?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/3554202652157615715/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=3554202652157615715' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/3554202652157615715'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/3554202652157615715'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/10/system.html' title='System'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-6231603374648646854</id><published>2010-08-12T00:36:00.000+02:00</published><updated>2010-08-12T00:36:18.938+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pestki'/><title type='text'>Dialogi na 2 głosy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zasadnicza. Pozornie? Dialektycznie, a może faktycznie? Cóż, różnica pomiędzy noszeniem, a nie-noszeniem wkładek higienicznych w majtkach jest taka, że albo masz całe białe majtki w kolorze ecru, albo białe w kolorze białym tylko, że z dziurami...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;- Skarbie, zajrzysz do muszelki?&lt;br /&gt;- Hmm, w poszukiwaniu perły?&lt;br /&gt;- Wiesz, może raczej po to...&lt;br /&gt;- ...by usłyszeć pięknie śpiewającą syrenę!&lt;br /&gt;- A wiesz, że przez takie śpiewy...&lt;br /&gt;- ...Herakles musiał zatkać sobie uczy...&lt;br /&gt;- ...żeby się nie roztrzaskać o ostre skały&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-6231603374648646854?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/6231603374648646854/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=6231603374648646854' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/6231603374648646854'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/6231603374648646854'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/08/dialogi-na-2-gosy.html' title='Dialogi na 2 głosy'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-1597356445483046466</id><published>2010-08-07T12:21:00.002+02:00</published><updated>2010-08-07T12:21:52.821+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nasztaludze'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='olej na płótnie'/><title type='text'>Farba w skorupie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mam gówniane farby. Farby olejne. Farby w małych, metalowych tubkach. Gówniane i tyle. Owszem, tanie, tak maluję, że nie potrzebuję drogich, profesjonalnych farb. Gówniane kosztują 5 złotych za sztukę, te nie-gówniane nawet do 35 złotych za jeden kolor. Jasne, że gównianymi farbami też można namalować arcydzieło. Dzieło sztuki muzealnej czy galeryjnej. Tyle, że takie malowanie przestaje być aktem tworzenia na rzecz ciężkiej pracy fizycznej. Farba ciągnie się piękną linią po płótnie za sprawą ruchów włosia w główce pędzla. Gówno staje, opiera się, pozostawia w linii grudki tłustego oleju i pigmentu, jak krowie placki na zielonej łące, jak czarne owcze bobki na wygryzionym do szarej ziemi polu. Salvador śmiałby się do łez, Pablo może dostrzegłby w tym jakiś głębszy sens, ja mogę liczyć najwyżej na sprawność wymyślonej przez siebie samego ideologii. Panie, Panowie, intencją, zamysłem artysty było ukazanie nie tyle kształtów postrzeganego świata, treści, jego różnorodności, bogactwa poprzez formę i kolor. Mistrz chciał zwrócić naszą uwagę, skłonić nas do refleksji, że kolor oznacza również fakturę, a ta jak wszyscy dobrze wiemy, bywa niepokorna, drażniąca, szorstka, pełna zaskakujących zakłóceń i wtrętów. Gówniana farba i tyle. Ideologia zresztą też, na co, po co ona komu? Przeterminowana, gęsta, tłusta, oporna, zatwardziała wewnątrz płaszcza tubki jak kleszcz w ziemi, jak przerażony ślimak w skorupie, jak człowiek pozbawiony świadomości samego siebie...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-1597356445483046466?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/1597356445483046466/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=1597356445483046466' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/1597356445483046466'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/1597356445483046466'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/08/farba-w-skorupie.html' title='Farba w skorupie'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-6018683456137416390</id><published>2010-08-06T23:12:00.000+02:00</published><updated>2010-08-06T23:12:09.126+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Poszło bokiem</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Poszło bokiem. Waliło piorunami i koralami wody, jednak poszło bokiem. Podobno w innych dzielnicach zalało, połamało, coś tam popsuło. U mnie poszło bokiem. Teraz jest cicho i spokojnie. Kapie w rynnach. Stuka o chodnikowe płyty. Najbardziej tam gdzie pękła rura, tuż obok nad wejściem. Ominęło i jest bezpiecznie. Czarnonocnie...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-6018683456137416390?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/6018683456137416390/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=6018683456137416390' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/6018683456137416390'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/6018683456137416390'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/08/poszo-bokiem.html' title='Poszło bokiem'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-7931193144385830173</id><published>2010-08-05T23:21:00.001+02:00</published><updated>2010-08-06T23:23:38.616+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kamienie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Czosnkula dla odważnych</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zupa, najzwyklejsza zupa czosnkowa, z grzankami, z tartym serem, gęsta, esencjonalna, gorąca, ciężka, w karcie pod tajemniczą nazwą "Czosnkula dla odważnych". Dlaczego dla odważnych? Pytam młodego kelnera. Widzi pan, nie każdy lubi czosnek, a w tej zupie jest go bardzo dużo. Bardzo dobra, tyle, że dla prawdziwych mężczyzn. Przekonał mnie pan, poproszę "czosnkulę", a na danie drugie golonkę, proszę tylko dużo musztardy i chrzan...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wielka gliniana micha, brązowa, na równie ciężkim talerzyku. Łyżka w stylu prostych, z dawnych czasów, stojadeł aluminiowych. Szarawy krem, w nim potopione grzanki z chleba i starty w paski żółty ser. Całość dymi wrzątkiem gotowania. Zanurzam wiosło łyżki, robię dwa obroty w kierunku zgodnym z rychem wskazówek zegara. Nabieram, dmucham dla pewności i smakuję po raz pierwszy...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czosnek i owszem, lubię. Cienkie plastry na chlebie z masłem. Całe ząbki w duszonym mięsie. Wyciśnięty przez okrągłe dziurki sita do sosu, do mielonego mięsa, do sałatki z różnymi dodatkami. Czosnek poza smrodem jakim darzy konsumenta ma same zalety. Wybija chorobę, reguluje to i owo, wreszcie jest całkiem skutecznym afrodyzjakiem. Smród to jedno, dziarskość to całkiem coś innego...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Siedzę przy małym stoliczku w kawiarni. Obiad, ten z "czosnkulą" jest już w mojej świadomości wspomnieniem. Pani dyrektor tłumaczy główne założenia projektu. Uśmiecha się, momentami trochę kokietuje. Mieszka sama, kilka ulic dalej, w mieszkaniu przytulnym i urządzonym ze smakiem. Opowiada o tym jak ciężko samotnej kobiecie dopilnować ekipy budowlańców, malarzy, hydraulików i elektryków. Zaprasza, choć nie wprost, gestem, pauzą w środku zdania, dwuznacznością słów, na herbatę, na wieczornego drinka, na omówienie ważnych szczegółów związanych z realizacją inwestycji. Słucham z uwagą...&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-7931193144385830173?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/7931193144385830173/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=7931193144385830173' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/7931193144385830173'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/7931193144385830173'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/08/czosnkula-dla-odwaznych.html' title='Czosnkula dla odważnych'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-3349633954430694838</id><published>2010-07-12T23:50:00.000+02:00</published><updated>2010-07-12T23:50:26.896+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pestki'/><title type='text'>Lipcowa czerń upału</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzwoni telefon, odbierasz i już wiesz. Pika sygnał sms-a, czytasz i też już wiesz. Nadgorliwi jeszcze dzwonią, nie wiem po co, żeby dopytać? O co dopytać? Ktoś zwyczajnie oddaje ostatnie tchnienie i już, po zabawie. Czy ma znaczenie w jaki sposób? Finał zawsze jest podobny, na ekranie prosta linia lub kilka słów z ust lekarza, w sumie też tak samo prostych jak ta linia...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ona, to znaczy ta linia, już na serio nie drga, nie skacze jak wesz na kracie wsiowego grzebienia. Piszczy jednostajnie, wkurwiająco jednostajnie, tak beznadziejnie jednostajnie...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Piątek w już zeszłym tygodniu. Pierwsza impreza w kolorach czerni, pojękiwań bólu i wilgoci sypiących się na zimną podłogę kościoła łez. Strasznie długie nabożeństwo. Upał mimo chłodu „domu Bożego” wił się po plecach, pod ramionami, cienką, łaskoczącą wstążką potu...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie chce mi się pisać... i tyle. Nie chce mi się pisać, bo zaraz muszę ubrać się w kolory czerni i pognać ponad trzysta kilometów na drugą imprezę. Ciekawe jak będzie. Piątek dwa czy może wtorek jeden...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Życie czasem przypomina mecz piłki nożnej. Człowiek biega, biega za czymś co w gruncie rzeczy warte jest dokładnie tyle co gumowy pęcherz z powietrzem w środku, który ktoś wsadził do skórzanego worka. Stara się ten człowiek bardzo, aż tu nagle.... GOL! ...i niestety do jego własnej bramki...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wrócę, upiję się na smutno, może coś wybełkoczę w temacie. Zrobi się na blogu tak "martylologicznie"...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-3349633954430694838?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/3349633954430694838/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=3349633954430694838' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/3349633954430694838'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/3349633954430694838'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/07/lipcowa-czern-upau.html' title='Lipcowa czerń upału'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-3208969718360782964</id><published>2010-05-29T01:21:00.001+02:00</published><updated>2010-05-29T01:31:39.088+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kamienie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Trbruu-Da-Gree</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Imbirowy smak, tytoniu gorzki łyk, w uszach dźwięków szał już zagonionych ciał. Noc zimna na balkonie, gdzieś w środku miasta. Jeż biegnie przez środek ulicy do ludzkiej restauracji, blokowego śmietnika. Sen spada na oczy, mózg ścieżkami myśli dziwnych kroczy. Czuję taką w sobie chęć, moc, energię, żeby znów skoczyć przez głeboki rów przepaści. Panie, jesteś Pan tam? Kogo to obchodzi, kolejna butelka piwa w lodówce czaka na czerwone, niezaspokojone usta...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wiem, mam to gdzieś zapisane na kratkowanej kartce. Dwa, może trzy lata temu. Pióro było suche, atrament płynął tak, jak życie w niej, jak życie we mnie. Sąsiadka, ta z czwartego piętra odeszła. Duch jej krążył po całym bloku, pewnie szukał nowego ciała. Wszyscy rano gapili się na karawan. Wszyscy byli na swoich miejscach, znaczy ciało i dusza wyjechały w komplecie. Bonus tym razem przypadł w udziale komuś innemu. Kilka chwil później siedziałem na balkonowej barierce. Chciałem skoczyć, polecieć w dół, a może unieść się ku słońcu. Ikar też chciał, zapomniał biedaczysko, że słońce nader często ostro parzy...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gość w bloku, tym po drugiej stronie ulicy też chyba spać nie może. Przykleja kolorowe karteczki do okiennej szyby. Czasem, jak patrzę w jego stronę, liczę te karteczki. Przybywa ich każdego dnia. Myślę sobie, za pół roku będzie miał świat pokarteczkowany. Nie o tym miała być mowa, przecież siedzę, piszę, czasem nawet coś namaluję. Mam doświadczeń tyle w głowie, że kilka książek można by napisać. Pamiętam, ten gość co trzymał pistolet na moim czole. Naćpany kretyn, chętnie bym mu mordę obił, no ale on, nie ja, miał ten zimny pistolet...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cieszę się ze wszytkiego, tak mi się jakoś ostatnio porobiło w głowie. Gołąb walnął mi łajnem w locie wprost na ramię. Kierowca autobusu odjechał, choć biegłem i machałem do niego jak jakiś wiatrak nadmuchany wichurą. Koleżanka powiedziała sycząc, żebym się wypchał, bo z takimi jak ja to ona do łóżka nie chodzi. Mniszka jedna, daje każdemu na prawo i lewo. Galerianka na emeryturze. Szef naczytał się ostatnio książek podróżniczych, w każdy piątek kolekcjonuje trofea z pracowniczych główek. Przed weekendem ukryłem się w puszczy amazońskiej, czyli na zwolnieniu lekarskim...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pieprzy mi się w tej głowie. Gonię za własnym ogonem kręcąc się dookoła siebie samego. Dycham oskrzelami jak ryba wywalona przez morską falę na złocistą, piaskową plażę. Skrzydła mam oblepione smołą za grzechy głównie te nie do końca popełnione. Kurwa mać, przecież jest już jutro, za chwilę muszę wstać! Ubrać maskę i iść...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dobry dzień, noc, południe, środek dnia. Nie czytaj tego, przecież jestem nawalony...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-3208969718360782964?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/3208969718360782964/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=3208969718360782964' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/3208969718360782964'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/3208969718360782964'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/05/trbruu-da-gree.html' title='Trbruu-Da-Gree'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-6302541618581428517</id><published>2010-05-27T21:35:00.000+02:00</published><updated>2010-05-27T21:35:32.483+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kamienie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Księgarz</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Księgarnie sieciowe są jak galerie handlowe, jak supermarkety. Książki poukładane równo na półkach, podzielone na działy tematyczne. Nowości blisko stanowisk kasowych, pracownicy w jednolitych mundurkach. Czy może jest Pan zainteresowany naszą ofertą promocyjną? Imię na tabliczce przyczepionej do piersi jak order za wybitne zasługi. Pewnie dlatego większość książek kupuję w internecie...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Snuję się wśród sterty mizernie poukładanych książek. Trzy już wybrałem, przecenione na pięć, dziewięć i dwanaście złotych. Przeglądam grube tomisko o historii koloru. Reprodukcje obrazów wielkich malarzy, palety barw, wszystko w odcieniach szarości. Trzeba mieć wybitną wyobraźnię, żeby w książce o kolorach umieścić czarno-białe ilustracje. Wozy bojowe z ostatniej wojny, historia U-Botów, coś o kryzysie, smaczne i tanie gotowanie, wspomnienia. Biblia, Pismo Święte radośnie obok zaklęć afrykańskich szamanów, mandali życia i przewodnika po zakazanej wiedzy magicznej. Duszno, klimatyzacji nigdy tutaj nie było i zapewne nigdy nie będzie. Zarządzanie sobą, motywacja, mistrzostwo osobiste. Starczy, dziewięć książek jednego dnia, czas iść do kasy...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wie Pan co, dam Panu torby na te książki. Dzisiaj przywieźli. Zawsze to łatwiej nieść do domu. Dziękuję, ma Pan rację. Gość ma przyczepioną do szarego, wyciągniętego swetra plakietkę z napisem "księgarz". Włosy w nieładzie. Krzaczaste wąsy mocno zrudziałe od dymu z tanich papierosów. Broda stercząca jak miedziane druty z elektrycznego silnika, który eksplodował bo ktoś go podłączył zamiast do kilkunastu wolt to do siły. Gość patrzy na mnie, uśmiecha się, w oczach tańczą mu szelmowskie ogniki. Dawno Pana u nas nie było! Nie może Pan tego pamiętać - odpowiadam...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Księgarz? Wie Pan, to z przyzwyczajenia. Lata mijają, a ja nie mogę jakoś przestawić się na "sprzedawcę". Szefostwo patrzy na mnie jak na dziwadło, nie protestują bo za takie pieniądze i tak nikt na moje miejsce nie przyjdzie. Pan to chyba kocha książki? Lubię je czytać. Czasami coś z nich, słowo, zdanie, zostanie we mnie, czasami przeleci, innym zaś razem pozostanie w braku zrozumienia. Pogodziłem się z własną ograniczonością. Czasu mi i tak nie starczy, żeby przeczytać wszystkie te, które przeczytać bym chciał...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Opowiem Panu moją ostatnią przygodę, mogę? Proszę, niech Pan mówi, mam trochę czasu. Wie Pan, ostatnio przychodzi tutaj taka młoda kobieta, wygląda mi na dziennikarkę. Przegląda książki, czasem o coś zapyta. No i właśnie, wczoraj zaczepia mnie, stałem przy regale z poezją, a ona czy mam książkę Teda Majera. Patrzę na nią, trochę wybity z rytmu własnych myśli, dopytuję co to za gość. Ona na to, że poeta. Drapię się w głowę, szukam w swoich starych szarych komórkach i nic. Mówię do niej, że to pewnie jakiś młody pisarz. Ona na to, że z tego co wie to raczej nie, raczej taki już starszy, to znaczy nieżywy. Mam totalną pustkę, nicość przed sobą. Zapraszam ją do kasy, bo tam jest komputer. Stukam tego Teda w klawiaturę, czekam, komputer stary to i myśli długo. Jest, no w zasadzie nie ma, bo nic nie wyskoczyło. Jest Pani pewna, że ten poeta tak się pisze? Ona, że na pewno, trochę jakby na mnie zirytowana. Bierze kartkę i pisze - TED MAJER...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Co Pan na to? Patrzę na kartkę. TED MAJER. Myślę, że tej kobiecie chodziło o Kazimierza Przerwę-Tetmajera. Wiedziałem! Wiedziałem, że Pan to zgadnie! Ha, co za historia! &amp;nbsp;Wracam do pracy! Miłego dnia, proszę do mnie znów zajrzeć za czas jakiś. Kocham takich jak Pan, dzięki wam mogę dalej być KSIĘGARZEM...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-6302541618581428517?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/6302541618581428517/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=6302541618581428517' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/6302541618581428517'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/6302541618581428517'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/05/ksiegarz.html' title='Księgarz'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-8317898789291973555</id><published>2010-05-03T01:06:00.000+02:00</published><updated>2010-05-03T01:06:39.957+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kamienie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wspomnienia'/><title type='text'>3 min</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Trzy minuty, pamiętam je bardzo dobrze, cisza i czerń nocy. Woskowa świeca z kopcącym sadzą knotem, na metalowej zakrętce od słoika. Postawiona na parapecie, tuż przy samej ścianie, z dala od okna. Zimno i kurze dreszcze. Przeszywał mnie chłód podobny do tego, który przytrafia się nam wszystkim stojącym na przystanku autobusowym w porze jesiennej słoty. Czuję to przenikanie mimo upływu lat, mimo wyparcia wspomnień ze świadomości. Budzi we mnie lęk, obawę przed nieznanym, niezbadanym światem. Tajemnica jest jak słodycz spełnienia, wciąż i wciąż tak bardzo ciągnie. Zachęca i mami, władzą, siłą, mocą niedostępną dla zwykłego, szarego robotnika, urzędnika, drepczącego jak koń w kieracie obywatela. Myślisz, że spadam? Wiesz, ważniejsze jest chyba to, że wychodzisz z samego siebie...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pokój był dziwaczny. Niecałe 2.40 do sufitu, szeroki dokładnie na 2 metry, tyle też miało proste, drewniane łóżko z czterema poduszkami. Za dnia można je było złożyć, zmieniało się w kanapo-fotel do siedzenia. Dzisiaj już nikt nie ma takiej wyobraźni. Łóżko jest łóżkiem, a fotel fotelem. Równo wzdłuż ciała, swobodnie, bez napinania mięśni. Świeca potrzebna była tylko jako punkt odniesienia do powrotu. Mało prawdopodobne, by ktoś w tym samym czasie i w tym samym bloku robił to samo. Zdarza się jednak, choć bardzo rzadko, że przez brak świecy ludzie zostają. Ciebie nie ma, ktoś kręci się po okolicy, szuka, cierpi, ma apetyt by być pierwszym. Komórki do wynajęcia, taka gra z czasów szkoły podstawowej. Wiesz, ciało gdy jest wolne może przyjąć każdą duszę. Ciało to jakby nie patrzeć tylko opakowanie na czas żywota doczesnego...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kula w kolorach tęczy, wirująca, z rozpalonym wnętrzem szybko rozrywa połączenia. Lata z góry na dół, z dołu do góry. Walcuje cię, trzeba koncentracji by nie poleciała gdzieś obok. Wtedy wypali ślad na ścianie, przyczerni książki, gruchnie z łoskotem gdy trafi na szybę. Poszło szybko. Zawsze dobrze działa mantrycznie powtarzane pytnie: jeśli ja to ja to kim jest on? Jeśli ja to on, to czy on jest mną?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Prawa dłoń, potem cała ręka. Lewa dłoń i cała ręka. Strasznie boli głowa i zaraz za nią idąca cała klatka piersiowa. Miednica, uda i nogi to już tylko przecinanie sznurka, na którym latał latawiec czy balonik uwięziony w polnych chmurach. Widzisz? Widzę, to coś przypomina teraz egipską mumię. Irytujący widok, nie wiesz co masz robić, iść dalej czy wracać? Odwaga i strach? Cóż to za pytania? Płaszczakowi, żyjącemu w przestrzeni dwu wymiarowej nie dajesz przecież w prezencie puzzli 3D!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jestem jak dym z papierosa, chmurzaście unoszę się w nieokreślonej bliżej formie tuż pod sufitem. Beton nie jest przeszkodą, drewno też nie, szkło wymaga trochę więcej wprawy. Euforia to śmierć, trzeba trzymać ją mocno w ryzach. Poddanie się jej kaprysom zawsze prowadzi do świata zatrzymanych między światami. Czas wracać, jak na pierwszy raz to i tak za dużo. Świeca pali się tańczącym ostrym ognikiem, mumia wciąż jest pusta. Wchodzenie przypomina trochę układanie się w trumnie...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Trzy minuty, a wydawać by się mogło, że to wieczność cała...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-8317898789291973555?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/8317898789291973555/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=8317898789291973555' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/8317898789291973555'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/8317898789291973555'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/05/3-min.html' title='3 min'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-4948715576923678221</id><published>2010-04-29T14:10:00.000+02:00</published><updated>2010-04-29T14:10:38.928+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kamienie'/><title type='text'>Podryw</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Opowiadaj, opowiadaj! Co mam opowiadać? No o tym podrywie! Jakim znowu podrywie? No tym, co to jedna uczestniczka na szkoleniu! Nie drocz się, szybko, pisz mi tutaj, bom straszliwie ciekawa co tam się działo!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nic się nie działo, bo i dziać się nie miało prawa. Nauczyciel tak jak i uczeń, o czym czasem ludziska zapominają jest istotą bezpłciową. Nie ma smakuśnego dupska ani baloniastych cycków, długich nóg prowadzących do raju, pięknych dłoni, wydętych karminowych ust czy powłóczystych spojrzeń, szerokiej jak lotnisko klaty, kuszącej karnacją urody, jednym słowem niczego co może wpływać na inny charakter relacji niż samorozwojowo-edukacyjno-naukowy. Owszem, odstępstwa od zasady czasem się zdarzają, nic jednak z tego dobrego nie wynika - ani na tu i teraz, ani w przyszłości. Wielu trenerów i szkoleniowców, płci obojga, w ten właśnie prosty, wyrażany krocznym stylem rozumowania sposób, karierę swoją zakończyło, a i nawet złamało...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czy mogę o coś pana zapytać? Proszę bardzo. Widzi pan, bardzo mnie interesuje ten temat, czy mogę liczyć na jego rozwinięcie? Oczywiście, zapraszam na warsztaty poświęcone tylko tej tematyce. Hmm, no tak, tylko hmm, a możliwe jest by warsztat był indywidualnie tylko dla mnie?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wracając do tematu, proszę, tu jest moja wizytówka... mogę poprosić o pańską? Widzi pan, rozwinięcie tych zagadnień pewnie wymaga kilku dni szkoleniowych. Znam idealne miejsce na taki warsztat. Cisza, spokój, blisko las i jezioro. Doskonałe warunki na nowe doświadczenia i trening umiejętności. Już wracam na miejsce, wiem, czas zaczynać dzisiejsze zajęcia...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Podziwiam pana, tyle w panu mądrości, praktycznej wiedzy, wybitnych zdolności zarządczych i menedżerskich. Proszę nie być skromnym, pochwalić się tym co pan w życiu robił. Zachęcam, zachęcam, może pańska historia będzie inspiracją również dla mnie?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Patrzę na pana, jak pan pracuje i dziękuję opatrzności, że mnie dzisiaj na to spotkanie przywiodła. Energia, siła, radość jakie od pana biją... proszę wybaczyć, aż mam dreszcze na całym ciele. Wszyscy w grupie czują się podobnie. Jak pan to robi?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wszystkie miejsca zajęte, czy mogę dosiąść się do pańskiego stolika? Zapraszam. Dziękuję bardzo. Och, jaka jestem roztargniona, to przez pana, zapomniałam o deserze. Poproszę obsługę. Nie, nie, proszę spokojnie jeść, pójdę sama. Przynieść coś panu? Ma pan na coś szczególną ochotę?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pomazałem dłonie flamastrem. Kawałek taśmy klejącej przyczepił mi się do spodni. Przygotowane dla grupy kwestionariusze spadły ze stołu i rozsypały się jak karty do gry w nieudanej sztuczce magika. Woda z przewróconej szklanki zalała mi zegarek, a łyżeczka do cukru poszybowała jak w durnej kreskówce wprost na mężczyznę siedzącego najbliżej ekranu...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzień jak co dzień... choć ciągnie się niemiłosiernie to wiem, że i tak w końcu się skończy. Podziękuję wszystkim ładnie, wręczę ważne certyfikaty i spakuję swoje zabawki. Ukłony, uszanowania, podziękowania, uściski dłoni, uśmiechy... a co z NIĄ zrobić?&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-4948715576923678221?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/4948715576923678221/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=4948715576923678221' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/4948715576923678221'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/4948715576923678221'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/04/podryw.html' title='Podryw'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-8295419692723968575</id><published>2010-04-27T23:16:00.000+02:00</published><updated>2010-04-27T23:16:00.582+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kamienie'/><title type='text'>Chlebuś</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pokroiłem sobie, a może pokrajałem, nie wiem, trudno mi to nazwać bo lecjutko najebawszy jestem, bułkę z oliwkami. Ciabate czy jak jej tam, taka deszczułka puchata żytnio-pszenna, taka rozplaszczona poznańska weka, szary prostopadłościan jamnikowaty w długości. Ciach i ciach, uwaga, nie po długości tylko w poprzek, tak żeby kromeczki tyciuśkie były pod masełko. Dwa porządne grzdyle wprost z gwinta, jak szef poważnej instytucji kulturalnej mawiał - wprost z partytury. Dziwni są ci muzycy, zwłaszcza mocno przedwczorajsi historycznie. Jeden łyk znów. Dwutlenek węgla wybił przez dziurki w nosie. Masełko, z napisem na niebieskim tle "klasyczne". Obok niego leży zazwyczaj jeszcze drugie, z napisem na czerwonym tle "lekko solone". Zdarzyło się kilka razy, że różnicę pojąłem dopiero jedząc dżem na chlebie. Trzy łyki, strasznie spragniony jestem, wciąż wędruję po bezkresie złotej pustyni. Ser żółty łagodny, z dziurkami na tyle małymi, że trudno jest je dostrzec. Plasterek na kromeczkę, czegoś mi brakuje. Asceza przy stole jest tak samo szkodliwa jak seks przy zgaszonym świetle. Łyk, łyk i nową butelkę czas zacząć. Zapraszam do tańca, przy akompaniamencie skrzypiących drzwi starej lodówki. Kilka żółtych wysp na drewnianej desce. Przypominają japońskie surowości z ryżem, w liściu zgniłej zieleni, na nijako, na bardzo ostro. Kabanosa wyschłego jak laska wanilii w przelocie zgryzłem, tropię nie wiadomo co na drucianych półkach i w plastikowych kieszeniach. Mały słoiczek z niebieskim dekielkiem. Kapary, takie pryszcze zamarynowane z kwiatów. Dokładnie po trzy na każdej łagodnej, dziurawionej kołderce. Koniec, dno już widać w ostrym przechyle głowy na plecy. Silny wiatr w domu wieje, muszę się mocno trzymać kuchennego blatu bym nie wypadł za burtę, bym wciąż patrzył z ludzkiej perspektywy na brązowe kafle terakoty. Rybi odór snuje się ze śmietnika, skrzynka butelek tłoczy dookoła...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Patrzę na moje dzieło. Plater ciabatowego pieczywa. Maślany poślizg na całej powierzchni. Plaster sera, a na nim trzy zmacerowane kapary. Ogarnia mnie duma. Chmiel, pszenica i żyto zasłaniają białą firanką przestrzeń przytomnego myślenia. Niepowtarzalność, wspaniałość i pycha zastygają w bezruchu...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-8295419692723968575?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/8295419692723968575/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=8295419692723968575' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/8295419692723968575'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/8295419692723968575'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/04/chlebus.html' title='Chlebuś'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-1576801244633477735</id><published>2010-04-18T19:30:00.000+02:00</published><updated>2010-04-18T19:30:04.105+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pestki'/><title type='text'>Piwo na balkonie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Prohibicja urzędowo była tylko do wczorajszego dnia, do 18-tej. Dzisiaj już luz, można pić ile kto chce, co chce, ile ma. Zakupiłem kilka butelek piwa. Za namową właściciela osiedlowego sklepiku lokalnego browca i to na dodatek niepasteryzowanego. Odkapslowałem, spożyłem siedząc na balkonie w pełnym słońcu. Śniadanie było skromne, butelka jedna za drugą, efekty metafizycznie i filozoficznie. Szybko zorientowałem się, że chmiel działa skutecznie na mój centralny układ nerwowy. Język, czerwony i czasem aż nazbyt swawolny, zaczął mi się plątać w gębie przy każdej próbie wypowiedzenia jakiegokolwiek słowa. Nożyny, narzędzia motoryki, pogięły się tak, że tylko już siedzieć mogłem na swoim kształtnym, seksownym dupsku. Wszelkie próby dotarcia w inną przestrzeń mieszkania prowadziły do analizy struktury drewnianych deseczek parkietu...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Obiadową porą, tuż przed moim piwem, syreny zawyły boleśnie w pewnej dość istotnej dla narodu sprawie. Grupka młodych ludzi siedzących na murku w najlepsze gaworzyła klnąc przy tym tak szpetnie, że aż trudno było pozostać obojętnym. Podszedłem i zapytałem czy wiedzą, po co te syreny strażackie tak wrzeszczą. Odpowiedzieli zgodnie, że nie mają pojęcia. Wyjaśniłem najspokojniej jak umiałem, rzeczowo i konkretnie. Wściekłość rodząca się z bezsilności tętniła mi w skroniach jak woda z artezyjskiego źródła...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jutro poniedziałek, pierwszy dzień tygodnia. Znalazłem mielone mięso w lodówce. Wrzuciłem je do plastikowej miski, dodałem czerstwą bułkę, jajka, pieprzu i soli. Utarłem jabłko, podobno jego smak doda niepowtarzalnej nuty. Uformowałem niewielkie kotlety i usmażyłem na patelni. Brązowa skórka, owalny kształt. Układane jeden obok drugiego w żaroodpornym naczyniu obudziły w moich myślach niestosowne skojarzenia...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Spojrzałem w szklane okno telewizora. Życie przeplata się ze śmiercią, teraźniejszość z przeszłością, kolory wyblakły tworząc tęczę w odcieniach szarości. Bekając drożdżami, pszenicą i dwutlenkiem węgla po raz kolejny zadałem sobie pytanie: gdzie prowadzi ta droga?&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-1576801244633477735?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/1576801244633477735/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=1576801244633477735' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/1576801244633477735'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/1576801244633477735'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/04/piwo-na-balkonie.html' title='Piwo na balkonie'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-6721673808678690908</id><published>2010-04-16T00:01:00.000+02:00</published><updated>2010-04-16T00:01:15.839+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pestki'/><title type='text'>Ciekną łzy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ciekną kropla za kroplą łzy po moich policzkach. Chce mi się spać, jestem rozdrażniony, za dużo siedziałem ostatniej nocy przed komputerem. Spałem przy otwartym oknie i mam za swoje. Korzonki, tak to się ponoć nazywa, rwą mnie niemiłosiernie. Zatarta powieka czerwienieje paskudnym jęczmieniem. Walczę z draniem stosując babciną medycynę, czyli nacieranie gorącym złotem pierścionka. Telewizor wyłączyłem, radia też nie słucham. Programowo, bo to co do mnie dociera jest dla mnie tak irracjonalne, durne, wstrętne, szowinistyczne, małostkowe, że tylko "kurwy" cisną mi się na usta w słowach komentarza...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Grzebiąc w domowej biblioteczce natknąłem się na książkę, o której nie wiem już sam, kiedy zapomniałem. Mimo papierowej okładki, w dłoni okazała się ciężka, solidna, z uczciwego papieru. Takiego z lekką śliskością, pachnącego drewnianymi regałami, kurzem i wilgocią. Otworzyłem na chybił trafił, zgodnie ze swoim ulubionym zwyczajem i przeczytałem co następuje:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"...przypatrując się atoli bliżej stosunkom i ludziom, przyznać nam wypadnie, iż różność konserwatorów nietyle wynika z odmienności pojęcia o tem, co konserwowane być powinno, jak raczej z tego, iż jedni rzeczywiście mają wzgląd na to, co chcą konserwować, jak na coś świętego, najważniejszego; drudzy zaś, zbyt leniwi, by o treści swego konserwatorstwa myśleć mieli, bez wszelkiej na to uwagi, bez wszelkiego oceniania stosunków żywotnych społeczeństwa, bez rozróżnianego celu, chcą konserwować wszystko, co jest i co było dla prostej tylko zasadniczej konsekwencyi.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Takie bezwzględne a formalne zagrząźnięcie jest atoli czczością tylko bez wszelkiej wartości, marną zasadą i słowem bez treści, pozorem bez prawdy, uporem bez myśli, jest bałwochwalstwem bezrozumnego przedmiotu i wychodzi ostatecznie na bezwzględność radykalizmu, na fanatyzm&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;(...) Bez władzy niema rządu, bez rządu niema ładu, bez ładu pojedynczości spolić się nie mogą, bez ładu niema społeczności, bez społeczności zaś nie może istnieć człowiek..."&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-6721673808678690908?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/6721673808678690908/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=6721673808678690908' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/6721673808678690908'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/6721673808678690908'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/04/ciekna-zy.html' title='Ciekną łzy'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-7362077223237253933</id><published>2010-04-10T08:45:00.001+02:00</published><updated>2010-04-10T13:50:50.636+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pestki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='st john'/><title type='text'>Właśnie TA sobota</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Najlepszą zemstą jest wybaczenie. Czasami tym, co najbardziej rani twoich wrogów jest świadomość, że nie jesteś taki jak oni.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Lauren St John (Biała żyrafa)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-7362077223237253933?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/7362077223237253933/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=7362077223237253933' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/7362077223237253933'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/7362077223237253933'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/04/wasnie-ta-sobota.html' title='Właśnie TA sobota'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-3617909223915508912</id><published>2010-04-08T01:27:00.000+02:00</published><updated>2010-04-08T01:27:40.215+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pestki'/><title type='text'>Ale się dzieje!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Inspiracją do "Będę przez tydzień mówił prawdę" był film, którego tytułu niestety nie zapisałem. Rzecz działa się w świecie, w którym wszyscy ludzie mówili tylko o tym co istnieje i zawsze w sposób zgodny z prawdą...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wczoraj wieczorem zajrzałem do znajomych. Wypiliśmy kawę, zjedliśmy resztki ciast pozostałych po świętach. Czytałeś? - zapytała Ania. Nie, a co to? - odpowiedziałem. Skończyłam w niedzielę, jak chcesz to pożyczę. Super, biorę... spojrzałem na okładkę, autor A.J.Jacobs, tytuł złożony z czerwonych liter: "Rok biblijnego życia"...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"&lt;em&gt;Zapisem tego niezwykłego doświadczenia jest Rok biblijnego życia, książka dowcipna i prowokująca, pełna anegdot i ciekawostek, niepozbawiona jednak inteligentnej refleksji na temat moralności oraz roli religii i wiary w życiu współczesnego człowieka&lt;/em&gt;"&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Bohater przez cały rok zamierza stosować wszelkie zalecenia zawarte w Biblii... tia, ja to mam ostatnio szczęście do zaskakujących inspiracji...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-3617909223915508912?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/3617909223915508912/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=3617909223915508912' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/3617909223915508912'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/3617909223915508912'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/04/ale-sie-dzieje.html' title='Ale się dzieje!'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-4013561696801235501</id><published>2010-04-05T23:01:00.002+02:00</published><updated>2010-04-05T23:01:44.888+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pestki'/><title type='text'>Jaja w skorupce</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Święta jajeczne to już przeszłość. Teraz spokojnie mogę wypatrywać tych grudniowych, a potem końca roku. Rok w rok to samo. Stół uginający się pod ciężarem smakołyków. Lodówka zapchana żarciem, które ostatecznie wyląduje w zsypie, wielki nadęty brzuch i gigantycznych rozmiarów niekonsekwencja. Przecież w ostatnie święta było silne postanowienie, że następne będą inne...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Inne to znaczy jakie? Jak bardzo dostępne, możliwe w mieszkaniu tak małym, że potykam się o własne myśli? Płótno na sztaludze ma już więcej na sobie kurzu dni powszednich niż farby tworzącej obraz jakiejś tam przetworzonej przeze mnie rzeczywistości. Rytuały sprzątania, gotowania, prania i prasowania. Szczotkowanie zębów, mycie tyłka, golenie zarostu na twarzy. Ściąłem dzisiaj wąsy. Miałem je od zawsze, od pierwszego dnia gdy pojawił mi się meszek pod nosem. Przez całe swoje życie. Maszynka szybko uporała się z tym, co dla niektórych było nierozerwalną cząstką mnie. Włochatym świadectwem mojej tożsamości, bytu, charakteru...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Deszcz pada za oknem. Pocztowa skrzynka trzeszczy w szwach. Korespondencja czeka i pewnie czekać będzie jeszcze przez kilka dni. Jutro nie mam zamiaru robić niczego. Mój stosunek do dbania o jutro jest na poziomie skrajnej nieodpowiedzialności. Notatki z "będę przez tydzień mówił prawdę" leżą i wkurzają. Zamiast przepisać je, a potem wrzucić na strony gapię się na nie jak ślimak siedzący na środku zielonej łąki i pytający sam siebie: W którą teraz udać mam się stronę?&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-4013561696801235501?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/4013561696801235501/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=4013561696801235501' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/4013561696801235501'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/4013561696801235501'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/04/jaja-w-skorupce.html' title='Jaja w skorupce'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-3664655599293385804</id><published>2010-03-29T01:30:00.000+02:00</published><updated>2010-04-02T01:31:47.777+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kamienie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pestki'/><title type='text'>Dzień V</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wstaję o 5:30 rano. Zbieram towarzystwo, robię śniadanie i pędem do szkoły. Prawda, prawda, tyle, że na koncie ostatnie pieniądze. Co powiedzieć? Co zrobić? Jestem zdecydowanym przeciwnikiem obciążania dzieci problemami, kłopotami dorosłych. Czy prawda w tej konkretnej sytuacji może oznaczać zachwianie systemu poczucia bezpieczeństwa? Czy może stanowić przykład braku odpowiedzialności dorosłego lub co gorsza jego życiowej nieudolności? Zatrzymuję się przed bankomatem. Karta w gardziel urządzenia, pin na klawiaturze, saldo...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Słuchajcie, macie tutaj część kasy. Potrzebuję na wtorek, na benzynę bo jadę do innego miasta na szkolenie. Zresztą inne dzieciaki też pewnie nie przyniosą bo to koniec miesiąca. Kto to widział, żeby zbiórki pieniędzy organizować przed samymi świętami! Wasza wychowawczyni powinna wiedzieć, że jej też płacą ostatniego dnia miesiąca...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czuję się źle; ambiwalentnie, to takie słowo, którego totalnie nie rozumiem ale jest chyba adekwatne do sytuacji. Mój mózg racjonalizuje to co i jak powiedziałem. Wybiela, szuka logicznych i opartych na głębszych wartościach argumentów za "prawdą częściową". Korek na trasie. Jeszcze kwadrans w samochodzie, w milczeniu, nazwijmy, że spowodowanym sennością poranka. Pocę się straszliwie, wiercę i kręcę na fotelu, koło kierownicy jest lepkie od potu. Czerwone światło, skręt w boczną uliczkę, kawałek parkingu wyłożony kostką brukową. Buziak, całus w policzek, miłego dnia przez ramię, za chwilę zadzwoni szkolny dzwonek...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Prawda, rzesz mać, zachciało się to i teraz boli. Słona wilgoć w oku. Życie potrafi pisać zaskakujące scenariusze, a to dopiero początek dnia. Po lunchu czeka mnie jazda bez trzymanki, konferencja z udziałem zaproszonych gości. Mam nadzieję, że moja prezentacja dotarła w całości...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-3664655599293385804?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/3664655599293385804/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=3664655599293385804' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/3664655599293385804'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/3664655599293385804'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/03/dzien-v.html' title='Dzień V'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-5591945740562487943</id><published>2010-03-28T01:28:00.001+01:00</published><updated>2010-04-02T01:30:01.762+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kamienie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pestki'/><title type='text'>Dzień IV</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niedziela. Wychodzi na to, że prawda to mieszanka serca i duszy ignorująca racjonalne myślenie umysłu. Wymyka się opisom ze sztywnych ram definicji. Żyje w człowieku, a nie staje się sposobem na życie...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gapię się przez okno, czajnik bulgoce wrzątkiem, a dzieci śpią. Naród idzie dostojnie, trzymając w dłoniach palmy, do ceglasto-betonowego kościoła. Palmy są przeróżne, takie nasze, swojskie; takie nowobogackie; skromne zeszłoroczne; udziwnione i bardzo nowoczesne. Uschły krzak z zawieszonymi na nim jajkami-bombkami. Kolorowe wstążki jak taśmy tęczy migocące żywymi barwami. Brązowy kij opleciony czymś włochatym, na nim zielony pióropusz przypominający liście palmy kokosowej, tu i ówdzie wydmuszki-kraszanki...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A gdzie w tym tłumie niedzielnej ciszy drewniany totem z orlim dziobem i wieloramienny świecznik? Gdzie dywanik, latający na dźwięk śpiewu niosącego się z wysokiej wieży? Gdzie złote czapy i koronki, spowite bukwowymi zawodzeniami?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzieci pytają co będzie dobrego na śniadanie. Prawda. Dzieci pytają co będziemy robić przez cały dzień. Prawda. Dzieci chcą kasę na poniedziałek, na zieloną szkołę, na wyjście klasowe do kina, na komitet rodzicielski. Trudność... daleka od prawdy!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-5591945740562487943?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/5591945740562487943/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=5591945740562487943' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/5591945740562487943'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/5591945740562487943'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/03/dzien-iv.html' title='Dzień IV'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-5181352835716144473</id><published>2010-03-27T22:55:00.001+01:00</published><updated>2010-03-31T22:57:13.091+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kamienie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pestki'/><title type='text'>Dzień III</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niekiedy obłąkani tworzą rzeczy bardzo pożyteczne (Cesare Lombroso). Sobota dzień wolny od biznesu, sobota dzień rodzinny, z dziećmi. Dzieci, to jest dopiero wyzwanie dla prawdy prawd. Zawsze wyczują fałsz albo ściemę. Zawsze wpadną na pytania, dla których trudno szukać jednoznacznych odpowiedzi. Zawsze przyprą do muru, a potem nauczą jak można wybaczać w imię relacji, za cenę utraty cząstki z samego siebie...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeżeli prawda zostanie podważona, nie sprawdzi się lub zostanie negatywnie zweryfikowana to stanie się kłamstwem, fałszem, nieprawdą czy niedorzecznością? Czy wszystko co jest w opozycji do "prawdy" jest stałe? Czy zawsze pozostaje niezmienne? Czy może podlegać takiej samej metamorfozie, biegunowej przemianie?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Prawda wymaga odwagi, zgody na ponoszenie konsekwencji za słowa i czyny. Konsekwencji czasem niekorzystnych dla jednostki. Kłamstwo mieni się jak kameleon, dopasowuje do faktów, z których powstaje. Gwarantuje trwanie jednostki w czasie, bez względu na zmiany w otaczającej rzeczywistości. Rozumując z perspektywy "gadziego mózgu" - gatunek uzyskuje więcej korzyści z podstępu i oszukiwania niż z otwartej, uczciwej rywalizacji.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Idę spać. Pszenica znów nastawiona w rondelku. Okazuje się, że do wielu rzeczy można przywyknąć i to w bardzo krótkim czasie...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-5181352835716144473?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/5181352835716144473/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=5181352835716144473' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/5181352835716144473'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/5181352835716144473'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/03/dzien-iii.html' title='Dzień III'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-7788793991733153120</id><published>2010-03-25T23:49:00.000+01:00</published><updated>2010-03-27T00:53:22.591+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kamienie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pestki'/><title type='text'>Dzień II</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Chce mi się spać. Jestem nieprzytomny. Pszenica umówiła mi trzy poranne spotkania w samotności na porcelanowym tronie. Wypiłem herbatę, zieloną, jakbym miał za mało atrakcji. Spać! Chcę do łóżka! Dzieciakowi będą wyrywać ząb. Skubany mleczak tak się zasadził, takie poszły mu korzenie, że ani drgnie. Prawdy, kłamstwa, pszenica, ludzie, relacje, czas na Dzień II...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"Co to jest prawda?" - pytanie postawione przez Piłata. Wystarczy wyciągnąć notes w metrze, a wszyscy się gapią. Przynajmniej tak mi się wydaje.&amp;nbsp;Piłat wyraża to, co wielu ludzi nosi w swych sercach - tęsknotę za prawdą i sceptycyzm towarzyszący jej poszukiwaniu. "Kto może wiedzieć, co jest prawdą?"&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czasem jedno słowo wystarczy by ruszyła lawina kamieni. Dżungla jest jak kobieta. Możesz ją kochać lub nienawidzić. Ile jest warta głowa doktoranta? Kubica na antypodach. Nie daj się złowić. Super oferta na lipiec i sierpień. Poranne tytuły...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dziecko ustawiło sobie tapetę w telefonie z Elvisa. Kto wie, może za kilka lat ulubionym aktorem będzie Zbyszek Cybulski? Zostań tato ze mną! Dobrze, będę za drzwiami - spokojnym, ciepłym głosem. Nie, tutaj przy fotelu! Wiesz co? Pozwólmy panu doktorowi pracować tak jak pracuje gospodarz w swoim gospodarstwie, szanując i akceptując ustalone zasady. Duchem i sercem jestem w twoich dłoniach, ciałem na krześle w poczekalni. Zmęczony, pełen obaw i stęskniony poznania prawdy człowiek, stoi naprzeciw Tego, który jest Prawdą. Jednak ze względu na postawę jego serca Prawda jest poza jego zasięgiem. Poranna herbata była czarna z cytryną. Chciałem zieloną, pomyliłem pudełka stojące w kuchennej szafce. Teraz to do mnie dotarło. Dzisiaj dwa spotkania. Zobaczymy jak pójdzie. Pszenica pracuje w jelitach. Balonik pierdzioszek. Całkiem jak ten gość wczoraj. Obrażony, że musi opuścić salkę konferencyjną. Nie wyrobił się w czasie, a ja miałem rezerwację na 12-tą. Wychodząc tak zatruł powietrze, że i tak nie mogłem wejść przez blisko kwadrans...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"Powiedzieć, że istnieje, o czymś, czego nie ma, jest fałszem. Powiedzieć o tym, co jest, że jest, a o tym, czego nie ma, że go nie ma, jest prawdą" (Arystoteles). Pan dyrektor korporacji - konkretnie, rzeczowo i w dobrym czasie. Pani prezes zadbała o tłumaczenie i o tłumacza na poniedziałek. Klientka z polecenia, w uśmiechach i podziękowaniach za inspirujące spotkanie. Wszystko tak samo jak do tej pory, te same słowa, argumenty, korzyści i perspektywy na przyszłość. W czym zatem tkwi różnica? Jedyne co mi przychodzi do głowy to "nastawienie". "Będę mówił prawdę przez tydzień" nie zmienia treści tego co i jak mówię. Zmienia świadomość, buduje poczucie własnej wartości, pozwala wyjść z klatki stereotypów myślenia na ograniczoną jedynie linią horyzontu, wolną przestrzeń. Sprawia, że wybucham pozytywną energią zamiast kumulować w sobie negatywne emocje. Pszenica rozrywa moje trzewia. Dzisiejsze moje wykroczenie nazywa się Wok. Mix warzyw z paskami wieprzowiny... &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"Prawdą jest to, co jest. Prawdziwe jest to, co istnieje. Prawda jest zamienna z bytem. Każda rzecz, o ile istnieje, jest prawdziwa. Prawda zachodzi wówczas, jeżeli to co jest w naszym intelekcie jest zgodne z rzeczywistością. Wszystko co wskazuje na prawdę, ukazuje ją, prowadzi do niej" (św. Tomasz z Akwinu).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przeciwieństwo prawdy to nieprawda, niedorzeczność, bzdura, kłamstwo, fałsz... co w takich kontekstach oznacza "będę mówił prawdę"?&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-7788793991733153120?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/7788793991733153120/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=7788793991733153120' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/7788793991733153120'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/7788793991733153120'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/03/dzien-ii.html' title='Dzień II'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-5971070111108361624</id><published>2010-03-25T21:23:00.000+01:00</published><updated>2010-03-25T21:23:30.417+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kamienie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pestki'/><title type='text'>Dzień I</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Budzik zadzwonił o 6:30. Wstałem o 7:05. Patrzę, a tu słońce na niebie wali prosto w twarz wiosennym grzaniem. Jedna wielka złota tarcza. Stukot szpilek na chodniku. Pani, pewnie w moim wieku, ta sama, o tej samej porze, ja co dzień, idzie do pracy. Uśmiecham się do samego siebie patrzącego z lustra. Póki co wszystko wygląda tak samo, nic się nie zmieniło. No może poza zamkiem w drzwiach, w którym wczoraj złamałem klucz. Wypiję szklankę wody i pojadę do "gryzonia". Pszenica już gotowa, czeka na pierwsze karmienie...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kupiłem zamek, a właściwie wkładkę do zamka. Rzecz jasna były wszystkie rozmiary tylko nie ten, którego akurat potrzebowałem. Polak potrafi, najbliższy oryginałowi rozmiar też zadziała. Rozmowa ze sprzedawcą w sklepie bez żadnych niespodzianek. Pszenica długo się gryzie i trochę strzela jak kawior...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pierwszy email bez wykrętów, mamienia, migania się i twórczej kreacji. Pytanie i jednoznaczna odpowiedź. Szybko, jest 10:47, poszło osobiście i prywatnie...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Totolotka poproszę, i wie pan co, jeszcze jednego na "chybił trafił". Traci pan pieniądze - odpowiedział kioskarz, którego nie znoszę. Kupuję u niego gazety bo jest najbliżej. Ależ proszę pana, ja inwestuję - odpowiedziałem i zaraz szybko dodałem - żaden bank nie daje dzisiaj takiego przebicia, kilkanaście milionów za kilka złotych. Wie pan, że w to grają tylko głupcy i biedacy? No może jeszcze ci co to niby są "średnio" zamożni, co to się naoglądają w telewizji durnych programów, a potem im się wydaje, że też mogą sięgnąć gwiazd. Mówię, oczywiście bez urazy, proszę pana. Oczywiście - odpowiedziałem. Ciekawe to co pan powiedział, dziękuję, dużo się od pana dzisiaj nauczyłem. Wyszedłem z kiosku. Nigdy wcześniej nie było takiej gadki. Co jest? Czy mówienie prawdy działa w obie strony, na zasadzie przyciągania?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zadzwonił telefon, gdy już miałem schodzić na stację metra. Słuchaj, ten email, który przesłałeś jest po polsku. Wiesz, to bardzo ważna konferencja. Musimy wszystkie materiały wysłać wcześniej do Londynu. Mam do ciebie prośbę - możesz to przetłumaczyć na angielski? Wziąłem głęboki oddech i odpowiedziałem - myślę, że mógłbym, rzecz w tym że nie znam angielskiego. Cisza w słuchawce. Eee..., acha, wiesz co, to do usłyszenia. Pa. Pa, tyle, że moje już do głuchej słuchawki. Mam na jutro umówione spotkanie w tej firmie. Odwołają czy nie?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wiesz co, mam do ciebie pytanie... no tak, ale chyba poczekam z nim do przyszłego tygodnia. Jak chcesz, ja tam jestem gotowy na wszystko. Dwa buziaki i jeden całus na pożegnanie. Ona idzie na przystanek autobusowy, ja piechotą przez miasto. Odkryłem ostatnio na Chmielnej super kebaba. Placek wyśmienity, dużo mięsa, a wszystko zawinięte w folię aluminiową, papier i serwetkę. Wreszcie ostry sos nie będzie mi się lał na spodnie i buty. Acha, bank, w którym mam konto od zawsze, dzisiaj zadzwonił do mnie, po raz pierwszy od podpisania umowy. Super oferta dla najlepszych klientów. Wysłuchałem cierpliwie propozycji i powiedziałem, że przy moim stanie konta nazywanie mnie "najlepszym klientem" brzmi jak kpina, jak bardzo kiepski żart...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zakradam się do lodówki. Trzy parówki, ketchup i musztarda. Dwa tosty, masło, sól i kolorowy pierz. Folię ukrywam w koszu pod skórkami z pomidora. Toster strzela sprężyną tak głośno, że aż echem odbija się w mojej głowie dźwięk dzwonka. Uwielbiam pszenicę, wręcz pasjami, tylko dlaczego mam ochotę na tyle innych smaków?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lata mi po głowie milion milionów myśli. Zadziwiające, że wystarczy powiedzieć "będę przez tydzień mówił prawdę" żeby tylu ludzi od razu założyło, że jestem kłamcą. Uwielbiamy oceniać innych. Wyszukiwać to co umniejsza, zakopywać to co rozwija. Ciekawi mnie, czy gdybym powiedział "będę przez tydzień kłamał" to uznany bym został równie szybko za prawdomównego?&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-5971070111108361624?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/5971070111108361624/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=5971070111108361624' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/5971070111108361624'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/5971070111108361624'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/03/dzien-i.html' title='Dzień I'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-4846023259912754577</id><published>2010-03-25T18:00:00.001+01:00</published><updated>2010-03-25T18:05:17.728+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pestki'/><title type='text'>Prawda, co to jest?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Okazuje się, że z tą "prawdą" to wcale nie jest tak różowo, tak jednoznacznie dla wszystkich, tak obiektywnie. Przychodzi mi do głowy myśl, że jednak należało zacząć od definicji, od ustalenia co "prawda" znaczy, co niesie ze sobą, do czego uprawnia, a do czego zobowiązuje. Zapraszam do szukania definicji słownikowych, osobiste i całkiem prywatne spiszemy później...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color: #b45f06;"&gt;Prawda&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; to idea, zasada, teza uważana powszechnie za niepodważalną, wynikająca z ludzkiego doświadczenia albo dowiedziona naukowo. &lt;strong&gt;&lt;span style="color: #b45f06;"&gt;Prawda&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; to też to, co zaistniało, istnieje rzeczywiście i jest niezależne od subiektywnych doznań i ocen - obiektywna rzeczywistość. &lt;strong&gt;&lt;span style="color: #b45f06;"&gt;Prawda&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; to też interpretacja, przedstawienie faktów zgodnie z realiami, odpowiadające temu, co istnieje w obiektywnej rzeczywistości. &lt;strong&gt;&lt;span style="color: #b45f06;"&gt;Prawdomówność&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; to bycie prawdomównym, właściwość osoby mówiącej prawdę. &lt;strong&gt;&lt;span style="color: #b45f06;"&gt;Prawdomówny&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; to taki, który mówi prawdę, nie kłamie (Słownik Współczesnego Języka Polskiego, red. Dunaj B., Warszawa 2001).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color: #b45f06;"&gt;Prawda&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; - słusznie, pewnik. &lt;strong&gt;&lt;span style="color: #b45f06;"&gt;Prawdomówność&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; - szczerość. &lt;strong&gt;&lt;span style="color: #b45f06;"&gt;Prawdomówny&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; - szczery (Słownik Wyrazów Bliskoznacznych PWN, red. Bańka M., Warszawa 2006).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color: #b45f06;"&gt;Prawda&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; - dogmat, pewnik, aksjomat, zasada, prawo, wiarygodność, prawdziwość, autentyzm, autentyczność, rzeczywistość, realizm. &lt;strong&gt;&lt;span style="color: #b45f06;"&gt;Prawdomówny&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; - słowny, szczery, otwarty, prostolinijny, rzetelny, solidny, odpowiedzialny, godny zaufania, wiarygodny, niezakłamany (Słownik Synonimów PWN, red. Kurzowa Z., Warszawa 2006).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pięknie, wygląda na to, że każdy z nas mówi zawsze prawdę o ile w danej chwili nie kłamie...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-4846023259912754577?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/4846023259912754577/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=4846023259912754577' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/4846023259912754577'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/4846023259912754577'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/03/prawda-co-to-jest.html' title='Prawda, co to jest?'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-4000570371389883994</id><published>2010-03-24T23:56:00.000+01:00</published><updated>2010-03-24T23:56:40.607+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kamienie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>6, 5, 4...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zanim zalogowałem się na bloga było jeszcze siedem minut (7). Zanim zacząłem pisać widziałem na zegarku sześć (6). Teraz śmieją się do mnie dwie piątki (5 i 5). Doświadczam wyjątkowo szybkiego upływu czasu, ciekawe czy za cztery minuty (4) będzie równie szybko pędził...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-4000570371389883994?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/4000570371389883994/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=4000570371389883994' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/4000570371389883994'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/4000570371389883994'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/03/6-5-4.html' title='6, 5, 4...'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-5249359416182762924</id><published>2010-03-24T23:11:00.002+01:00</published><updated>2010-03-24T23:11:47.044+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kamienie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Żreć, żreć i żreć</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Biegnę do kuchni nażreć się mięsa, wędlin, tłustych serów i octowych przetworów wszelakich. Patrzę na zegarek (23:07) i aż się trzęsę tyle, że chyba jednak nie z zimna. Nawpycham się bułek, usmażę jajka na bekonie. Wszystko zaleję piwem i to ciemnym, co najmniej litr albo nawet półtora. Widzę pszenicę w rondelku i myślę sobie - każde z tych ziaren to "prawdy", które już za chwilę napadną na mnie. Co za licho mnie podkusiło!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-5249359416182762924?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/5249359416182762924/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=5249359416182762924' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/5249359416182762924'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/5249359416182762924'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/03/zrec-zrec-i-zrec.html' title='Żreć, żreć i żreć'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-4256528187536842059</id><published>2010-03-24T18:22:00.000+01:00</published><updated>2010-03-24T18:22:06.042+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kamienie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życzę sobie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pestki'/><title type='text'>Będę mówił prawdę</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przez cały tydzień, przez siedem pełnych dni, przez 168 godzin, przez 10.080 minut, przez 604.800 sekund, będę mówił prawdę. Zaczynam od jutra, czyli od czwartku, od godziny 00:00:59. Kończę w środę, akurat ostatniego dnia miesiąca, o godzinie 23:59:59. Mam świadomość, że prawdy obiektywnej filozofowie szukają od początków ludzkości. Zadowolę się zatem prawdą subiektywną, czyli mówieniem tego co myślę, tak jak myślę, w zgodzie z sobą samym. Odpowiedzialność i konsekwencje za wypowiedziane słowa przyjmę godnie, z podniesioną przyłbicą, ze zrozumieniem i w poszanowaniu prawa do własnego zdania wyrażanego przez innych. Odpowiadając na zadawane pytania, w rozmowie, w pracy, w urzędzie czy wśród tłumu idących przez miasto ludzi będę się kierował pozytywnym nastawieniem, wolnym od oceny, skoncentrowanym na komunikacie "Ja". Tyle, co tu więcej pisać...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Poddając się dobrowolnie wykonaniu tego zadania, w przeddzień jego rozpoczęcia, chcę podzielić się z wszystkimi czytającymi moje słowa, pewną refleksją. Otóż, mam nadzieję, głęboko wierzę, że wszyscy, którzy zdecydują się zadać mi bardzo osobiste, prowokujące czy też niezwykle trudne pytania gotowi są na przyjęcie szczerej odpowiedzi, z pełną odpowiedzialnością wynikającą z faktu, iż odpowiedź może, choć nie musi, dotknąć ich osobistych wartości i zasad. Mam również nadzieję, głęboko wierzę, iż podejmą takie same wyzwanie, taką samą próbę w stosunku do samych siebie w najbliższej przyszłości. Tyle, co tu więcej pisać...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Znam wielu różnych ludzi. Ważnych, mniej ważnych, publicznych i całkiem anonimowych. Słyszę czasem o tych, którzy wychodząc z klubu w stanie mocno wskazującym na spożycie siadają za kółko i jadą. Następnego dnia każdy może poczytać o nich w porannych gazetach i internetowych serwisach. Znam też takich, którzy wychodząc na zakupy zapominają założyć majtki, co zupełnie przypadkiem odkrywają spostrzegawczy fotoreporterzy. Innym przestaje pisać pióro dokładnie w chwili składania podpisu pod ważnym dokumentem. Ktoś ustawia przetarg, ktoś inny daje łapówkę, ktoś kogoś publicznie obraża. Naprawdę to jedyna droga by zostać zauważonym?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zastanawiam się jakby to było na tym świecie, gdyby wszyscy choć przez jeden tydzień w roku, dowolnie przez siebie wybrany - mówili tylko prawdę...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-4256528187536842059?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/4256528187536842059/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=4256528187536842059' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/4256528187536842059'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/4256528187536842059'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/03/bede-mowi-prawde.html' title='Będę mówił prawdę'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-2321944532122682113</id><published>2010-03-23T22:42:00.000+01:00</published><updated>2010-03-24T22:43:59.236+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Prawda kiełkuje z pszenicy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ziarenka pszenicy są małe, sądziłem nie wiedzieć czemu, że będą znacznie większe. No więc to ziarno pszenicy bio wylądowało w niedużym rondelku. Zalane zimną wodą czeka do jutra, ma pęcznieć, aż będzie całkiem "spęcznione". Wtedy ugotuję je na miękko i będę zajadał na śniadanie, obiad i kolację. Dieta to chyba nie jest, bo cel mam inny. Chodzi mi o to, by się "oczyścić", z toksyn i wszelakiego zaległego brudu. Podobno działa, tak mi ktoś zaprzyjaźniony powiedział. Dodatkową radością jest to, że razem ze "smakowaniem pszenicy" będę ćwiczył "tydzień mówienia prawdy". Czuję, że nadchodzące dni będą wyjątkowo inspirujące i to nie tylko dla mnie...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-2321944532122682113?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/2321944532122682113/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=2321944532122682113' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/2321944532122682113'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/2321944532122682113'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/03/prawda-kiekuje-z-pszenicy.html' title='Prawda kiełkuje z pszenicy'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-2343536995264415495</id><published>2010-03-18T17:05:00.000+01:00</published><updated>2010-03-18T17:05:30.219+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kamienie'/><title type='text'>Zen, joga i boląca głowa</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Normalnie, zwyczajnie wypieprzyłem się z krzesła, na którym siedziałem przy biurku. System kółek na pięciu ramionach do obrotowego siedziska okazał się tyle wart co nic. Poczułem, że lecę do tyłu, zobaczyłem najpierw styk ściany z sufitem, potem bezmiar sufitu i wreszcie ciemność z milionem złotych gwiazd. Piekący ból w płucach, ostre kłucie w łydce i kolanie, chrzęst kości w nadgarstku prawej dłoni. Wiszący na kaloryferze gliniany kwiatek runął na podłogę jeszcze szybciej niż ja. Woda, śmierdząca i zatęchła, rozlała się jak plama oleju na morzu z dziurawego tankowca. Amebiaście zamoczyła moje włosy i białą koszulę. Lekki mokasyn wprawiony w ruch przez dźwignię mojej prawej kończyny poszybował z taką prędkością w stronę biblioteczki, że trzy książki i cała sterta notatek zebranych w luźnych kartkach wyfrunęły na cały pokój jak stado przestraszonych gołębi żrących dmuchany ryż na krakowskim rynku. Ogromu katastrofy dopełnił mój ukochany kubek z herbatą. Prawdopodobnie potrącony przez którąś z części mojego ciała będącego w locie, najpierw przechylił się, a potem pacnął na bok. Gorący napar z zielonych liści w kilka sekund związał się z fakturami, pismem przewodnim do ważnego urzędu, deklaracją podatkową za miesiąc i plikiem banknotów przygotowanych do wpłacenia na konto. Cóż, będę wszystko suszył w łazience, szczypkami przyczepię do prętów suszarki...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Leżę i patrzę na sufit. Boję się ruszyć, wszystko mnie boli, a na dodatek wciąż przed nosem lata mi coś około setki skrzących się punkcików. Dotykam dłonią głowy. Zaraz za uchem czuję jak lepią się włosy. Rozcieram miejsce, cholera to chyba krew. Zerkam ostrożnie na sterczący brzuch, na daleko za nim wygięte stopy. Zawsze były takie krzywe? Wiem, że muszę przekręcić się na bok i pomału wstać. Nie chce mi się, jeszcze tak kilka minut poleżę. Ogarnia mnie senność. Powieki opadają, choć słońce radośnie spogląda na mnie przez okno wprost z niebieskiego nieba...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Co tam pośpiech. Powieki tak ciężkie, już nie skórzane, już ołowiane... wiem, nie teraz, świat ogarnę potem...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-2343536995264415495?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/2343536995264415495/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=2343536995264415495' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/2343536995264415495'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/2343536995264415495'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/03/zen-joga-i-bolaca-gowa.html' title='Zen, joga i boląca głowa'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-3541136335788986583</id><published>2010-03-17T23:57:00.000+01:00</published><updated>2010-03-17T23:57:37.183+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kamienie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Mieszanka</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ochlałem się piwa, piwa z dodatkami mocniejszych alkoholi i wina. Efekt przypomina znaną starszym czytelnikom zabawkę "Wańka-wstańka". Doprawdy, nie o tym miało dzisiaj być, ale o tym czy klapa w kiblowej desce jest po to by być otwartą czy też zamkniętą? Nie mam pojęcia, głowa spada mi na klawiaturę, a jednak ostatecznie do niej nie dolatuje bo podbródek zatrzymuje czerep na klatce piersiowej. Jeszcze jeden łyk prosto z partytury czyli z małego otworku w szyjce butelki. Mocne, dłużej warzone. Kto zaświecił żarówę w lampie stojącej w rogu pokoju? Przesłuchanie jakieś ma być czy co? Ciemne pieczywo z otrębami. Namówiła mnie do zakupu pani w moim ulubionym sklepie spożywczym na bazarku. Wprawdzie rolki papieru w kasie fiskalnej mocno jej się posplatały ale odważyła dokładnie tyle chleba ile chciałem. Wysłałbym chętnie kilka pijackich sms’ów, obawiam się jednak reakcji odbiorców. Wszak zdarzyć się może, że niewinna wiadomość trafi wprost do małżeńskiego łoża, na nocny stoliczek przy łóżku samotnej kobiety, do torebki w czasie kinowego pokazu lub do kieszeni w spodniach, wibrując tuż przy początku, a może końcu świata...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czarny, metalowy, wielki budzik postawiłem na stole. Stół na środku sali. Dookoła blisko czterdzieści krzeseł w półokręgu. Piętnaście minut później patrzyłem już tylko na twarze kobiet. Żadnego przebierańca, faceta podstępnego, tylko autentyczne i w stu procentach kobiety. Kobiałki, niewiasty, baby, żony, narzeczone, kochanki, przyjaciółki, matrony. Czuję ogromne zmęczenie...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Blaszane pudło ze wskazówkami ukrytymi za okrągłym szkiełkiem, jak twarz dziecka w okrętowym bulaju, straszy ciszą. Mechanizm pozbawiony ludzkiej siły sprawczej pozostaje w bezruchu. Serce układu, sprężyna nawinięta wokół własnej osi póki co utrzymuje kilkanaście kół zębatych w zatrzymaniu. Czas stoi w miejscu, a tykanie tik-tak wszyscy słyszą jedynie w odległych obrazach z babcinej drewnianej chałupy...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pyta Pani o co chodzi z tym budzikiem stojącym na stole? Proszę go dotknąć, potrzymać w dłoniach przez chwilę. Namacalne świadectwo, dowód na istnienie ziemskiego czasu. Czasu liczonego w godzinach, minutach, sekundach, a może i jeszcze mniejszych częściach. Czasu, którego posiadanie tak dalece wpływa na nasze życie, że każdego dnia oddalamy się coraz bardziej od siebie samych, od bycia, od trwania, od wyczekiwania. Budzik stoi w miejscu, w którym został postawiony. Budzik uwolnił się od biegu czasu dokładnie w chwili, w której wskazówki przestały iść dalej. Budzik swą ciszą zwiastuje nadejście lub być może wręcz potrzebę zmiany. Zmiany czegoś w życiu, czegoś co pozwoli z większą uwagą, otwartością i akceptacją przyglądać się samemu sobie, a być może i innym wciąż jeszcze pędzącym w czasie...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pyta Pani o co chodzi, a ja nie mam odpowiedzi. Potrafię w tej chwili zadać tylko jedno, wydawać się może niezwykle proste pytanie: Czy ktoś z was, chce wychodząc z sali nakręcić ten budzik? Prawdziwie, rzeczywiście chce?&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-3541136335788986583?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/3541136335788986583/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=3541136335788986583' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/3541136335788986583'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/3541136335788986583'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/03/mieszanka.html' title='Mieszanka'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-6742037380122433842</id><published>2010-03-06T12:02:00.000+01:00</published><updated>2010-03-06T12:02:59.911+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kamienie'/><title type='text'>Białowatość</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Brrrymm wrr, brrrymm wghrrr, bum-bum-bum, zaskoczył, pracuje to i pojedzie. Zgrzytnięcie skrzyni przy wstecznym, chrobotnięcie przy jedynce, wreszcie koła mlaskając o asfalt toczą się radośnie przed siebie. Plastikowa obudowa maskująca mechanizm układu kierowniczego trzeszczy, radio odbiera tylko jedną staję - Radio Maryja, za to fotele pierwsza klasa. Wygodne, przytulne, pokryte łasistym materiałem. Łasisty to taki bardzo miły w dotyku, trochę jak aksamit, trochę jak wełna. Kierowcy mrugają światłami, co bardziej nerwowi wygrażają albo pokazują środkowy palec. Gość w pierdzącym siwym dymem, pewnie od oleju do smażenia frytek, dostawczym Żuku, zajeżdża mi drogę i gwałtownie hamuje. Wyskakuje z auta i drąc mordę idzie w moją stronę. Obracam korbkę w drzwiach i opuszczam szybę...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Kutasie jeden, spieprzaj z drogi!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Korki tylko robisz, pedale gumowy!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Patrzę, uśmiecham się ale nic nie mówię. Włączam awaryjne światła. Mężczyzna coraz bardziej pąsowieje, jego ziemniaczana do tej pory twarz staje się coraz bardziej pomidorowa. Brudna marynarka w pepitkę. Spodnie z materiału, szare w czarne cienkie paseczki. Trochę za długie ale nie na tyle, żeby całkiem zakryły kiedyś czarne, a teraz szare od kurzu ulicy buty...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Czego się śmiejesz?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- No jebnę ci gościu zaraz jak nic!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sięgam za fotel. Wczoraj kupiłem od gościa na aukcji oryginalny, amerykański kij baseballowy - Easton Magnum - długa, piękna pałka w kolorze czarnym z czerwonymi napisami. Generalnie, poza boiskiem robi wrażenie, zwłaszcza na tych, którzy kojarzą ją nie ze sportem, a ze świecącym, pustym karkiem, zapakowanym w szeleszczący dresik Adidasa. Otwieram drzwi i wychodzę z samochodu...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Przepraszam, zgubiłem gdzieś...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- ...taką małą, skórzaną piłeczkę...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Nie widział jej Pan gdzieś na ulicy?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czerwień lica wyparowała, jakby krew z całego ciała spłynęła wprost do stóp. Kierowca Żuka zastygł jak słup soli, skamieniał, przestał oddychać. Jego lewa dłoń zaciśnięta w pięść nagle wystrzeliła sztywnymi, prostymi paluchami. Świat zatrzymał się w świdrującej, drgającej ciszy. Stuknąłem końcem pałki o asfalt. Drewno wydało z siebie metaliczny, rozchodzący się echem, krótki dźwięk. Nic. Stuknąłem jeszcze dwa razy, tak-tak...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Eee, światełko nad tablicą...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Żarówka, wie pan, spalona...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- No, no...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;-Szerokiej drogi, muszę lecieć...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wgramoliłem się na fotel. Nisko zawieszony, mały jakiś ten samochód. Rzuciłem kij na tylnią kanapę. Chrobotnięcie przy jedynce, wreszcie koła mlaskając o asfalt toczą się radośnie przed siebie. Radio odbiera tylko jedną stację - Radio Maryja...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-6742037380122433842?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/6742037380122433842/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=6742037380122433842' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/6742037380122433842'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/6742037380122433842'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/03/biaowatosc.html' title='Białowatość'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-7223894087172048248</id><published>2010-03-01T20:04:00.000+01:00</published><updated>2010-03-01T20:04:28.362+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kamienie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Przebiśniegi</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Budzik zadzwonił o 5:30. Wstałem, zrobiłem kilka przysiadów, skłonów i pompek. Poczłapałem do kuchni. Wygrzebałem masło z lodówki, a nieprzyjemny chłód przypomniał mi, że dzień za oknem dopiero wstaje. Zajrzałem do drewnianego pudła, w którym zazwyczaj przechowuję pieczywo. Pustka. Kilka ziaren, okruszków, czarnych punkcików z maku i jasnożółtych z sezamu. Trudno, trzeba wystawić łeb jak żółw ze skorupy, trzeba iść do piekarni...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gruby sweter, spodnie... ech, skąd akurat w tym miejscu wzięła się ta przetarta dziura? Buty... tak, po tym poznasz prowincję w mieście. Dobrze, zatem szczotka do pastowania i druga do polerowania. Błyszczą, teraz można przejrzeć się w nich jak w lustrze. Szalik, kurtka, rękawiczki już nie będą potrzebne, jest kilka stopni na plusie. Czapka... niech spokojnie leży na półce. Karta i kilka brzęczących drobnych...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ciemno. Koślawe i czarne, przyklejone do szyby literki wieszczą, że sklep otwarty będzie o 7:00. Pół godziny czekać nie będę, idę do drugiego. Wiatr wieje jak oszalały, targa włosy we wszystkie strony, trzeba było założyć czapkę. Wieczorem znów będzie jazda z zatokami. Otwieram drzwi w akompaniamencie przeraźliwego skrzypienia. Senna, przypominająca bardziej ropuchę niż człowieka baba siedzi za kasą. Taksuje mnie spojrzeniem, czerwonym i pasiastym, jak skaner w supermarkecie kod kreskowy na paczce z parówkami. Niestety to prawda, wciąż bliżej mi do krakowskiej niż do kabanosów, a co tam, chrzanię to... gdzie jest pieczywo? Nie ma - szybka i konkretna odpowiedź. Cóż, no to mnie też już tutaj nie ma. Mijam się w drzwiach z gościem, który jak wielbłąd biegnący do oazy, stuka pustymi butelkami po piwie...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dobre dwa przystanki dalej, na osiedlowym bazarku życie pomału budzi się z niedzielnego letargu. Pani Zosia targa skrzynki z jabłkami, pomidorami i papryką z bagażnika swojego mercedesa do tekturowej budy tuż przy samym wejściu. Anka szarpie się z plastikowym oknem, które dzieli świat klientów od świata śmierdzących świeżością ryb i owoców morza. Jurek, cmoktając przygasającego już peta jak bobas smoczka, ciągnie po asfalcie dwa worki ziemniaków. Staję przed firmowym sklepem piekarni. Zamknięte. Żaluzje opuszczone, a na nich przyczepiona spinaczami kartka. Otwarte 7:30-19:00. Szlag by to... mleka w domu też nie mam, to mam jeść płatki z herbatą? Idę dalej, coś gdzieś musi być przecież otwarte dla ludzi pracy, idących do pracy, biegnących do szkoły, wracających z uczelni. Pieczywo, nabiał, napoje. Rzesz ty... zamknięte!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Starsza pani, mężczyzna z psem, światło rzucające słoneczne promienie przez okno na brudną hałdę śniegu. Stoją jedno za drugim, tuż przed wejściem do Lubaszki. Spoglądam na zegarek, jest 6:45, a na drzwiach jak byk napisane - "otwarte pon-pt 6:30-18:30". Dziewczyna w firmowym fartuszku zamiata podłogę. Półki na pieczywo puste. Gdzieś pod sufitem straszy kamienny już precel. Dwie torebki tartej bułki chwieją się na krawędzi dechy umieszczonej nad wielkim piekarnikiem. Pewnie chcą wykonać skok rozpaczy, uwolnić się od męki czekania na panierkę z jajka, na mięso do kotletów mielonych...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Dla pana?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Jest jakieś pieczywo?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Wszystko jest, co podać?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Dziesięć kajzerek, pół chleba razowego...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Pan poczeka, muszę znaleźć w skrzynkach z dostawy&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Wszystko?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Tak, dziękuję...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Aaa, proszę pana, nie mam jak wydać!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- ...drobne proszę!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Mam tylko te 20 złotych...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- ...bilonu bankomat nie daje!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- No to trudno, pan pójdzie i gdzieś rozmieni&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- No ale gdzie? Wszystko jeszcze pozamykane!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Nie wiem, pan se poszuka...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zostawiłem pieczywo i wyszedłem. Poniedziałek, pierwszy dzień tygodnia. Zamyślony ruszyłem w stronę domu. Kryzys, standardy obsługi klienta, budowanie relacji, odpowiedzialny biznes reagujący na potrzeby rynku. Chyba czysta teoria, bo w praktyce wygląda na to, że niewiele się zmieniło. Pani Sklepowa potęgą jest i basta, a klient jak czapkował tak dalej grzecznie w pas się kłania. Filozofia, a gdzie życie?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Otóż to! Życie przywołało mnie do siebie szybciej niż się mogłem tego spodziewać. Koło dostawczego fiata wpadło w dziurę, tuż przy przejściu dla pieszych. Kubeł pomyj miejskich z roztopionego śniegu, piachu i soli niczym wiosenny deszczyk spryskał mnie od stóp po samą głowę. Smarkacz z tornistrem na plecach, stojący po drugiej stronie jezdni, zaczął skręcać się ze śmiechu tak bardzo, że o mały włos, a wpadłby pod nadjeżdżający z przeciwnej strony autobus. Bardzo śmieszne, pomyślałem. Wycierając twarz chusteczką do nosa próbowałem zachować spokój i powagę. Powstrzymałem się od przekleństw i wyzwisk rzucanych w przestrzeń. Zdobyłem się na sztuczny, jakże szczery w wyrazie uśmiech i gest w stylu "cóż, jestem ponad to, zaraz się przebiorę!" Najlepsze, o czym teraz już wiem, było wciąż jeszcze przede mną. Krocząc zbyt dumnie, by patrzeć nie tylko przed siebie ale równie często pod siebie, dwadzieścia metrów dalej wdepnąłem szerokim ślizgiem w psie łajno, które jak przebiśniegi na wiosnę, dopiero co objawiło się światu. Złapałem wątpliwą równowagę na betonowym koszu, a gdy wiatr mocniej zawiał, obróciłem się wokół niego i runąłem całym ciężarem ciała w coś, co jeszcze pół roku temu było zieloną trawą. Zamarłem w bezruchu...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pachnę kokosowym żelem do kąpieli. Pralka międli w swej bębniastej gębie ubrania. Piję zieloną herbatę patrząc na ludzi idących ulicą. Nigdy rano nie wstawałem sam z siebie o 5:30. Nigdy nie chodziłem w poniedziałek rano po pieczywo. Zawsze mam drobne przy sobie gdy idę na zakupy. Ech... no tak, wygląda na to, że czasami zmiana przyzwyczajeń, utartych ścieżek w rytmie dnia, zaskakuje nie tylko nas samych...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-7223894087172048248?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/7223894087172048248/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=7223894087172048248' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/7223894087172048248'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/7223894087172048248'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/03/przebisniegi.html' title='Przebiśniegi'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-7446203337727392866</id><published>2010-02-20T14:27:00.003+01:00</published><updated>2010-02-23T12:35:12.572+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kamienie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Już po egzaminie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dłonie mam mokre. Jestem zdenerwowany, nie wiem czego mam się spodziewać, wyroku na "tak" czy na "nie". Kilka błędów zrobiłem, wiem o tym, kilka rzeczy poszło też genialnie, wręcz po mistrzowsku. Bilans może być jednak ujemny. Słucham komentarza egzaminatora, rozprawia i rozprawia, zawsze tak robią. Najpierw omówienie, a dopiero potem "witamy drogi kolego", "zapraszam do sesji poprawkowej" lub co najgorsze, "spotkamy się ponownie za trzy miesiące". Skończ już, proszę - krzyczę w myślach, za chwilę będzie kałuża z łez tuż przy czubkach moich czarnych, wyświeconych butów...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Uściski, poklepywania po plecach, łzy radości i szczęścia. Krzyki, nawoływania, głośne wybuchy śmiechu, trochę nerwowego, trochę będącego efektem opadających emocji, trochę parującego napięcia, stresu. Gratulacje stary! Super, witamy w klubie! Tak się cieszę, daj pyska! Wielka rzecz, najważniejsze, że już to za tobą! Mega, kawał dobrej roboty...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przypalam kolejnego papierosa. Dym ściele się po twarzy, po dłoni. Rozcieńczam smak nikotyny porządnym łykiem czerwonego wina. Dwie puste butelki stoją tuż przy drewnianej nodze biesiadnego stołu. Kolejne, te po winie białym, przy szczapach drewna ułożonego nieopodal kominka. Wszyscy zmęczeni emocjami dnia, zapatrzeni w koncert Macferrina solo, improwizującego z Richardem Bona, dyrygującego chórem i publicznością. Jem krem z pomidorów, z płatkami czosnku i kawałkami mozzarelli. Czuję jak myśli uciekają z przestrzeni szarych komórek, uwalniając rozlewające się po całym ciele uczucie lekkości, wolności, wręcz błogostanu...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"&lt;em&gt;Tposykv jestam3m najebaniutfnkinaje, ale zdalem, mam yalicz6ne, no, gupg i nie jeptadom. Oo ai wes9 6 tzg jal milo cyc pierwsza&lt;/em&gt;..."&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"&lt;em&gt;D9jupa zdala i jfst pijakma&lt;/em&gt;..."&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"&lt;em&gt;N5o ja gfmchr5o4f zdal, cycli cyffddeloladowfne&lt;/em&gt;..."&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"&lt;em&gt;No ja pijf z rjdosci, ktutas rt7 7 stoji jak by c byl o z lo kosci&lt;/em&gt;..."&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Odpisuję na sms-y. Ci, których z nami nie ma pytają jak nam poszło. Palec ledwie trafia w malutkie cyfrowo-literowe przyciski komórki. Widzę w rozjechanych swoich oczach sieczkę informacyjną. Zastanawiam się w przebłyskach świadomości, tnącej jak skalpel ciężką atmosferę zmiksowanego dymu z oparami owocowego i zbożowego destylatu, do kogo trafią te bełkotliwe zapisy emocji...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-7446203337727392866?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/7446203337727392866/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=7446203337727392866' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/7446203337727392866'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/7446203337727392866'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/02/juz-po-egzaminie.html' title='Już po egzaminie'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-1791156652142165717</id><published>2010-02-10T13:11:00.000+01:00</published><updated>2010-02-10T13:11:16.405+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kamienie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Dziecięce przypadki</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pies to temat dnia. Konkretnie obowiązek dbania o to by był "wypróżniony" z pozostałości po działaniu żołądka i jelit w procesie trawienia. Większość z nas wie, że psy na sedesie nie siadają. Obserwacja czworonoga na spacerze prowadzi do wniosku, że "sikanie" na drzewka i płoty jest psią formą Facebooka. Dzięki znaczeniu wszystkiego w okolicy nasz włochaty przyjaciel buduje relacje, tworzy koalicje, angażuje się w związki. Im częściej wychodzi tym bardziej jest szczęśliwy, podobnie jak my, ludzie, logując się do społecznościowych portali i elektronicznej poczty...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pada deszcz. Kto wyjdzie? Sypie śnieg i jest zimno. Kto wyjdzie? Zgasły latarnie, na ulicy jest ciemno. Kto wyjdzie? Film na kablówce, odrabianie lekcji, gra na komputerze. Kto wyjdzie? Chętnych zawsze brak. Dzieci z niewiadomych powodów wciąż i wciąż zapominają albo wręcz nie chcą pamiętać dnia, w którym walczyły o psa w domu. Proszę, proszę... będziemy z nim wychodzić, karmić go, bawić się z nim, proszę, proszę... Teraz ja proszę nie mogąc znieść piszczenia i skakania na mnie. Wszyscy zarobieni, chorzy, głusi. Patrzę, pies cierpi. Ubieram się i wychodzę...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Tato! Śmierdzisz papierosami! Paliłeś?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Tak...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Obiecałeś nam!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Otóż to, obietnice...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wieszam na wieszaku kurtkę, zdejmuję buty i siadam w fotelu. Chwila ciszy, biorę głęboki oddech i zaczynam swoją przemowę. Otóż, moi drodzy, z takich samych prawdopodobnie powodów, za sprawą tych samych magicznych mocy, które paraliżują was zawsze wtedy gdy trzeba wyjść na spacer z psem, ja wyciągam peta i zaczynam jarać gdy tylko poczuję w dłoni smycz. Absolutnie nie potrafię tego wytłumaczyć w żaden racjonalny sposób. Zapewne wy swojej niemocy też. Zła siła sprowadza na was zapomnienie, więzi was w bezruchu, a mnie wciska papierosa w usta i inhaluje trującym dymem. Cóż, wygląda na to, że wszyscy jesteśmy przeklęci, wciąż w sidłach tej zdradzieckiej niemocy. Przykro mi to mówić, ale teraz każde moje wyjście z psem, a wasze drogie dzieci lenistwo, to utrata zdrowia przez nas wszystkich...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Tato, jesteś mistrzem kitu...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Wiem, a kto jutro wyjdzie z psem?&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-1791156652142165717?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/1791156652142165717/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=1791156652142165717' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/1791156652142165717'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/1791156652142165717'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/02/dzieciece-przypadki.html' title='Dziecięce przypadki'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-7681022580319153138</id><published>2010-02-08T16:03:00.000+01:00</published><updated>2010-02-10T16:05:59.531+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kamienie'/><title type='text'>Patyczek w uchu</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Chodzę po domu jak tygrys w klatce, od ściany do ściany. Wzrok mam wbity w drewnianą klepkę. Liczę listewki, kreseczki w strukturze przebarwień, zeszlifowane sęki. Lakier złazi, a drewno zmienia kolor z jasnobrązowej sosny na szaroniebieską korę brzozy. Czuję pulsowanie tętna w lewym policzku. Żar rozlewa się na szyję, sięga gdzieś daleko za uchem, szkli oko. Czuję jak narasta we mnie złość, irytacja na wszystko to czego nawet nie dostrzegam. Świszczę powietrzem zasysanym przez zęby, jak wieloryb cedzący kryla. Wyczytałem w poradniku babuni, że pomaga wacik nasączony alkoholem wetknięty w ucho. Idiotyzm, którego w tym stanie odczuwania bólu sobie nie odmówię. Leję wprost z flaszki wodniste, greckie Ouzo na białą główkę z waty, zakręconą na niebieskim patyczku. Zapach anyżku przyprawia mnie o mdłości. Lepszy byłby spirytus ale zniknął dwa miesiące temu wraz z wielkim balonem domowego wina. Podobno dobrze chroni przed pleśnieniem owoców. Angielskiej wypalanki i Wody życia zostało w ozdobnych, ciemnych, wydmuchanych z grubego szkła butelkach po kilka czy kilkanaście kropel na dnie. Szkoda wciskać je do ucha. Patrzę na swoje odbicie w lustrze. Przypominam kosmicznego bohatera z kreskówki. Na szczęście mój kolor skóry jest bardziej pergaminowy niż zielony. Zjadłbym coś bo głód lata mi po żołądku jak wiatr na pustym poddaszu. Rzecz w tym, że nie mogę gryźć. Najdelikatniejszy nawet nacisk na ząb od razu maluje w myślach nocne niebo pełne skrzących się złotem i srebrem gwiazd. Kolejne dwie białe pastylki. Palące kwiatki goździka, wyciśnięty czosnek, płukanka z zaparzonej szałwii. Wszystko na nic...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-7681022580319153138?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/7681022580319153138/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=7681022580319153138' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/7681022580319153138'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/7681022580319153138'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2008/02/patyczek-w-uchu.html' title='Patyczek w uchu'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-5990520417224742476</id><published>2010-01-30T00:46:00.002+01:00</published><updated>2010-02-01T00:51:05.685+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kamienie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Sobota, dzień nie-wolny</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sobota, dzień Kota. Stałe hasło na początku każdego weekendu w wojsku. Praktyka była prosta. Nie ma zajęć, nie ma pracy w lotniczych hangarach to coś trzeba robić, najlepiej bez sensu i ku uciesze gawiedzi. Efekty tej "praktyki" były zawsze łatwe do przewidzenia. Dziady na wozach z flaszką taniego wina, bimbru lub piwa. Średniaki w obejściu, czyli na zewnątrz budynku przy pracach porządkowych. Zimą akcja śnieg, jesienią syzyfowe zbieranie liści, wiosną i latem grządki pod kwiatki, koszenie trawy i kurzenie piachem. Koty na szmacie w izbach żołnierskich, kiblach i na korytarzach. Przez cały boży dzień, z przerwami na michę i szluga...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Administracja bloku "prosi" - uwielbiam tak subtelnie zawoalowaną formę nakazu - żeby zrzucić śnieg z balkonów. Oczywiście jak ktoś nie może to trzeba zadzwonić do pana Czesia. Wciągam na grzbiet kurtkę i idę do stróżującego przy bramie wejściowej pana Miecia. Niebieska szufla z drewnianym kijkiem stoi oparta o mur, na którym wiszą skrzynki pocztowe. Zagarniam ją dla sławy i chwały zarządu osiedla, z uśmiechem na twarzy wywołanym przymusem aktywności fizycznej w mroźnym powietrzu. Drepczę po schodach, winda znów się zepsuła na ostatnim piętrze, wchodzę do domu i ruszam na białego potwora, który podstępnie sączy się i zakrada do wnętrza mieszkań wybudowanych zbyt szybko, niechlujnie i tanio. Mam nadzieję, że szuflując śnieg za burtę balkonu będę na tyle uważny, że nikomu na łeb lawina nie zleci. Choć kto to wie, jak ostatecznie będzie...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Szu, zagarnięcie, uniesienie, sprawdzenie co dzieje się na dole i fruuu na trawnik. Łup, doleciało, a kilka luźniejszych płatków poszybowało na drugą stronę ulicy i sąsiadujący z nią chodnik. Jeszcze kilka zamachów i będzie po robocie. Szu, zagarnięcie...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- ty kutasie! Palancie jeden!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-&amp;nbsp;co? - wyglądam ostrożnie zza barierki&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Starszy jegomość stoi na środku chodnika i otrzepuje rękawiczkami zimowy płaszcz, od pasa w dół. Czapka, przypominająca ciastko ponczowe, włochata i cała w śniegu leży metr za nim. Siatka z zakupami jakby porzucona w ucieczce uwolniła ze swego wnętrza trzy jabłka, dwa czerwone pomidory, paprykę w kolorze żółtym i kilka naciętych krzyżykiem kajzerek. Nie jest dobrze pomyślałem...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- jak cię dorwę, to ci nogi z dupy powyrywam!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- spieprzaj dziadku, nic ci się nie stało!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- ludzie! Ludzie! Policja!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- cicho tam bo jeszcze raz śniegiem maznę!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zastygłem. Wygląda na to, że nie tylko ja wywalam śnieg z balkonu. Sąsiad z piętra niżej? Niemożliwe, to taki sympatyczny facet. Pracuje gdzieś w banku albo jakimś urzędzie. Zawsze jak go spotykam to jest w garniturze. Kłania się i mówi "dzień dobry". Dwa piętra pode mną mieszka kobieta z pieskiem. Paskudny jamnik, który codziennie drze paszczę jak tylko z klatki wyskoczy. Sra na chodnik tuż przy wejściu, a ona udaje, że to nie jego. Kilka razy na tym gównie się przejechałem. Cisza. Nikt nie krzyczy, nikt nie szufluje śniegiem na trawnik, ulicę i chodnik. Czekam. Serce wali, a krew tętni w skroniach, czuję jak pocą mi się ręce. Boję się ruszyć, jak małe dziecko, w obawie, że jeszcze na mnie będzie...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-5990520417224742476?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/5990520417224742476/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=5990520417224742476' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/5990520417224742476'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/5990520417224742476'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/01/sobota-dzien-nie-wolny.html' title='Sobota, dzień nie-wolny'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-1038671731833906094</id><published>2010-01-28T05:45:00.001+01:00</published><updated>2010-01-28T14:32:53.415+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kamienie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Śniadanie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Budzik zadzwonił o 5:45 cudownie spokojną, radosną melodią. Otworzyłem lewe oko, niezdarnie wcisnąłem guzik "wyłącz", przekręciłem się na prawy bok i opadłem na ciepłą poduszkę. Opowieść o podróży przez pustynię, w towarzystwie Beduinów uzbrojonych w noże i pistolety, Beduinek skrywających swe kobiece wdzięki pod czarnymi prześcieradłami, zdobionymi cekinami, śniłem dalej...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tato! Wstawaj! Śniadanie... kasa na bilet, dwie dychy na prezent dla koleżanki! Wielbłąd ryknął, zatrząsł grzbietem i zrzucił mnie wprost w rozpaloną słońcem wydmę. Koziołkując kilkanaście razy zatrzymałem się u jej stóp, waląc głową w brązowy kamień. Otworzyłem oczy. Skórzany góralski kapeć uśmiechał się do mnie swoją zdobioną rzemieniem paszczą...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tosty, tosty... żółty ser, szynka, plasterek cebuli i pomidora, zioła prowansalskie. Oczywiście majonez i ketchup w towarzystwie lekko osłodzonej herbaty. Droga na skróty, amerykańska dieta na modłę "szybkie żarcie". Kanapka do szkoły z białym serem? Wolne żarty, w sklepiku sprzedają małą pizzę, gorący kubek chemicznej zupy i batoniki. Czas na jedzenie surowej marchewki w paski, selera naciowego i kalafiora dopiero nadejdzie...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pa, idźcie już bo się spóźnicie. Piękna pozytywna motywacja do poznawania świata, zdobywania nowej wiedzy. Bajzel w kuchni, jakby tornado przeszło. Dopiję spokojnie swoją zieloną herbatę i wezmę się do roboty. Śnieg sypie, cała ulica w puchowej bieli. Drapię się bezwiednie przez pidżamę w jajka. Gluty w nosie, znów gdzieś mnie przewiało, może nauczę się wreszcie nosić czapkę. Włosy jakby piorun w stóg siana trafił, każdy w inną stronę. Szczecina na brodzie... cóż, nie każdego dnia człek może być Bondem...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-1038671731833906094?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/1038671731833906094/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=1038671731833906094' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/1038671731833906094'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/1038671731833906094'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/01/sniadanie.html' title='Śniadanie'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-4265965680635310442</id><published>2010-01-15T23:05:00.001+01:00</published><updated>2010-01-16T23:08:28.830+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pestki'/><title type='text'>Simon</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dyskurs. Asocjacje. Otwarcie przestrzeni. Trzymając w dłoni młotek, możesz odczuwać trudność w dostrzeganiu czegokolwiek, co nie jest gwoździem. Przyznaję, próbowałem być jeszcze bardziej korporacyjny bla-blając. Abstrakt. Myśl kreatywnie w zdefiniowanym, oczekiwanym i pożądanym, a nader wszystko korzystnym dla firmy kierunku. Przejawy kreatywności nieukierunkowanej po prostu są z systemu usuwane. Budzik. Metro. Winda. Biurko w boksie, uniform. Lunch. Spotkanie. Komputer. Telefon. Winda. Metro. Łóżko. Budzik. Prawda ma swój głos. Dziesięć minut...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Siedzę w hotelowej poczekalni. Skórzane kanapy, kilka poduszek, miękki dywan, stolik z bejcowanego na mahoń drewna sięgający do kolan. Zadanie jest proste. Patrz na wszystko co ciebie otacza. Przyjmuj bez zadawania pytań, bez oceny. Rejestruj jak kamera. Im więcej szczegółów tym lepiej. Zapomnij o sobie, o swoim ciele, emocjach, o myślach. Zaangażuj wszystkie zmysły...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Obrotowe, szklane, wypucowane drzwi wejściowe kręcą się z różną prędkością. Wydzielone stanowisko w pasie blatu recepcji dla ambasadorów. Reklama szytych ręcznie garniturów, garsonek i butów. Dwie młode dziewczyny oklejające nalepkami inwentaryzacyjnymi wszystko w obszarze mojego wzroku. Ochrona ciągle gada. Taksówka czeka, a boy w liberii gada. Syrena karetki, pisk opon. Brudny śnieg na świetliku. Ludzie z małymi walizkami na kółkach. Abstrakcyjna rzeźba. Obraz, olej na płótnie, szare mazy za szesnaście tysięcy złotych. Chłód z lewej, ciepło z prawej. Kobieta z telefonem w dłoni. Światło odbite od marmurowej posadzki. Zapach pomarańczy, wanilii, piżmu...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jestem zmęczony. Simon prowadzi nas krętymi ścieżkami. Ufam mu, ale ból głowy daje się coraz bardziej we znaki. Blokuje jasność, świeżość myślenia i swobodnych skojarzeń. Cztery kawy to stanowczo za dużo. Powietrze z klimatyzacji potęguje szum ciszy w głowie. Dwa dni intensywnego warsztatu, sięgającego głęboko, mocno refleksyjnie, z wglądami. Nie ma odwrotu. Naczynie, którym jestem przepełniło się... wiedza swobodnie wpływa i wypływa, jakbym stał w nurcie rwącej rzeki...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-4265965680635310442?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/4265965680635310442/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=4265965680635310442' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/4265965680635310442'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/4265965680635310442'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/01/simon.html' title='Simon'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-453979063676849372</id><published>2010-01-12T12:00:00.005+01:00</published><updated>2010-01-14T23:16:08.732+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wspomnienia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pestki'/><title type='text'>Profesor</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Podobno tkwił w tym przez blisko 50 lat. Nie wiedziałem. Przyjechał do Warszawy uczyć akurat tego roku, w którym wylądowałem w liceum. Wtedy to była podła szkoła. Miała opinię najgorszej w mieście. Zawsze zastanawiało mnie dlaczego na nauczycieli w liceum mówi się "profesor". On miał tylko magistra. Fizyka była jego pasją, moją zdecydowanie nie, o czym przez cztery lata wspólnych spotkań mieliśmy możliwość wielokrotnie się przekonać. Zawsze w garniturze, koszuli i krawacie. Wiedział o nas wszystko, choć nigdy nie pytał. Przeprowadził nas spokojnie przez stan wojenny. Rozumiał dlaczego rzucamy petardy w młodych chłopaków z ZOMO. Przyglądał się ze zrozumieniem, gdy któryś z nas przychodził z podbitym okiem na lekcje. Wiedział, że mamy w klapach kurtek małe oporniki, orzełki w koronie. Każdego roku zabierał nas na tydzień w góry - Cisna, Karpacz, Zakopane. Przymykał oko na fajki, piwo, wermuty, miody pitne, owocowe jabole i wódę. Wierzył w nas, dbał o nasze marzenia, mądrze podsycał ogień abyśmy mieli siłę iść wciąż i wciąż do przodu...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kilka osób z rodziny. Sztandar szkoły. Kolejne roczniki, tych których wychowawstwo miał po nas. Ksiądz, nad swoją wrażliwością jeszcze będzie musiał dużo popracować, dwa razy pomylił imię. Odwalił standard zawodząc smętnie. Nasza pani dyrektor przeczytała kilka słów na pożegnanie. Ostatnie zdania umknęły, ściśnięte gdzieś w gardle, zatopione w ciężkich łzach płynących po policzkach. "Był przede wszystkim przyjacielem młodzieży, wychowawcą... wspierał, zawsze ofiarowując swój czas i wiedzę... każdego potrafił nauczyć, ukochanej przez siebie fizyki..."&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Drewniana, jasnobrązowa trumna, takiż sam krzyż. Dół w zmarzniętej ziemi, cisza przerywana wrzaskiem czarnych ptaszysk siedzących na drzewach. Wieńce ułożone w monstrualną piramidę ponad wszystkim... już ponad Nim. Zdjęcie, przyczepione do zielonego liścia, a na nim twarz uśmiechniętego mężczyzny. Skrzące się, diabelskie chochliki w źrenicach. Czarna, kozia bródka...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;em&gt;"Moi drodzy, przypominacie mi wielką kupę siana, z której tu i ówdzie sterczą ośle uszy..."&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;em&gt;"Tak sobie myślę, że czas abyście zaczęli się uczyć, w przeciwnym razie obudzicie się z palcem w nocniku..."&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;em&gt;"Pobudka, na zegarze za pięć dwunasta... matura nie będzie na was czekać..."&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color: #e69138;"&gt;"Pamiętajcie, nie ważne kim będziecie, ważne kim jesteście..."&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Do zobaczenia, Panie Profesorze, być może kiedyś w przyszłości...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-453979063676849372?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/453979063676849372/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=453979063676849372' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/453979063676849372'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/453979063676849372'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/01/profesor.html' title='Profesor'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-1453907608251207831</id><published>2010-01-11T07:05:00.001+01:00</published><updated>2010-01-26T19:07:37.103+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><title type='text'>Separator</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Separator kojarzy mi się zawsze z filmem Matrix. Ciała ludzkie podpięte przewodami do jednostki centralnej. Wielki zbiornik do którego zlewa się energia potrzebna innym do życia. Cyk-cyk-cyk i przez sterylną rurkę płynie czerwona ciecz, wijąc się i kręcąc na obrotowych tłoczkach wprost do brzucha przykucniętej na podłodze maszyny. Puf-puf-puf wraca czerwona ciecz wtłaczana na siłę do mojej nabrzmiałej żyły. Chwila cyk, chwila puf przez prawie godzinę. Rytm cyk, rytm puf aż w torebce wiszącej na wieszaku tuż obok monitora zbierze się ćwierć litra żółtego płynu...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mrowienie na suchych ustach, delikatne sztywnienie warg. Zawsze tak mam, podobno to normalne, mogę poprosić o kubek rozpuszczonego w wodzie wapna ale nigdy tego nie robię. Wiem, że jak wyjdę, z lekkim kręćkiem w głowie to od razu zjem tabliczkę czekolady i wypiję pół litra coca-coli. Cały dzień będę pił, jakbym był wielbłądem szykującym się do marszu przez pustynię...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mała, żółta książeczka z napisami w kolorze czerwonym. Kolejny wpis - 25, kolejny worek - razem to już 11,5 litra…&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-1453907608251207831?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/1453907608251207831/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=1453907608251207831' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/1453907608251207831'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/1453907608251207831'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/01/separator.html' title='Separator'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-8576991815375098192</id><published>2010-01-09T23:09:00.000+01:00</published><updated>2010-01-09T23:09:25.445+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pestki'/><title type='text'>Raj</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czy wiem jak jest w raju? Poniekąd... według mnie raj ma swój kontekst. Bywa on różny, zależny od tego gdzie, w którym punkcie życia akurat się znajdujemy. Raj czasów dzieciństwa to wolność od wszystkich i wszystkiego. Pełna swoboda bycia tu i teraz, pełna dowolność eksperymentowania z otaczającą rzeczywistością. Oczywiście z czasem okazuje się, że raj może mieć też całkiem inne oblicze. Gdy w głowie zaczyna szumieć tętniąca jasna krew, gdy włosy szarpie wiatr, a deszcz i chłód je mrozi, wraz z odczuwaniem pierwszego bólu duszy, pierwszej męki sumienia i pierwszej udręki serca raj staje się wieloznaczny, niedopowiedziany, domalowany o kolory w odcieniach barw zimnych - mrocznych jak arktyczna noc i gorących - jaskrawych jak pustynny dzień. Tik-tak, tik-tak, mijają dni, tygodnie i lata. Dostrzegasz zmiany w zapisach dat? Siłę, z jaką pokonujesz kolejne schody w biurowcu zawodowego życia, kolejne piętra w rodzinnym domu? Raj staje się coraz częściej dla ciebie nazwany. Przyobleka się w imiona i nazwiska ludzi. Zyskuje mierzalne kształty przeżytych zdarzeń, sytuacji i wypadków. Potrafi oddalać się, złowrogo aż za linię horyzontu. Potrafi wracać, odciskając piętno w szarych komórkach mózgu i to w najbardziej zaskakujących chwilach...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Bywa, że raj staje się w tym całym szalonym pędzie rajem już utraconym. Świat, w którym świadomość jego istnienia całkowicie zanika staje się światem poukładanym, przewidywalnym i przede wszystkim bezpiecznym. Tak, to prawda, można w nim pozostać do kresu swej drogi. Można też żywić nadzieję, że któregoś dnia lub którejś nocy, wraz z ostatnim cichym tchnieniem los pozwoli nam odkryć go na nowo...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ach, czy tutaj znów pojawia się kontekst? Tak, zazwyczaj w refleksjach, migawkach przypominających błysk flesza, po którym w oczach pozostaje nie tyle kłujące odczuwanie jaskrawej żółci czy bieli ile setki, tysiące martwych obrazów z naszego jakże osobistego dzieciństwa. Tak, to prawda, że nowe objawienie raju będzie mieć w tych chwilach smak, kolor i zapach zupełnie odmienny, różny od wszystkich i wszystkiego co do tej pory znamy...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ach, czy jest coś tuż obok raju utraconego? Tak, ścieżka. Ścieżka z pozoru wypełniona chaosem, bezsensownym kręceniem się w dookoła samego siebie. Podobnie jak szczeniak, który zdziwiony odkrywa fakt istnienia ogona. Trzeba jednak, by nią kroczyć, odnaleźć granicę. Nie jest to zadanie łatwe, nie jest to zadanie dane każdemu. Granica gdy się ją odnajdzie, a potem zaraz przekroczy znika. Zaciera kierunek odwrotu. Kontekst zaczyna dzielić się, a może mnożyć w nieskończoność. Podobny do zamku o niezliczonej ilości komnat, do których wejść można przez podwojoną liczbę niezliczonych drzwi. Drzwi otwartych i zamkniętych, uchylonych, zatrzaśniętych z kluczem złamanym w mechanizmie zamku. Raj tu, raj tam, raj wszędzie. Labirynt, w którym niemożliwe staje się odnalezienie drogi, bo wszystkie jego ściany przypominają lustra doskonałe. Lustra pozbawione zdolności odbijania obrazów...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czy wiem jak jest w raju? Poniekąd... bo raj może być zatopiony w kontekście, utracony, odnaleziony w ostatniej godzinie, odrodzony w świadomym odrzuceniu cząstki siebie, dany w zamian, głęboko ukryty w zwyczajnej wdzięczności...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pieprzyć się z tobą, czując tropikalny zapach twojego łona. Spadać w ciebie mącznym mlekiem spełnienia jak krople ciągnięte siłą grawitacji wprost ku ziemi, raz za razem, z liścia na liść. Mocnym uściskiem dłoni zachłannie zbierać soki ukryte w kulistości piersi by objawiły się skrzeniem na sterczących czerwienią sutkach. Widzieć przez dotyk. Słyszeć przez słowa. Czuć przez szeroko rozwarte pożądaniem oczy... Bicie twojego serca... Oczekiwanie na spokój drżących mięśni... to też raj, o którego istnieniu wiemy...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-8576991815375098192?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/8576991815375098192/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=8576991815375098192' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/8576991815375098192'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/8576991815375098192'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/01/raj.html' title='Raj'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-78227365311288885</id><published>2010-01-09T01:16:00.000+01:00</published><updated>2010-01-09T01:16:01.721+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kino'/><title type='text'>Avatar to patchwork</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Maski tlenowe (Kula 1998). Przyroda Pandory (Między niebem, a piekłem 1998). Połączenie człowieka z awatarem (Matrix 1999). Jake Sully w lesie Pandory (Rambo: pierwsza krew 1982). Dr Grace Augustine wśród Na’avi (Goryle we mgle 1988). Atak na Dom Drzewo (Czas Apokalipsy 1979). Upadek Dom Drzewa (Dzień Niepodległości 1996). Cela z więźniami (Milczenie Owiec 1991). Atak Ikranów (Ptaki 1963). Militarne maszyny kroczące (Robocop 1987, Matrix Rewolucje 2003). Wezwanie do walki wszystkich klanów (Dzień Niepodległości 1996, Władca Pierścieni 2001-2003). Drzewo (Lili i Baobab 2006)...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://www.avatarmovie.com/"&gt;Avatar&lt;/a&gt;, jak dla mnie genialny patchwork filmowy. Film, który jak żaden inny, praktycznie w każdej scenie przywołuje z mojej świadomości obrazy wcześniej widziane na srebrnym ekranie... a poza tym, nakręcony z rozmachem i czasami skłaniający widza do refleksji...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-78227365311288885?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/78227365311288885/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=78227365311288885' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/78227365311288885'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/78227365311288885'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/01/avatar-to-patchwork.html' title='Avatar to patchwork'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-7413537755242174608</id><published>2010-01-05T21:49:00.000+01:00</published><updated>2010-01-05T21:49:51.141+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kamienie'/><title type='text'>Ciśnienie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Umówiłem się na wizytę, właściwie na badanie do lekarza okulisty. Przychodnia specjalistyczna, wciśnięta w parterową przestrzeń bloku między klatką A i B. Zaparkować można tylko na trawniku, a raczej w pryzmie śniegu zalegającej na trawniku. Ewentualnie na ulicy, osobiście nie polecam, taka refleksja po widoku przejeżdżającej na pełnym gazie śmieciarki. Otworzyłem szklane drzwi, wytupałem błoto w śmierdzącą wilgocią, brązową wycieraczkę, powiedziałem grzecznie "dzień dobry" i stanąłem przed recepcjonistką. Nazwisko? Godzina? Został pan poinformowany, że badanie jest płatne? Otrzymał pan kartę do rejestracji ciśnień? Nie? Proszę... i karta dla pani doktor, pokój numer 2. Mogę przyjąć pieniądze? Pokwitowanie dla pana. Następna osoba, proszę...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ciasno. Dystrybutor z wielką bańką wody tuż obok szklanej gabloty ze szkłami powiększającymi. Plakaty na ścianach, przypomniałem sobie jak zbudowane jest oko i na czym polega astygmatyzm. Mam zaburzoną sferyczność, obraz zamiast w jednym punkcie tworzy się w dwóch. Mam jeszcze kilka innych wad ale na ich temat nic nie ma na kolorowych planszach. Zawsze wiedziałem, że jestem wyjątkowy. Plakat z konferencji w Bostonie. Obok dyplom uczestnictwa w konferencji dla lekarza, oprawiony w szkło i drewnianą ramkę. Pod dyplomem identyfikator z konferencji z nazwiskiem i kodem kreskowym, przyszpilony do ściany drutem z czerwoną, plastikową główką. Ciekawy pomysł na budowanie prestiżu i autorytetu wśród pacjentów. Wieszak na kurtki i płaszcze. Obwieszony do granic wytrzymałości drewna, chwiejnie utrzymujący się w pionie. Jeszcze jedna kurtka czy szalik z czapką i runie w sam środek kałuży powstałej z roztopionego śniegu...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zapowiada się interesująco. Zlot geriatryczny, średnia wieku w czwartej ćwiartce. Czuję się tak, że zaraz poproszę o smoczka albo o lizaka. Będzie zabawnie, tym bardziej, że decyduje kolejność siedzenia pod gabinetem, a nie umówiona godzina wizyty. Jak ja tu wytrzymam cały dzień, do k..wy nędzy! Kilkuminutowe badanie co dwie godziny, razem sześć zabiegów! Pacjenci na pomiar ciśnienia w gałce ocznej przyjmowani są poza kolejnością - czytam z obgryzionej kartki przyklejonej skoczem do drzwi. Jakoś to będzie, przeżyję...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-7413537755242174608?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/7413537755242174608/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=7413537755242174608' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/7413537755242174608'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/7413537755242174608'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/01/cisnienie.html' title='Ciśnienie'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-1447594926461985785</id><published>2010-01-03T17:38:00.002+01:00</published><updated>2010-01-03T17:39:17.877+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='oczoust ustocz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nasztaludze'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='olej na płótnie'/><title type='text'>Oko Trzecie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedy Oni malowali? Szukając inspiracji włóczyli się nocami po knajpach, tancbudach, barach i burdelach. Zresztą w nocy przy świecach i tak raczej kiepsko kładzie się farbę na płótno. Pili trunki młode i stare, słabe i mocne, lekkie i ciężkie. Oddawali się radościom życia z dziewkami, nałożnicami, kochankami i muzami. Zażywali, wciągali, wdawali się w dyskusje, mordobicia i towarzyskie niuanse. Poranki, po takich nocnych olimpiadach, musiały być spotkaniem duszy z ogniem piekielnym, a dla tych już choć trochę uznanych męką trwania w czyśćcu...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wyciągnąłem sztalugę na środek pokoju. Tańczyłem z nią dobre pół godziny zanim znalazłem odpowiednie do malowania światło. Olejna farba jest tłusta, odbija srebrzystą poświatą każdy rodzaj padających na nią promieni. Pewnie można by i temu zaradzić, wieszając w oknie białe prześcieradło albo naciągając starą pończochę na żyrandol. Nie mam do tego jednak głowy, a może i najzwyczajniej w świecie po prostu mi się nie chce robić aż tak daleko idących przygotowań. Ustawiłem...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lubię zapach terpentyny, a jeszcze bardziej gdy farba poddaje się ufnie i bez sprzeciwu mojej woli prowadzona przez cienkie włosy ułożone w główce pędzla. Oko Trzecie, niedokończone przy poprzednim malowaniu wreszcie uzyskało swój ostateczny kształt i barwę. Jestem zadowolony, jest dokładnie takie jak je sobie wyobraziłem. Patrzy i jednocześnie mówi. Usta stały się powiekami, a gardło źrenicą przez, którą słuchać szept niezrozumiałych słów...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Nasztaludze: &lt;a href="http://picasaweb.google.com/slechovski"&gt;Oczoust Ustocz&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-1447594926461985785?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/1447594926461985785/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=1447594926461985785' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/1447594926461985785'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/1447594926461985785'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/01/oko-trzecie.html' title='Oko Trzecie'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-763973490450332375</id><published>2010-01-02T14:20:00.001+01:00</published><updated>2010-01-02T14:42:34.518+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życzę sobie'/><title type='text'>Lista... co dalej?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Listę pięciu życzeń sobie na 2010 przepisałem do kalendarza. Teraz będzie zawsze przy mnie, w każdej chwili do odczytania, przypomnienia, zastanowienia i podsumowania gdzie w jej realizacji się znajduję...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gimnastyka poranna (4) od dwóch dni, na razie skromnie bo okazało się, że wszystkie mięśnie leniwe i miękkie. Oleje na płótnie (1) mam już nowy, bielusieńki blejtram o wymiarach 50x60 cm, a w głowie pomysł na afrykańskie klimaty. Książka (2) na razie nie tknięta. Sprzedawanie (5) paskudztwo, ale wybiorę się w nadchodzącym tygodniu do księgarni i biblioteki, może coś mnie natchnie. Angielski (3) mam trzy płyty do nauki i w planie na niedzielę uruchomienie ich na komputerze...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wasze listy życzeń&amp;nbsp;też zapisałem... nauczony doświadczeniem, że czasem coś z netu znika...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-763973490450332375?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/763973490450332375/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=763973490450332375' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/763973490450332375'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/763973490450332375'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/01/lista-co-dalej.html' title='Lista... co dalej?'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-6550680918097382774</id><published>2010-01-01T12:23:00.006+01:00</published><updated>2010-01-02T12:35:31.800+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pechmann'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pestki'/><title type='text'>Znak Tygrysa</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"Pewnego dnia przezwyciężę lęk przed urzędującymi tam papierowymi upiorami i sam podążę za znakiem tygrysa, który doprowadzi mnie do owych niesamowitych sal. Chciałbym kiedyś ujrzeć tę doskonałą książkę, której nigdy nie napiszę..."&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Trzymam w dłoniach książkę Pechmanna "Biblioteka utraconych książek". Sztywna okładka, tuż za nią biała pusta kartka. Trzecia z kaligrafowanym tytułem i odręcznie napisaną dedykacją. Przed spisem treści słowa Borges'a "Już sama możliwość zaistnienia książki wystarcza, by stała się ona bytem". Wiedziony szeptem ukrytym w kilku słowach skreślonych długopisem zatrzymują się na stronie 76. Czytam...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color: #e69138;"&gt;"...o&amp;nbsp;bycie lub niebycie znaczącego dzieła literackiego decyduje niekiedy choćby krótkotrwałe dysponowanie kartką i ołówkiem"&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color: #e69138;"&gt;"...właściwie miał zawsze o wiele więcej powodów, żeby nie pisać, niż żeby pisać: pracę, działalność wydawniczą i redaktorską, nieustająco chorą żonę (...), własne depresje i blokady w pisaniu, kocura George'a"&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color: #e69138;"&gt;"...jednak i nienapisany utwór może stać się przyczyną śmierci poety. Jeśli na przykład biała kartka papieru uśmiecha się do niego szyderczo i drwi. Jeśli milczenie staje się torturą. Jeśli przemożny pomysł, piętrzący się w głębi duszy, ukazuje tylko niemożliwość sprostania mu w słowach i symbolach"&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="color: #e69138;"&gt;"...pewnego dnia przezwyciężę lęk przed urzędującymi tam papierowymi upiorami i sam podążę za znakiem tygrysa"&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Spytacie być może teraz cóż z tego? Odpowiem... nic w życiu nie dzieje się z przypadku. Wystarczy obudzić w sobie wrażliwość na otaczający nas świat. Nauczyć się odczytywać i rozumieć znaki, które zauważamy i zdarzenia, których doświadczamy...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Drugie moje życzenie na nadchodzący rok 2010, które napisałem 31 grudnia. Film "Atramentowe serce" (Inkheart), który obejrzałem 1 stycznia. Książka Pechmanna, którą miałem dostać przed Bożym Narodzeniem, a która trafiła w moje ręce dopiero 2 stycznia...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wszystko razem... znak tygrysa?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-6550680918097382774?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/6550680918097382774/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=6550680918097382774' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/6550680918097382774'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/6550680918097382774'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2010/01/znak-tygrysa.html' title='Znak Tygrysa'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7261570436013540034.post-4040206592159581340</id><published>2009-12-31T15:14:00.000+01:00</published><updated>2009-12-31T15:14:53.239+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pestki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='holidays'/><title type='text'>Nowy Rok 2010</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wszyscy wszystkim składają życzenia. Szczęścia, pomyślności, spełnienia marzeń, realizacji planów zawodowych. Ja składam tobie, ty składasz jej, ona składa kolejnej osobie. Radośnie składamy sobie i... nic z tego konkretnego nie wynika. Kolejny rok za nami i kolejna refleksja, że przecież mogło być inaczej. Dlatego w tym roku zrobię inaczej!&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Życzę sobie, w nadchodzącym 2010 roku, publicznie, tu i teraz, że:&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Namaluję 12 obrazów olejnych na płótnie,&lt;/div&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Napiszę i przygotuję do wydania książkę (tytuł już mam),&lt;/div&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zacznę uczyć się języka angielskiego,&lt;/div&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zadbam o kondycję fizyczną (gimnastyka, bieganie, rower)&lt;/div&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nauczę się sprzedawać&lt;/div&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tyle... że mało? Jak dla mnie w sam raz. Uśmiechasz się... to dobrze, zachęcam każdego do zrobienia podobnej listy i "życzenia sobie" na nadchodzący Nowy Rok.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;...a 31 grudnia 2010 wspólnie podsumujemy co kto zrealizował! Szampana! Ostatni dzień roku, czas na zabawę... jutro zabieram się do roboty :-)))&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7261570436013540034-4040206592159581340?l=dolinakamieni.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/feeds/4040206592159581340/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7261570436013540034&amp;postID=4040206592159581340' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/4040206592159581340'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7261570436013540034/posts/default/4040206592159581340'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dolinakamieni.blogspot.com/2009/12/nowy-rok-2010.html' title='Nowy Rok 2010'/><author><name>lechovski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10957665045522211380</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_xvsbcdasY9M/SyYZn6CH-nI/AAAAAAAAAAM/EmBRV8t_FGg/S220/slechovski.jpg'/></author><thr:total>18</thr:total></entry></feed>
